Znów ta cholerna Francja... już na samo wspomnienie tego cholernego kraju zamieszkiwanego przez żabojadów, prawie go zemdliło. Starał się jednak nie dać tego po sobie poznać. Skupić się na czymś innym. Wyrzucić z głowy to, co nie powinno się w niej znajdywać. Przynajmniej w tym momencie.
- Ah tak. Ściśle tajne. - skomentował. Po tonie głosu, postawie Roberta, można było jednak łatwo dojść do wniosku, że niekoniecznie był przekonany, iż za tym całym wyjazdem stały sprawy Departamentu Tajemnic. Nie zamierzał się w to zagłębiać. Nie jego interes. Przynajmniej tak długo, jak wycieczki Alexandra nie będą się odbijać na reszcie rodziny.
Na razie nie miał podstaw do tego, żeby się ich obawiać.
Słysząc o tym, że ma te oświadczenie napisać na niego, przez chwilę tak po prostu się na Alexandra gapił. Nie patrzył, a gapił. A więc w taki sposób chciał to rozegrać? Mógłby się teraz z nim sprzeczać, ale jakiś cichy głosik z tyłu głowy... podpowiadał mu, że może lepiej będzie jeśli faktycznie sam te oświadczenie napisze. Na pewno popełni przy tym mniej błędów niż zrobiłby to Alexander.
- Niech stracę. - zdążył powiedzieć, nim Alexander odsłonił te cholerne okno. Nie bez przyczyny zasłonięte. Robertowi nieszczególnie odpowiadało to, że mieszkał w sąsiedztwie mugoli. Zarazem jednak, przez te wszystkie lata nie ruszył nawet palcem, żeby to zmienić. Może potrzebował mieć coś, na co będzie mógł narzekać? Można było wręcz pomyśleć, że miał w sobie coś z polaka, gdyby nie to, że był jednak do bólu angielski. No cóż.
Nie zdążył jednak na to zareagować.
- Masz szczęście, że ten jęz... - chciał powiedzieć coś więcej, ale kuzyn zniknął. Pokręcił na to lekko głową. W zasadzie to niewielka strata. Nie będzie po nim płakał. Za nim płakał. Postara się natomiast o to, żeby następnym razem zachował się bardziej... odpowiednio. Tak jak należy. Przebywając w salonie bez niepotrzebnego towarzystwa, mógł sobie na nowo napełnić szklankę alkoholem, a następnie udać się do swojego gabinetu.
W głowie układał już pierwsze zdania oświadczenia.