24.04.2024, 20:10 ✶
Peregrinus nie spodziewał się, że Bagshot będzie wiedział aż tyle i pozytywnie zaskoczył go grad informacji, którymi ten ich zarzucił. Sam nie spamiętał może każdego szczegółu, ale ogólny zarys był jasny: upiorna historia o czarodziejskim wariacie sprzed wieków, który zamienił Windermere w olbrzymi stos całopalny.
— Dwunasty wiek — mruknął z uznaniem Trelawney. — Biskup był widać ojcem protoplastą polowań na czarownice.
Historia oferowała pełną różnorodność palonych — pogan, heretyków, Żydów i tych nieszczęsnych oskarżonych o czary. Athelwold może więc i nie wynalazł stosów, ale zdecydowanie wyprzedził Młot na czarownice czy Salem. Wróżbitę zainteresowały również motywy kapłana-czarodzieja. Podłoże agresji wobec obcych było oczywiste, ale swój wobec swego? Zawsze kryła się za tym jakaś dłuższa historia.
Wyglądało na to, że Trelawney był jedynym, który nie wyciągnął do tego momentu swojej różdżki — wciąż była ona wsunięta w specjalną rzemienną pętelkę przytroczoną do klapy jego torby od wewnętrznej strony. Pełne słońce, środek dnia, obecność innych czarodziejów, cisza i spokój — wszystko to usypiało dość skutecznie jego czujność. Niewykluczone, że równie naiwna była jego wiara w profesjonalizm pracowników Ministerstwa. Założył dość hojnie, że ktoś z oficjeli zwiedzał tę chatkę przed nimi i zwyczajnie doszedł do wniosku, że nie ma tu niczego przydatnego. Dopiero słowa Macmillana podważyły to przekonanie.
— Biorąc pod uwagę to, ilu czarodziejów dziś się tu kręci, okoliczni pierwszy raz od wieków będą mieli szansę wymienić kukłę na coś treściwszego — rzucił mimochodem gorzką uwagę, która zabrzmiała bardziej jak zła wróżba niż niesmaczny czarny humor.
Usłyszawszy teorię Sebastiana o tym, jak doszło do zniknięcia Owena, Peregrin odwrócił się od klamotów Bagshota, wokół których do tej pory się krzątał. Wersja trzymała się kupy, ale konfliktowała z tym, co wywnioskował wróżbita.
— Mogło? Myślisz, że spalenie miało miejsce minionej nocy? Dziesiąty jest dopiero dziś. Gdybym miał zgadywać, ta atrakcja dopiero przed nami.
Trop był rzeczywiście ciekawy. Historia związana z Athelwoldem dodawała naturalnie intrygującego i ważnego kontekstu, lecz szukanie w lesie śladów zmarłych (bądź nieumarłych) wydawało się o wiele trudniejsze niż zlokalizowanie rytualnego zbiegowiska mugoli. Nawet jeśli Isaac nie miał tej informacji, pozyskanie jej zapewne było w zasięgu ich możliwości.
!3windermerezapiski
— Dwunasty wiek — mruknął z uznaniem Trelawney. — Biskup był widać ojcem protoplastą polowań na czarownice.
Historia oferowała pełną różnorodność palonych — pogan, heretyków, Żydów i tych nieszczęsnych oskarżonych o czary. Athelwold może więc i nie wynalazł stosów, ale zdecydowanie wyprzedził Młot na czarownice czy Salem. Wróżbitę zainteresowały również motywy kapłana-czarodzieja. Podłoże agresji wobec obcych było oczywiste, ale swój wobec swego? Zawsze kryła się za tym jakaś dłuższa historia.
Wyglądało na to, że Trelawney był jedynym, który nie wyciągnął do tego momentu swojej różdżki — wciąż była ona wsunięta w specjalną rzemienną pętelkę przytroczoną do klapy jego torby od wewnętrznej strony. Pełne słońce, środek dnia, obecność innych czarodziejów, cisza i spokój — wszystko to usypiało dość skutecznie jego czujność. Niewykluczone, że równie naiwna była jego wiara w profesjonalizm pracowników Ministerstwa. Założył dość hojnie, że ktoś z oficjeli zwiedzał tę chatkę przed nimi i zwyczajnie doszedł do wniosku, że nie ma tu niczego przydatnego. Dopiero słowa Macmillana podważyły to przekonanie.
— Biorąc pod uwagę to, ilu czarodziejów dziś się tu kręci, okoliczni pierwszy raz od wieków będą mieli szansę wymienić kukłę na coś treściwszego — rzucił mimochodem gorzką uwagę, która zabrzmiała bardziej jak zła wróżba niż niesmaczny czarny humor.
Usłyszawszy teorię Sebastiana o tym, jak doszło do zniknięcia Owena, Peregrin odwrócił się od klamotów Bagshota, wokół których do tej pory się krzątał. Wersja trzymała się kupy, ale konfliktowała z tym, co wywnioskował wróżbita.
— Mogło? Myślisz, że spalenie miało miejsce minionej nocy? Dziesiąty jest dopiero dziś. Gdybym miał zgadywać, ta atrakcja dopiero przed nami.
Trop był rzeczywiście ciekawy. Historia związana z Athelwoldem dodawała naturalnie intrygującego i ważnego kontekstu, lecz szukanie w lesie śladów zmarłych (bądź nieumarłych) wydawało się o wiele trudniejsze niż zlokalizowanie rytualnego zbiegowiska mugoli. Nawet jeśli Isaac nie miał tej informacji, pozyskanie jej zapewne było w zasięgu ich możliwości.
!3windermerezapiski
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie