25.04.2024, 22:23 ✶
Nie odpowiedział na jej życzenie miotły z fikuśną końcówką, pokręcił jedynie w niedowierzaniu głową. Po całym dniu spędzonym z Millie, zaczynał się powoli przyzwyczajać do jej chaotycznego, prowokującego sposobu bycia.
— Klęczeć z twojego powodu? Po moim trupie.
Historia stojąca za powstaniem alkoholu nieco go zaniepokoiła i odebrała kapkę apetytu, ale nie zmieniła w żadnym razie jego zdania. Mikstury procentowe co do zasady były w końcu trucizną, więc czy sterylność naprawdę odgrywała aż taką rolę? Zresztą hej! To, co przynosili ze sklepowych półek, też pewnie w wiele lepszych warunkach nie było produkowane.
— Też mi ciebie brakowało, Millie — odpowiedział, rozczulony lekko jej wyznaniem o tęsknocie. — Kiedy znów wyjadę, będę pamiętał, żeby pisać więcej listów.
Nie wyjedzie. Żywot Peregrinusa jako młodego badacza-podróżnika właśnie się zakończył, a następnych kilka lat spędzi przykuty do Wysp Brytyjskich. Ale któż to mógł wtedy przewidzieć? Cóż, obie osoby tego dramatu parają się wróżeniem, ale na pewne pytania woli się nie poznawać odpowiedzi.
Gdy Moody zajęła się kartami, Peregrinus wychylił dla otuchy przed werdyktem swoją porcję karmelówki. Wzdrygnął się nieznacznie, ale wiedział, że następne wejdą już łatwiej. Być może wręcz za łatwo i nie zdąży się zorientować, że pędzi ku tragedii, nim będzie za późno. To jednak zmartwienie na później.
Jeszcze nim rozkład był kompletny, Trelawney już widział, w jaką stronę to wszystko zmierza. Tyle odwróconych nigdy nie zwiastowało dobrego i zawsze budziły one w czarodzieju niepokój. Jak echo wracały do niego słowa ojca zasłyszane w dzieciństwie: odwrócone karty to głosy pochodzące z zaświatów, enigmatyczna, zniekształcona wróżba wędrująca do nas z Limba. Pech chciał, że wyjątkowo Peregrinusa lubiły.
Przede wszystkim jednak wypełniło go słodkie poczucie triumfu. Oto ona: porażka, o której mówił kuzynce. Miał rację! Może i trochę ubodło go, że przekręcona Śmierć sugeruje ciągoty ku odmianie i nowym początkom w sferze uczuciowej, a zasrana Piątka Mieczy wmawia mu brak pewności na tym polu, ale jakoś to przełknął. Na kilka dodatkowych sekund zawiesił oko na Ósemce Buław. Jej gwałtowna energia szeptała do niego coś o skandalu, ale zignorował to i przeszedł dalej. Jak niby skandal miałby znaleźć drogę do życia romantycznego kogoś tak wycofanego?
Z dumnym uśmiechem, Peregrin zafundował sobie kolejną rundę karmelówki.
— Wybacz, ale samo na usta się ciśnie: a nie mówiłem? — Brzmiało to niepoprawnie optymistycznie jak na kogoś z tak parszywym rozkładem, ale dokładnie tego się spodziewał. Cieszyło go, że karty utarły Millie nosa, potwierdzając jego przeczucia. Odpowiedziały w zgodzie z nim… no prawie. — Jeśli Umiarkowanie każe mi czekać, to poczekam. Choćby to oczekiwanie doprowadziło do tego, że moje życie romantyczne rozkwitnie dopiero pod słodkim pocałunkiem śmierci.
Wprawnym ruchem zawodowca Peregrin zebrał ze stołu karty Millie (oraz spory tuman kurzu), po czym przekazał jej swoją talię wyciągniętą w międzyczasie z pudełeczka.
— Tasuj, dopóki nie poczujesz, że to to.
Talia nie była aż tak wysłużona jak ta należąca do Moody. Była elegancka, robiona na zamówienie z dbałością o detal. Wszystko w obcowaniu z tymi kartami cieszyło: faktura pod palcami, wpadające w oko srebrzyste metaliczne zdobienia na czarnym tle. Była oczkiem w głowie Trelawneya, ale też nie jedynym jego zestawem. Na specjalne okazje trzymał również talię przekazywaną w rodzinie z pokolenia na pokolenie (podobnie jak klątwę Limba płynącą w ich krwi), kilka klasyków, jak i talii do rozkładów tematycznych. Naukowa dociekliwość badacza eksplorującego różne media… lub po prostu zbieractwo.
