22.04.2024, 22:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2024, 16:42 przez Peregrinus Trelawney.)
Gdy wpadli na siebie w południe z Isaakiem, Peregrin był wciąż jeszcze mocno skołowany po spotkaniu z Morpheusem, które odbyło się ledwie kilka godzin wcześniej. W pierwszej chwili nie poznał historyka, od skończenia Hogwartu minęła dekada i obrazy wspomnień zatarły się nieco. Choć jednak twarz Bagshota straciła w pamięci Trelawneya ostrość, to nazwisko nigdy jej nie opuściło. W normalnych okolicznościach na pewno wdałby się w dłuższą dyskusję: czytał obie jego książki, był ciekaw kilku jego opinii. Kiedyś bez trudu znajdowali setki wspólnych tematów, czemu teraz by miało być inaczej? Wymiana zdań okazała się krótka, lecz owocna. Isaac zachęcił go do odwiedzenia domku swojego krewniaka, a Peregrin z chęcią na to przystał.
Potrzebował chwili na napisanie krótkiej notatki do Praw Czasu, więc umówili się z Bagshotem pod domkiem Owena za jakiś czas. Gdy tylko Trelawney dorwał więc jakąś sowę pocztową — miała powiadomić Dolohova, że asystent dziś już nie wróci, ale zobaczą się niechybnie jutro — skierował się od razu ku chatce.
Z każdym krokiem miał wrażenie, że jego głowa trzeszczy, przez co myśli były nieco ociężałe. Prawdopodobnie było to zmęczenie nieprzespanej nocy podbite wycieńczającymi doświadczeniami tego poranka, do których doprowadziła magia Windermere.
Przed domkiem już czekał na niego kompan. Czy raczej kompani, bo miło zaskoczył się obecnością Sebastiana — doprawdy pokrzepiające spotkanie towarzyszy dawnych lat. Peregrin po dziurki w nosie miał po wcześniejszej przygodzie nieznajomych i cieszyły go znane twarze.
Wymienił z oboma krótkie serdeczności i nadstawił uważnie uszu, gdy Sebastian zapytał Isaaca o potencjalne wskazówki.
— Owen jest bliską rodziną? Obiło ci się o uszy, nad czym tu pracował? — dodał od siebie z nadzieją, że być może dwóch Bagshotów dzieliło w ostatnim czasie jakiś projekcik, przy którym zaginiony mógł wspomnieć o swoich planach.
Trelawney nie potrzebował zachęty, żeby wejść do chatki zaginionego, więc gdy tylko Macmillan uczynił sugestię, wróżbita wystąpił do przodu.
— Ktoś już musiał zaglądać do środka. Gdyby czekało tam na nas coś szokującego, dawno byśmy usłyszeli.
Otworzył drzwi, które rzeczywiście na pierwszy rzut oka nie ukazały niczego specjalnego. Peregrinus wszedł nieco w głąb, aby umożliwić i pozostałym wciśnięcie się do niewielkiego mieszkanka.
— No, wygląda na to, że będziemy musieli poszukać głębiej — rzekł niezniechęcony początkowym brakiem oczywistych śladów. Jego wzrok na dłuższą chwilę zawisł na porzuconych notatkach i książkach, które zapowiadały się obiecująco. Miał nadzieję, że uda mu się je przejrzeć.
Potrzebował chwili na napisanie krótkiej notatki do Praw Czasu, więc umówili się z Bagshotem pod domkiem Owena za jakiś czas. Gdy tylko Trelawney dorwał więc jakąś sowę pocztową — miała powiadomić Dolohova, że asystent dziś już nie wróci, ale zobaczą się niechybnie jutro — skierował się od razu ku chatce.
Z każdym krokiem miał wrażenie, że jego głowa trzeszczy, przez co myśli były nieco ociężałe. Prawdopodobnie było to zmęczenie nieprzespanej nocy podbite wycieńczającymi doświadczeniami tego poranka, do których doprowadziła magia Windermere.
Przed domkiem już czekał na niego kompan. Czy raczej kompani, bo miło zaskoczył się obecnością Sebastiana — doprawdy pokrzepiające spotkanie towarzyszy dawnych lat. Peregrin po dziurki w nosie miał po wcześniejszej przygodzie nieznajomych i cieszyły go znane twarze.
Wymienił z oboma krótkie serdeczności i nadstawił uważnie uszu, gdy Sebastian zapytał Isaaca o potencjalne wskazówki.
— Owen jest bliską rodziną? Obiło ci się o uszy, nad czym tu pracował? — dodał od siebie z nadzieją, że być może dwóch Bagshotów dzieliło w ostatnim czasie jakiś projekcik, przy którym zaginiony mógł wspomnieć o swoich planach.
Trelawney nie potrzebował zachęty, żeby wejść do chatki zaginionego, więc gdy tylko Macmillan uczynił sugestię, wróżbita wystąpił do przodu.
— Ktoś już musiał zaglądać do środka. Gdyby czekało tam na nas coś szokującego, dawno byśmy usłyszeli.
Otworzył drzwi, które rzeczywiście na pierwszy rzut oka nie ukazały niczego specjalnego. Peregrinus wszedł nieco w głąb, aby umożliwić i pozostałym wciśnięcie się do niewielkiego mieszkanka.
— No, wygląda na to, że będziemy musieli poszukać głębiej — rzekł niezniechęcony początkowym brakiem oczywistych śladów. Jego wzrok na dłuższą chwilę zawisł na porzuconych notatkach i książkach, które zapowiadały się obiecująco. Miał nadzieję, że uda mu się je przejrzeć.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie