24.04.2024, 18:02 ✶
Nie spodziewała się, że ją to tak dotknie.
Powinna się przyzwyczaić, że ludzie często przychodzili do niej tylko po to, by ją wykorzystać i omamić. Raz niemal przez to nie zginęła, raz prawie wylądowała w więzieniu, w pozostałych przypadkach kończyła ze zdeptanymi uczuciami, czasem dumą, czasem bez knuta w sakiewce.
Naiwność już dawno powinna zostać w niej doszczętnie zabita, a jednak widać ostatnie dwa lata sprawiły, że przestała być ostrożna i dała się wykiwać.
Mogła winić tylko siebie, w końcu świat był brutalny i doskonale o tym wiedziała. A mimo to gdzieś pojawiła się jakaś myśl, że może jednak odzyska spokojne i normalne życie, gdzie będzie mogła zaufać drugiemu człowiekowi, bez doszukiwania się wszystkich ale.
Cedric wydawał jej się taki szczery. Nawet jeśli zrobił coś, co wiedział, że ją może zdenerwować potrafił to bez wahania powiedzieć w ten swój uroczy, lekko speszony sposób. Zaufała mu, jego słowom, jego gestom, które sprawiały, że świat był jakiś taki bardziej kolorowy, mniej mroczny i niebezpieczny. Wydawało jej się, że był po prostu dobrym człowiekiem, na którego w żaden sposób nie powinna zasługiwać, a jednak nie odsunął się od niej.
Pewnie tylko dlatego, że tak naprawdę nic o niej nie wiedział. O jej przeszłości, o jej bliznach i ranach na sercu, o tym, jak wiele trucizny tego przeklętego świata krążyło w jej żyłach.
Nie, on musiał wiedzieć. Przecież tylko dlatego się do niej zbliżył.
By ją zdradzić.
Wątpiła, by miał cokolwiek wspólnego z Dante. Wszystko było w nim zbyt prawe, by brać to w ogóle pod uwagę, choć świat mógł ją przecież zaskoczyć. Stawiała więc na drugą wersję. Współpraca z jakimś brygadzistą, który pracował przy sprawie szajki i próba wyłapania pozostałych członków. Mogła zgadnąć, że kiedyś ją to wszystko dopadnie. Kilka razy obudziła się w nocy z koszmaru, w którym ją złapano. Bała się tego, a jednak starała się żyć ignorując ten strach.
Ile musiał od niej wyciągnąć, by postawić przed nią zarzuty? Jak wiele już wiedział? Ile zostało czasu, do momentu, gdy straci swoją wolność? Czy mogła jakoś uciec? Tyle razy przecież uciekała, mogło się udać i teraz.
Będzie teraz grać, a potem zniknie z jego życia.
Czuła w sercu ból, gdy patrzyła na jego radosną twarz i roześmiane oczy. Był chyba lepszym kłamcą od niej. Czuła lekki podziw, który mieszał się z goryczą.
Jak była cholernie naiwna i głupia.
Straciła ochotę na kawę, choć wiedziała, że ją w siebie wepchnie, udając, że nic się nie stało. Jak zresztą zwykle.
Potem najwyżej najebię się gdzieś nad jeziorem, by na chwilę zapomnieć o wszystkich ewentualnych nadziejach.
- Ja z mamą nigdy nie byłyśmy na typowych wakacjach. - Ugryzła się w język, gdy przeszło jej przez myśl, że mogła powiedzieć, że odwiedziła kilka ciekawych miejsc w Wielkiej Brytanii w interesach, to by jednak rzuciło na nią podejrzenia. - Nie licząc wizyt u dziadków, gdy jeszcze żyli. Ale chyba jestem bardziej miejskim zwierzęciem, niż osobą która czuje się lepiej na łonie natury. Odmiana raz na jakiś czas jest miła, ale chyba lepiej się czuję wśród miastowych świateł i głosów - choć gwiazdy były tam tak mało widoczne. Czy jednak ich widok nie przejąłby się jej, gdyby mogła spoglądać na nie codziennie?
Cholerne gwiazdy. To co mówił o nich, normalnie uznałaby za coś romantycznego, teraz niemal czuła jakby ktoś wbijał pięść w jej żołądek. A jednak dalej grała. Uśmiech nie schodził jej z ust.
- Jeśli cię to pocieszy, kompletnie nie umiem pływać. Może więc zrobię z siebie jeszcze większe pośmiewisko - utemperowała delikatny wyrzut, który chciał przebić się przez te słowa. W końcu czyż teraz nie robiła z siebie kompletnej idiotki przebywając w tym domku z osobą, która właśnie ją okłamywała? - Zaleję kawę. - Zeskoczyła z blatu, sięgnęła ściereczkę, która leżała koło kuchni i podeszła do kociołka, w którym wrzała woda. Sięgnęła po niego, po czym przelała wrzątek do kubków i odstawiła naczynie.
- Może wyjdziemy na taras? - bo tu, czuła jak powoli się dusi. Naprawdę musiała stąd jak najszybciej wyjechać. Miała nadzieję, że kominek był podłączony do sieci fiuu. Mogła zmyć się stąd w nocy. O ile będzie w stanie.
