Pokręcił głową, zapytany o to czy nic mu nie jest. Nawet jeśli noga była trochę obolała, obdarta, to nie bardzo miał tutaj na co narzekać. Umierający nie był, to się liczyło. Wyglądało na to, że obydwoje mieli w tym przypadku całkiem sporo szczęścia.
- Jest w porządku. - odezwał się.
Nieco więcej czasu zajęło mu ustosunkowanie się do kolejnej kwestii. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się prosto w wodę. Teraz tak spokojną. Niezmąconą. Jakby to wszystko nie miało wcale miejsca. Wreszcie westchnął.
- Zdarzyło się to już dwa razy, tylko w zupełnie innym miejscu. W okolicy rodzinnej posiadłości mamy spore jezioro. I molo. W trochę lepszym stanie niż te tutaj, ale to bez znaczenia... - na chwilę przeniósł spojrzenie na wspomniane molo. - Za pierwszym razem to ja dałem się temu porwać, za drugim musiałem wyciągać z wody Lycoris. - uśmiechnął się, sam do siebie. Ciężko było jednak powiedzieć, co ten nieznaczny uśmiech miał znaczyć. Może to co zawsze? Kiedy chodziło o Lycoris... chyba wszyscy wiedzieli jak miały się sprawy. Wszyscy oprócz tej dwójki, która przez lata uparcie powtarzała, że to jedynie przyjaźń. Tylko ona i nic więcej. - Słyszałem też o kilku innych takich przypadkach, ale to wszystko miało miejsce wiosną. Chyba wiosną? Myślałem, że do tej pory już się uspokoiło.
Wzruszył ramionami. Prawda była taka, że po tym jak się obudził w połowie maja, zajęty był zupełnie innymi kwestiami. I sprawą syren przestał się interesować. Wydawało mu się ponadto, że i w gazetach częściej pisali o innych kwestiach, niż tych dziwnych, syrenich atakach. O Beltane. Konsekwencjach tego ataku. O zimnych. Limbo. I tak dalej.
Może po prostu inne kwestie zeszły na dalszy plan?
- Jeśli będziesz chciała to zgłosić, to byłoby dobrze pominąć w tym mój udział. - w tym momencie wreszcie spojrzał w jej kierunku. Poważny. Pewny, że tak musiało być. Nie chciał się pchać w ręce Ministerstwa w swoim obecnym stanie. Aż tak bardzo kusić losu. W innych okolicznościach chętnie by pomógł, ale teraz nie mógł sobie na to pozwolić. A ona musiała zdawać sobie sprawę z tego, czym konkretnie było to podyktowane.