21.04.2024, 22:07 ✶
Chociaż był to ich czwarty wspólny piątek trzynastego, Basiliusowa matematyka, zazwyczaj całkiem dobra, podpowiadało mu zupełnie nowe i eksperymentalne metody liczenia czasu, które pewnie, gdyby były wykorzystywane w magimedycynie, szybko pozbawiłyby go zawodu.
– Octavian? Dobrze. Po hm... Twoim przypadku wziął wolne na tydzień, ale potem wrócil do studiów jakby nigdy nic. Chociaż... Gdy mnie zobaczył ostatnio w kafeterii zaczął bardzo głośno opowiadać o tym jak poradził sobie z przypadkiem... przypadkiem gnijącego ucha, więc to chyba jakoś dalej w nim siedzi – Aby było zabawniej przez to doprowadził do omdlenia jakiegoś innego studenta. Krąg życia, czy coś takiego. – Nie wiem, czy chcę wiedzieć, co ci się przydarzyło w poniedziałek.
Brenna miała rację. Ich pierwsze spotkanie nie miało nic wspólnego z piątkiem trzynastego.
– Szósty czerwca dokładniej – Wiedział, bo przecież spisał jej przypadek dokładnie. Robaka też. Gnicie też. Klątwę też. Kiedyś pewnie mógłby zrobić z tego pracę naukową o ile jego koledzy po fachu nie uznają, że to wszystko sobie wymyślił.
Oderwał na chwilę wzrok spod nóg, by zerknąć na nią i upewnić się, czy czegoś źle nie usłyszał.
– Kandydat numer dwa? Przepraszam, ale... Kandydat numer dwa? – spytał, nie chcąc mówić, że najwyraźniej czuje się dalej na tyle słabo, że chyba się pogubił, ale najwyraźniej czuł się na tyle słabo, że chyba się pogubił.
– Sporadyczne. Są to raczej sporadyczne krwotoki – Chociaż mogą być też spontaniczne, ale jednak większą szansa na ich wystepienie była wtedy, gdy doprowadzał się do takiego stanu, jak dzisiaj. – I tak. One nie są... Alarmujące – A na pewno nie bardziej, niż potencjalne omdlenie. – Po prostu nadwrężyłem się dzisiaj. To tyle. – Co zrobił po uniknięciu ciosu? Eeee. Chyba w emocjach zaśmiał się z atakującego, stwierdzając, że wypił za dużo whiskey i by lepiej sobie poszedł, bo inaczej zrobi sobie krzywdę. – Zasugerowałem, by lepiej przestał i udał się do domu. Był pijany. Ale wtedy tamten mu oddał i... – skrzywił się. – Przepraszam... Możemy się na chwilę zatrzymać?
– Octavian? Dobrze. Po hm... Twoim przypadku wziął wolne na tydzień, ale potem wrócil do studiów jakby nigdy nic. Chociaż... Gdy mnie zobaczył ostatnio w kafeterii zaczął bardzo głośno opowiadać o tym jak poradził sobie z przypadkiem... przypadkiem gnijącego ucha, więc to chyba jakoś dalej w nim siedzi – Aby było zabawniej przez to doprowadził do omdlenia jakiegoś innego studenta. Krąg życia, czy coś takiego. – Nie wiem, czy chcę wiedzieć, co ci się przydarzyło w poniedziałek.
Brenna miała rację. Ich pierwsze spotkanie nie miało nic wspólnego z piątkiem trzynastego.
– Szósty czerwca dokładniej – Wiedział, bo przecież spisał jej przypadek dokładnie. Robaka też. Gnicie też. Klątwę też. Kiedyś pewnie mógłby zrobić z tego pracę naukową o ile jego koledzy po fachu nie uznają, że to wszystko sobie wymyślił.
Oderwał na chwilę wzrok spod nóg, by zerknąć na nią i upewnić się, czy czegoś źle nie usłyszał.
– Kandydat numer dwa? Przepraszam, ale... Kandydat numer dwa? – spytał, nie chcąc mówić, że najwyraźniej czuje się dalej na tyle słabo, że chyba się pogubił, ale najwyraźniej czuł się na tyle słabo, że chyba się pogubił.
– Sporadyczne. Są to raczej sporadyczne krwotoki – Chociaż mogą być też spontaniczne, ale jednak większą szansa na ich wystepienie była wtedy, gdy doprowadzał się do takiego stanu, jak dzisiaj. – I tak. One nie są... Alarmujące – A na pewno nie bardziej, niż potencjalne omdlenie. – Po prostu nadwrężyłem się dzisiaj. To tyle. – Co zrobił po uniknięciu ciosu? Eeee. Chyba w emocjach zaśmiał się z atakującego, stwierdzając, że wypił za dużo whiskey i by lepiej sobie poszedł, bo inaczej zrobi sobie krzywdę. – Zasugerowałem, by lepiej przestał i udał się do domu. Był pijany. Ale wtedy tamten mu oddał i... – skrzywił się. – Przepraszam... Możemy się na chwilę zatrzymać?