22.04.2024, 17:25 ✶
– Oh z pewnością. Szkoda tylko, że przez to zepsuł innego studenta – rzucił całkiem rozbawiony. Ciekawe, czy za kilka lat ten sam student postanowi pochwalić się swoi brakiem reakcji na gnicie komuś innemu, przez co inny student zemdleje, a za kilka lat... I tak dalej i tak dalej.
– 6.6.66 – wymamrotał tylko cicho. – Tak. To na pewno przypadek... tylko przypadek. – Jeden problem na raz. Jeśli spotkają się potem w kolejną dziwną datę, to może zacznie poważnie się tym martwić. Na razie jednak postanowił sobie zrobić wolne od tego.
– Na Merlina... Podziwiam cię, że to ogarniasz. – Czasami miał wrażenie, że ma dosyć, gdy jego pacjenci próbowali kręcić. Co dopiero kilku świadków, z którego każdy miał inna wersję wydarzeń. – Kelnerka... Ta blondynka? Schowała się wtedy pod stołem, bo ktoś zaczął rzucać szklankami, więc nie mogą tego widzieć. – Tak. Tego był pewny. – Jak dla mnie to też była dwójka. Poza tym... Za każdym razem gdy... Dobrze mu szło to śmiał się jak zła żaba. – rzucił nieco żartobliwie.
– Co pomyślałem? – spytał, nie wiedząc czy chodziło o krwotoki, czy też kandydata numer dwa. A może i jeszcze coś innego.
Zatrzymał się i spojrzał na nią nieco niepewnie. Jak on tego nie lubił. Być w takim stanie, że coraz bardziej i bardziej musiał prosić o pomoc osoby, które nie należały do tej kategorii bliskich przyzwyczajonych do życia ze złośliwościami jego serca. Z drugiej strony sam Brennę widział na przykład gnijącą.
Skinął głową i dał sobie pomóc.
– Jesteśmy już... Niedaleko. Wiesz, normalnie zaprosiłbym cie na herbatę, ale.... Hm... Może innym razem – posłał jej słaby uśmiech, gdy ruszyli dalej.
– 6.6.66 – wymamrotał tylko cicho. – Tak. To na pewno przypadek... tylko przypadek. – Jeden problem na raz. Jeśli spotkają się potem w kolejną dziwną datę, to może zacznie poważnie się tym martwić. Na razie jednak postanowił sobie zrobić wolne od tego.
– Na Merlina... Podziwiam cię, że to ogarniasz. – Czasami miał wrażenie, że ma dosyć, gdy jego pacjenci próbowali kręcić. Co dopiero kilku świadków, z którego każdy miał inna wersję wydarzeń. – Kelnerka... Ta blondynka? Schowała się wtedy pod stołem, bo ktoś zaczął rzucać szklankami, więc nie mogą tego widzieć. – Tak. Tego był pewny. – Jak dla mnie to też była dwójka. Poza tym... Za każdym razem gdy... Dobrze mu szło to śmiał się jak zła żaba. – rzucił nieco żartobliwie.
– Co pomyślałem? – spytał, nie wiedząc czy chodziło o krwotoki, czy też kandydata numer dwa. A może i jeszcze coś innego.
Zatrzymał się i spojrzał na nią nieco niepewnie. Jak on tego nie lubił. Być w takim stanie, że coraz bardziej i bardziej musiał prosić o pomoc osoby, które nie należały do tej kategorii bliskich przyzwyczajonych do życia ze złośliwościami jego serca. Z drugiej strony sam Brennę widział na przykład gnijącą.
Skinął głową i dał sobie pomóc.
– Jesteśmy już... Niedaleko. Wiesz, normalnie zaprosiłbym cie na herbatę, ale.... Hm... Może innym razem – posłał jej słaby uśmiech, gdy ruszyli dalej.