— Klęczeć z twojego powodu? Po moim trupie.
Historia stojąca za powstaniem alkoholu nieco go zaniepokoiła i odebrała kapkę apetytu, ale nie zmieniła w żadnym razie jego zdania. Mikstury procentowe co do zasady były w końcu trucizną, więc czy sterylność naprawdę odgrywała aż taką rolę? Zresztą hej! To, co przynosili ze sklepowych półek, też pewnie w wiele lepszych warunkach nie było produkowane.
— Też mi ciebie brakowało, Millie — odpowiedział, rozczulony lekko jej wyznaniem o tęsknocie. — Kiedy znów wyjadę, będę pamiętał, żeby pisać więcej listów.
Nie wyjedzie. Żywot Peregrinusa jako młodego badacza-podróżnika właśnie się zakończył, a następnych kilka lat spędzi przykuty do Wysp Brytyjskich. Ale któż to mógł wtedy przewidzieć? Cóż, obie osoby tego dramatu parają się wróżeniem, ale na pewne pytania woli się nie poznawać odpowiedzi.
Gdy Moody zajęła się kartami, Peregrinus wychylił dla otuchy przed werdyktem swoją porcję karmelówki. Wzdrygnął się nieznacznie, ale wiedział, że następne wejdą już łatwiej. Być może wręcz za łatwo i nie zdąży się zorientować, że pędzi ku tragedii, nim będzie za późno. To jednak zmartwienie na później.
Jeszcze nim rozkład był kompletny, Trelawney już widział, w jaką stronę to wszystko zmierza. Tyle odwróconych nigdy nie zwiastowało dobrego i zawsze budziły one w czarodzieju niepokój. Jak echo wracały do niego słowa ojca zasłyszane w dzieciństwie: odwrócone karty to głosy pochodzące z zaświatów, enigmatyczna, zniekształcona wróżba wędrująca do nas z Limba. Pech chciał, że wyjątkowo Peregrinusa lubiły.
Przede wszystkim jednak wypełniło go słodkie poczucie triumfu. Oto ona: porażka, o której mówił kuzynce. Miał rację! Może i trochę ubodło go, że przekręcona Śmierć sugeruje ciągoty ku odmianie i nowym początkom w sferze uczuciowej, a zasrana Piątka Mieczy wmawia mu brak pewności na tym polu, ale jakoś to przełknął. Na kilka dodatkowych sekund zawiesił oko na Ósemce Buław. Jej gwałtowna energia szeptała do niego coś o skandalu, ale zignorował to i przeszedł dalej. Jak niby skandal miałby znaleźć drogę do życia romantycznego kogoś tak wycofanego?
Z dumnym uśmiechem, Peregrin zafundował sobie kolejną rundę karmelówki.
— Wybacz, ale samo na usta się ciśnie: a nie mówiłem? — Brzmiało to niepoprawnie optymistycznie jak na kogoś z tak parszywym rozkładem, ale dokładnie tego się spodziewał. Cieszyło go, że karty utarły Millie nosa, potwierdzając jego przeczucia. Odpowiedziały w zgodzie z nim… no prawie. — Jeśli Umiarkowanie każe mi czekać, to poczekam. Choćby to oczekiwanie doprowadziło do tego, że moje życie romantyczne rozkwitnie dopiero pod słodkim pocałunkiem śmierci.
Wprawnym ruchem zawodowca Peregrin zebrał ze stołu karty Millie (oraz spory tuman kurzu), po czym przekazał jej swoją talię wyciągniętą w międzyczasie z pudełeczka.
— Tasuj, dopóki nie poczujesz, że to to.
Talia nie była aż tak wysłużona jak ta należąca do Moody. Była elegancka, robiona na zamówienie z dbałością o detal. Wszystko w obcowaniu z tymi kartami cieszyło: faktura pod palcami, wpadające w oko srebrzyste metaliczne zdobienia na czarnym tle. Była oczkiem w głowie Trelawneya, ale też nie jedynym jego zestawem. Na specjalne okazje trzymał również talię przekazywaną w rodzinie z pokolenia na pokolenie (podobnie jak klątwę Limba płynącą w ich krwi), kilka klasyków, jak i talii do rozkładów tematycznych. Naukowa dociekliwość badacza eksplorującego różne media… lub po prostu zbieractwo.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie