25.04.2024, 09:12 ✶
Lestrange cmoknął z niezadowoleniem, a dźwięk ten niósł w sobie małą nutę irytacji. Wtyka Brygady... Jasnostalowe oczy spoczęły na leżącym na brudnej, lepiącej się podłodze szczurku. Mimo iż tego nie wiedział, to na jego twarzy nie odbiło się nic poza zniesmaczeniem. Prawdziwym obrzydzeniem, gdy dotarło do niego, jak blisko potknięcia był. Co prawda w teorii nie robił nic nielegalnego i odpowiednio się zabezpieczył, więc ryzyko było minimalne - lecz sam fakt, że ta gnida zataiła przed nim tak ważną informację, wywoływał złość. Mimo że daleko jej było do tej krwistoczerwonej chmury, mgły która nagle potrafiła opaść na jego mózg i sprawić, że ciało działało odruchowo, nastawione wyłącznie na chaos i niszczenie, ale wciąż ta złość była wyczuwalna. Drażniła jego nerwy, wprawiała mięśnie w drżenie.
Nie planował go zabijać, bo nie miał takiej potrzeby. Co prawda Rodolphusowi ogromnie daleko było do altruisty, a chłopak mimo młodego wieku zabijał dla samego zabijania, ale z reguły wolał nie zostawiać po sobie bałaganu. Teraz plany uległy zmianie - nowe informacje rozjaśniły nieco mrok, spowijający tajemniczą teraźniejszość szczurka.
- Rozczarowujące - powiedział w końcu, odrobinę opuszczając różdżkę - zaledwie o kilka milimetrów. Wyraz obrzydzenia na jego twarzy złagodniał nieco, jasne włosy pod kapeluszem poruszyły się, gdy Lestrange lekko przekrzywił głowę. W jego oczach błysnęła iskra szaleństwa. I tej złości, która smyrała mózg w taki sposób, że wiedział, że nieprzyjemne uczucie nie minie, dopóki szczurek nie wyda ostatniego tchnienia. - Nie krępuj się więc.
Uśmiech, który posłał Umbrielowi, nie sięgał oczu. Był szeroki, ale chłodny. Bezemocjonalny, chociaż być może odrobinę perwersyjny. Rodolphus nie zamierzał się ruszać z miejsca, najwyraźniej uznając zapowiedź Degenhardta jako zaproszenie do zabawy. Nie miał zamiaru wchodzić mu w drogę, ale potrzebował listu, który spoczywał zmięty w kieszeni szczurka. Nie tylko nie zamierzał odpuścić, ale również zamierzał doskonale się bawić, pojąc chorą żądzę zemsty na brudasie, który postanowił rzucać brygadzistom ochłapy, strzępki informacji o... Kimkolwiek. Nie interesowało go, kogo wsypał - sam fakt, że do tego doszło, był urągający jakiejkolwiek przyzwoitości. Bo przecież nawet najgorsze męty Nokturnu ją miały.