23.04.2024, 02:27 ✶
Bezpiecznie dotarli do brzegu i całe szczęście, bo przygoda z syreną, nawet jeśli stosunkowo krótka, wciąż zdążyła ją zmęczyć. Wciąż miała lekki mętlik w głowie, a myśli mimowolnie uciekały do piosenki, która w pierwszej kolejności wpakowała ją w tę sytuację. W pewnym momencie nawet złapała się trochę na tym, że chciałaby kiedyś znowu ją usłyszeć, ale chłodna woda i praca mięśni powoli ten pomysł wytłukły jej z głowy. Przynajmniej na ten moment.
- Tak, nic mi nie jest - uspokoiła go, chociaż pod nosem uśmiechnęła się się głupio, jakby ta cała sytuacja nieco ją bawiła. Ale co innego miała w tym momencie zrobić, rozpłakać się? To by w sumie do niej trochę pasowało, biorąc pod uwagę jak wiele sytuacji było w stanie skończyć się dla niej łzami w oczach, ale teraz nie było w niej złości, która zwykle doprowadzała ją do takiego stanu.
Dopłynęli wreszcie do bezpiecznego powodu wody, gdzie stopy mogły dotknąć podłoża i resztę drogi do brzegu przeszli popychani falami. W jakiś sposób te ostatnie metry bardziej ją zmęczyły niż wcześniejsze przedzieranie się przez wodę.
- Oh - rzuciła, trochę niefrasobliwie, odgarniając z twarzy mokre kosmyki włosów, dopiero po tym przyglądając mu się nieco uważniej, szukając ewentualnych miejsc wymagających ojojania. - Ale to tylko jedna deska - co bardzo łatwo można było przetłumaczyć na kolejne miałam rację. - Nic ci nie jest? W sensie, nie chcę ci ujmować, ale jak sobie zrobiłeś bubu ratując mnie, to czuję się trochę za to odpowiedzialna - tylko trochę. Sapnęła, łapiąc parę głębszych oddechów, wciąż zmęczona po wysiłku fizycznym, jakim było dostanie się do brzegu, a nie do mola, które nawet jeśli było bliżej, to z jakąś dziwną potulnością ominęła, podążając za Traversem. - Chcesz mi powiedzieć, że to nie pierwszy twój taki przypadek? Ratowałeś już damy z opresji, czy może to ciebie ratowano? Śpiewała tak ładnie, że nie zdziwiłabym się jakbyś sam skoczył - uśmiechnęła się do niego, ale wcale nie zgryźliwie, a raczej z pewnym zainteresowaniem. Sięgnęła też dłonią do włosów, pobieżnie wyciskając z nich słoną wodę.
- Tak, nic mi nie jest - uspokoiła go, chociaż pod nosem uśmiechnęła się się głupio, jakby ta cała sytuacja nieco ją bawiła. Ale co innego miała w tym momencie zrobić, rozpłakać się? To by w sumie do niej trochę pasowało, biorąc pod uwagę jak wiele sytuacji było w stanie skończyć się dla niej łzami w oczach, ale teraz nie było w niej złości, która zwykle doprowadzała ją do takiego stanu.
Dopłynęli wreszcie do bezpiecznego powodu wody, gdzie stopy mogły dotknąć podłoża i resztę drogi do brzegu przeszli popychani falami. W jakiś sposób te ostatnie metry bardziej ją zmęczyły niż wcześniejsze przedzieranie się przez wodę.
- Oh - rzuciła, trochę niefrasobliwie, odgarniając z twarzy mokre kosmyki włosów, dopiero po tym przyglądając mu się nieco uważniej, szukając ewentualnych miejsc wymagających ojojania. - Ale to tylko jedna deska - co bardzo łatwo można było przetłumaczyć na kolejne miałam rację. - Nic ci nie jest? W sensie, nie chcę ci ujmować, ale jak sobie zrobiłeś bubu ratując mnie, to czuję się trochę za to odpowiedzialna - tylko trochę. Sapnęła, łapiąc parę głębszych oddechów, wciąż zmęczona po wysiłku fizycznym, jakim było dostanie się do brzegu, a nie do mola, które nawet jeśli było bliżej, to z jakąś dziwną potulnością ominęła, podążając za Traversem. - Chcesz mi powiedzieć, że to nie pierwszy twój taki przypadek? Ratowałeś już damy z opresji, czy może to ciebie ratowano? Śpiewała tak ładnie, że nie zdziwiłabym się jakbyś sam skoczył - uśmiechnęła się do niego, ale wcale nie zgryźliwie, a raczej z pewnym zainteresowaniem. Sięgnęła też dłonią do włosów, pobieżnie wyciskając z nich słoną wodę.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror