25.04.2024, 17:18 ✶
Czy spodziewała się kiedyś, że w tym życiu dostanie list od celebryty? Nie, tak naprawdę nie. Czy należało to do jednych z jej pragnień, by jej umiejętności zostały dostrzeżone przez kogoś takiego jak on? Tak, owszem.
Dlatego w pierwszym odruchu pomyślała, że wiadomość na eleganckiej papeterii to zwykły żart, po chwili jednak namysłu, wątpiła, by ktokolwiek, kto byłyby do tego zdolny, posunąłby się do takiego poświęcenia, by kupić takiej jakości papier.
Zresztą, to nie tak, że nie dostawał podobnych eleganckich wiadomości. Były jednak one kiedyś wyłącznie anonimowe i zwykle dotyczyły wykonania czegoś nielegalnego.
Bo teraz chodziło o coś innego, prawda?
Czuła się dziwnie, przemierzając bogatą rezydencję. Kiedyś marzyła, że w takiej zamieszka. Będzie miała wielki dom w mieście, z kilkoma sypialniami, kryształowymi żyrandolami i prawdziwymi dziełami sztuki.
Bywała w wielu willach, z większości z nich coś ukradła, widziała więc różne cuda, jakie potrafiły w sobie kryć.
Z czasem jednak zrozumiała, że nigdy taki los nie będzie jej dany. Marzenie te, z każdym rokiem jej życia robiło się coraz bardziej odległe. Same jej umiejętności nigdy nie zaprowadzą jej na szczyt, nie ważne, jakby tego pragnęła. Pieniądze zwykle szybko rozpływały się w jej rękach, a nawet gdyby nie, prawdopodobnie bez wsparcia bogatej rodziny nigdy nie zarobiłaby tyle, by móc pozwolić sobie na takie luksusy. Należały one wyłącznie do tych, którzy narodzili się w rodzinach z ogromnymi majątkami. Nie do czarodziei półkrwi którzy dorastali na Nokturnie.
Odruchowo wyłapała jedne z najcenniejszych przedmiotów, które znajdowały się w gabinecie, do którego została wpuszczona. Rubinowy smok w szczególności przykuł jej uwagę, wywołując przyjemny dreszcz podniecenia na samą myśl, że mogłaby mieć go w swoich rękach. Był piękny. Sama wielkość klejnotu o czystej barwie gołębiej krwi sprawiała, że był wiele wart. Jego przejrzystość i sam nietypowy nawet nie szlif, a rzeźbienie, sprawiały, że niemal jej zmiękły kolana. Chciała go, ale nie mogła mieć. Choć może mogłaby pomyśleć o zrobieniu czegoś podobnego? Nie była mistrzem w szlifowaniu kamieni, to jednak było wyzwaniem, nawet jeśli miała pobawić się jedynie w kamieniu górskim, czy innym, tańszym surowcu, na który było ją stać. Na przykład jaspisie? Tak, jaspis byłby wspaniały.
Wyrwała się jednak szybko z zamyślenia, słysząc głos Pana Shafiqa. Cholera, przez to wszystko zapomniała się nawet przywitać.
- Dzień dobry. Jestem zaszczycona, mogąc gościć w Pana rezydencji - odparła, powoli sadowiąc się w wygodnym fotelu, gdzie kazano jej spocząć. Zrobiła to tak, by jak najmniej pognieść swoją czarną, przylegającą spódnicę sięgająca za kolano. Miała oprócz tego na sobie błękitną koszulę i czarne buty na obcasie. A także biżuterię. Tym razem składająca się ze srebra i diamentów. Wyglądała skromnie, wcale jednak taka nie była. Jedna z jej starych zdobyczy, której nigdy nikomu nie sprzedała. Miała pewną wartość sentymentalną.
Przygryzła policzek, gdy usłyszała zaproponowane napoje. Wszystko w niej krzyczało, by wybrać wiono, bała się jednak, że zostanie to odebrane jako nieprofesjonalne. Typowa myśl osoby, która nadużywała alkoholu i bała się, że wyjdzie to na jaw.
- Chętnie napiję się kawy - odparła z miłym uśmiechem, chowając ręce pod stołem i wbijając swoje krótkie paznokcie w skórę. Mogła nad sobą panować. Przecież potrafiła.
Obserwowała porządkowanie papierów przez Shafiqa, co zachodziło w całkiem spektakularny sposób, choć zatrzymala się dłużej na tej całej misce stanowiącej niszczarkę.
Tak naprawdę nie pamiętała każdego przedmiotu, który ukradła, kilka, szczególnie tych trudnych dla niej do wycenienia, zapadło jej w pamięć ze względu na czas, jaki musiała poświęcić na dowiedzeniu się o nich jak najwięcej.
Ta miska, wydała jej się więc bardzo znajoma. Dałaby sobie rękę uciąć, że była niemal identyczna z jednym bardzo starym zabytkiem, który wykradła kiedyś na zlecenie.
Przeszedł ją zimny dreszcz na samą myśl. Odwróciła wzrok od przedmiotu, mając nadzieję, że kolory jeszcze w miarę trzymały się jej bladej twarzy, na której nadal błąkał się przyjazny uśmiech.
- Niezwykle dziękuję za Pana słowa, nie spodziewałam się, że mój talent zostanie zauważony przez kogoś takiego jak Pan. Jestem gotowa wykonać każde zlecenie z jak największą starannością, wkładając w to wszystkie moje umiejętności. Czego więc ono dotyczy? - zapytała, choć jej wzrok znów na chwilę zawisł na nadal dymiącej misce, by zaraz wrócić do rozmówcy.
Czuła się, jakby miała zaraz usłyszeć o konieczności zdobycia kolejnego artefaktu, tak, by oczywiście nikt się o tym nie dowiedział. Tak jak to bywało kiedyś, gdy życie było zdecydowanie bardziej ekscytujące i miało znacznie słodszy smak. Niemal za tym zatęskniła.
Dlatego w pierwszym odruchu pomyślała, że wiadomość na eleganckiej papeterii to zwykły żart, po chwili jednak namysłu, wątpiła, by ktokolwiek, kto byłyby do tego zdolny, posunąłby się do takiego poświęcenia, by kupić takiej jakości papier.
Zresztą, to nie tak, że nie dostawał podobnych eleganckich wiadomości. Były jednak one kiedyś wyłącznie anonimowe i zwykle dotyczyły wykonania czegoś nielegalnego.
Bo teraz chodziło o coś innego, prawda?
Czuła się dziwnie, przemierzając bogatą rezydencję. Kiedyś marzyła, że w takiej zamieszka. Będzie miała wielki dom w mieście, z kilkoma sypialniami, kryształowymi żyrandolami i prawdziwymi dziełami sztuki.
Bywała w wielu willach, z większości z nich coś ukradła, widziała więc różne cuda, jakie potrafiły w sobie kryć.
Z czasem jednak zrozumiała, że nigdy taki los nie będzie jej dany. Marzenie te, z każdym rokiem jej życia robiło się coraz bardziej odległe. Same jej umiejętności nigdy nie zaprowadzą jej na szczyt, nie ważne, jakby tego pragnęła. Pieniądze zwykle szybko rozpływały się w jej rękach, a nawet gdyby nie, prawdopodobnie bez wsparcia bogatej rodziny nigdy nie zarobiłaby tyle, by móc pozwolić sobie na takie luksusy. Należały one wyłącznie do tych, którzy narodzili się w rodzinach z ogromnymi majątkami. Nie do czarodziei półkrwi którzy dorastali na Nokturnie.
