adnotacja moderatora
Rozliczono - Basilius Prewett - osiągnięcie Piszę, więc jestem
10.07.72
Posiadłość rodowa Prewettów
Posiadłość rodowa Prewettów
Bankiety zazwyczaj były całkiem przyjemne, ale jednak były sprawy ważne i ważniejsze. Zwłaszcza, gdy tą ważniejsza sprawą był abrakasan.
Basilius wiedział, że nie był szczególnie nikomu potrzebny na samym przyjęciu, przywitał się już z tymi, z którymi miał się przywitać, pogadał chwilę z tymi, z którymi miał pogadać, uśmiechnął się do tych, do których miał się uśmiechnąć i uznał, że nie był to na tyle interesujący event, by nie wymknąć się niezauważony do stajni abrakasanów w celu przywitania się z dawno niewidzianym przyjacielem.
Niestety życie w Londynie i praca nie pozwalała mu na częste widzenie się ze swoim abrakasanem, a gdy już udało mu się zrobić plany, by udać się do rodzinnej posiadłości, to albo zostawał pilnie wezwany do pracy, albo nie czuł się na tyle dobrze, by wybierać się na rekreacyjne przejażdżki po okolicy.
Skoro tym razem jednak już tu był i miał się dobrze, to byłby idiotą, gdyby nie skorzystał z tej okazji. A przecież w ich rodzinie korzystanie z okazji było ważne, więc jakby ktoś zauważył jego zniknięcie i z jakiegoś powodu miał o to pretensje, to właśnie tak zamierzał się tłumaczyć.
I o dziwo nie tylko on dzisiaj wpadł na ten pomysł.
– Pandoro Prewett! Naprawdę? Tak wymykać się z bankietu, by pogadać z abrakasanami? Przecież to nie przystoi! – rzucił wesoło, próbując naśladować oburzony styl wypowiedzi, którejś z ich dalekich ciotek, gdy zobaczył kuzynkę, która najwyraźniej również zmierzała w stronę stajni. – Ale tak mi się wydawało, że jakiś czas temu gdzieś zniknęłaś. – powiedział już nieco poważniej, chociaż wciąż z uśmiechem na ustach, podchodząc do kobiety. Chyba miał dzisiaj dobry humor.