Powinna się przyzwyczaić, że ludzie często przychodzili do niej tylko po to, by ją wykorzystać i omamić. Raz niemal przez to nie zginęła, raz prawie wylądowała w więzieniu, w pozostałych przypadkach kończyła ze zdeptanymi uczuciami, czasem dumą, czasem bez knuta w sakiewce.
Naiwność już dawno powinna zostać w niej doszczętnie zabita, a jednak widać ostatnie dwa lata sprawiły, że przestała być ostrożna i dała się wykiwać.
Mogła winić tylko siebie, w końcu świat był brutalny i doskonale o tym wiedziała. A mimo to gdzieś pojawiła się jakaś myśl, że może jednak odzyska spokojne i normalne życie, gdzie będzie mogła zaufać drugiemu człowiekowi, bez doszukiwania się wszystkich ale.
Cedric wydawał jej się taki szczery. Nawet jeśli zrobił coś, co wiedział, że ją może zdenerwować potrafił to bez wahania powiedzieć w ten swój uroczy, lekko speszony sposób. Zaufała mu, jego słowom, jego gestom, które sprawiały, że świat był jakiś taki bardziej kolorowy, mniej mroczny i niebezpieczny. Wydawało jej się, że był po prostu dobrym człowiekiem, na którego w żaden sposób nie powinna zasługiwać, a jednak nie odsunął się od niej.
Pewnie tylko dlatego, że tak naprawdę nic o niej nie wiedział. O jej przeszłości, o jej bliznach i ranach na sercu, o tym, jak wiele trucizny tego przeklętego świata krążyło w jej żyłach.
Nie, on musiał wiedzieć. Przecież tylko dlatego się do niej zbliżył.
By ją zdradzić.
Wątpiła, by miał cokolwiek wspólnego z Dante. Wszystko było w nim zbyt prawe, by brać to w ogóle pod uwagę, choć świat mógł ją przecież zaskoczyć. Stawiała więc na drugą wersję. Współpraca z jakimś brygadzistą, który pracował przy sprawie szajki i próba wyłapania pozostałych członków. Mogła zgadnąć, że kiedyś ją to wszystko dopadnie. Kilka razy obudziła się w nocy z koszmaru, w którym ją złapano. Bała się tego, a jednak starała się żyć ignorując ten strach.
Ile musiał od niej wyciągnąć, by postawić przed nią zarzuty? Jak wiele już wiedział? Ile zostało czasu, do momentu, gdy straci swoją wolność? Czy mogła jakoś uciec? Tyle razy przecież uciekała, mogło się udać i teraz.
Będzie teraz grać, a potem zniknie z jego życia.
Czuła w sercu ból, gdy patrzyła na jego radosną twarz i roześmiane oczy. Był chyba lepszym kłamcą od niej. Czuła lekki podziw, który mieszał się z goryczą.
Jak była cholernie naiwna i głupia.
Straciła ochotę na kawę, choć wiedziała, że ją w siebie wepchnie, udając, że nic się nie stało. Jak zresztą zwykle.
Potem najwyżej najebię się gdzieś nad jeziorem, by na chwilę zapomnieć o wszystkich ewentualnych nadziejach.
- Ja z mamą nigdy nie byłyśmy na typowych wakacjach. - Ugryzła się w język, gdy przeszło jej przez myśl, że mogła powiedzieć, że odwiedziła kilka ciekawych miejsc w Wielkiej Brytanii w interesach, to by jednak rzuciło na nią podejrzenia. - Nie licząc wizyt u dziadków, gdy jeszcze żyli. Ale chyba jestem bardziej miejskim zwierzęciem, niż osobą która czuje się lepiej na łonie natury. Odmiana raz na jakiś czas jest miła, ale chyba lepiej się czuję wśród miastowych świateł i głosów - choć gwiazdy były tam tak mało widoczne. Czy jednak ich widok nie przejąłby się jej, gdyby mogła spoglądać na nie codziennie?
Cholerne gwiazdy. To co mówił o nich, normalnie uznałaby za coś romantycznego, teraz niemal czuła jakby ktoś wbijał pięść w jej żołądek. A jednak dalej grała. Uśmiech nie schodził jej z ust.
- Jeśli cię to pocieszy, kompletnie nie umiem pływać. Może więc zrobię z siebie jeszcze większe pośmiewisko - utemperowała delikatny wyrzut, który chciał przebić się przez te słowa. W końcu czyż teraz nie robiła z siebie kompletnej idiotki przebywając w tym domku z osobą, która właśnie ją okłamywała? - Zaleję kawę. - Zeskoczyła z blatu, sięgnęła ściereczkę, która leżała koło kuchni i podeszła do kociołka, w którym wrzała woda. Sięgnęła po niego, po czym przelała wrzątek do kubków i odstawiła naczynie.
- Może wyjdziemy na taras? - bo tu, czuła jak powoli się dusi. Naprawdę musiała stąd jak najszybciej wyjechać. Miała nadzieję, że kominek był podłączony do sieci fiuu. Mogła zmyć się stąd w nocy. O ile będzie w stanie.