Odruchowo wyłapała jedne z najcenniejszych przedmiotów, które znajdowały się w gabinecie, do którego została wpuszczona. Rubinowy smok w szczególności przykuł jej uwagę, wywołując przyjemny dreszcz podniecenia na samą myśl, że mogłaby mieć go w swoich rękach. Był piękny. Sama wielkość klejnotu o czystej barwie gołębiej krwi sprawiała, że był wiele wart. Jego przejrzystość i sam nietypowy nawet nie szlif, a rzeźbienie, sprawiały, że niemal jej zmiękły kolana. Chciała go, ale nie mogła mieć. Choć może mogłaby pomyśleć o zrobieniu czegoś podobnego? Nie była mistrzem w szlifowaniu kamieni, to jednak było wyzwaniem, nawet jeśli miała pobawić się jedynie w kamieniu górskim, czy innym, tańszym surowcu, na który było ją stać. Na przykład jaspisie? Tak, jaspis byłby wspaniały.
Wyrwała się jednak szybko z zamyślenia, słysząc głos Pana Shafiqa. Cholera, przez to wszystko zapomniała się nawet przywitać.
- Dzień dobry. Jestem zaszczycona, mogąc gościć w Pana rezydencji - odparła, powoli sadowiąc się w wygodnym fotelu, gdzie kazano jej spocząć. Zrobiła to tak, by jak najmniej pognieść swoją czarną, przylegającą spódnicę sięgająca za kolano. Miała oprócz tego na sobie błękitną koszulę i czarne buty na obcasie. A także biżuterię. Tym razem składająca się ze srebra i diamentów. Wyglądała skromnie, wcale jednak taka nie była. Jedna z jej starych zdobyczy, której nigdy nikomu nie sprzedała. Miała pewną wartość sentymentalną.
Przygryzła policzek, gdy usłyszała zaproponowane napoje. Wszystko w niej krzyczało, by wybrać wiono, bała się jednak, że zostanie to odebrane jako nieprofesjonalne. Typowa myśl osoby, która nadużywała alkoholu i bała się, że wyjdzie to na jaw.
- Chętnie napiję się kawy - odparła z miłym uśmiechem, chowając ręce pod stołem i wbijając swoje krótkie paznokcie w skórę. Mogła nad sobą panować. Przecież potrafiła.
Obserwowała porządkowanie papierów przez Shafiqa, co zachodziło w całkiem spektakularny sposób, choć zatrzymala się dłużej na tej całej misce stanowiącej niszczarkę.
Tak naprawdę nie pamiętała każdego przedmiotu, który ukradła, kilka, szczególnie tych trudnych dla niej do wycenienia, zapadło jej w pamięć ze względu na czas, jaki musiała poświęcić na dowiedzeniu się o nich jak najwięcej.
Ta miska, wydała jej się więc bardzo znajoma. Dałaby sobie rękę uciąć, że była niemal identyczna z jednym bardzo starym zabytkiem, który wykradła kiedyś na zlecenie.
Przeszedł ją zimny dreszcz na samą myśl. Odwróciła wzrok od przedmiotu, mając nadzieję, że kolory jeszcze w miarę trzymały się jej bladej twarzy, na której nadal błąkał się przyjazny uśmiech.
- Niezwykle dziękuję za Pana słowa, nie spodziewałam się, że mój talent zostanie zauważony przez kogoś takiego jak Pan. Jestem gotowa wykonać każde zlecenie z jak największą starannością, wkładając w to wszystkie moje umiejętności. Czego więc ono dotyczy? - zapytała, choć jej wzrok znów na chwilę zawisł na nadal dymiącej misce, by zaraz wrócić do rozmówcy.
Czuła się, jakby miała zaraz usłyszeć o konieczności zdobycia kolejnego artefaktu, tak, by oczywiście nikt się o tym nie dowiedział. Tak jak to bywało kiedyś, gdy życie było zdecydowanie bardziej ekscytujące i miało znacznie słodszy smak. Niemal za tym zatęskniła.