20.12.2022, 20:25 ✶
- Na pewno ma więcej uroku na wiosnę – zgodziła się z Anną Isabelle i tak mogły sobie tę rozmowę ciągnąć. Obie wprawione w rozmawianiu o niczym – zanim dojść do konkretów i zakończyć to bezsensowne (w mniemaniu Victorii) spotkanie szybciej niż się rozpoczęło. Ale nie. Trzeba było kontynuować ten taniec gadki-szmatki. Ojcowie się nie wtrącali w wymianę grzeczności matek, było skinięcie głową, mocny uścisk ręki i uśmiechy. Victoria też starała się uśmiechać, ale w tej sytuacji było ją stać co najwyżej na drgnięcie kącika ust. Nie myśl, oczyść umysł, nie myśl, ćśśśśśśś…
- I tym, którzy potrafią z nich korzystać – to Alexander w końcu się odezwał, podtrzymując tę rozmówkę. Victoria siedziała cicho – właściwie jeśli ktoś się do niej tutaj bezpośrednio nie zwrócił, to sama nie próbowała zagadywać; przeszkadzałoby jej to w oczyszczeniu umysłu, żeby się tutaj nie rozzłościć. Z zewnątrz musiała wyglądać na niezwykle grzeczną, posłuszną rodzicom młodą niezamężną kobietę. Wewnątrz gotowałaby się z szoku i złości, że znowu próbują ją… sprzedać – bo inaczej niż handlem nie można było tego nazwać – gdyby nie to, że próbowała nad sobą zapanować. I ta próba powodowała, że z pewnością sprawiała zupełnie inne wrażenie, niż było naprawdę.
- Tak, bardzo ładne kwiaty. Zwłaszcza te eustomy – została wyrwana z “letargu”, kiedy znowu zwrócono się do niej bezpośrednio. To nie tak, że była nieobecna – siedziała i słuchała, po prostu starała się nie okazywać emocji, bo te mogły być bardzo zdradliwe. A to nie wypadało na takim spotkaniu… nawet jeśli Victoria bardzo go nie chciała. Nie spodziewała się jednak, że dostanie pozwolenie… nie, zaproszenie wręcz do ogrodu – cóż z tego, że w zimie. Miała wyobraźnię, potrafiła sobie wyobrazić kwiaty, kiedy rozpozna ich krzaki czy inne miejsca. Zresztą to były ogrody czarodziejów, tu nie było takich problemów jak u mugoli. Kobieta wahała się tylko przez chwilę. Sauriel dobrze sobie pomyślał, że to byłoby lepsze od siedzenia tu – i Victoria pomyślała dokładnie tak samo. Niech się starzy dogadają po swojemu, niech ciągną tę idiotyczną rozmowę, tak jakby się już wcześniej nie dogadali. Skoro to i tak w pewnym sensie była wizyta zapoznawcza dla tej dwójki najmniej zainteresowanych tematem… Bo rodzice już się przecież znali i z tego co Victoria kojarzyła, to wcale nie od niedawna. - Czemu nie? Bardzo chętnie – odparła po krótkiej chwili i poczekała chwilę, pozwalając, by Sauriel wstał i odsunął jej krzesło, blablabla. Wazonik, rzecz jasna, zamierzała tutaj zostawić.
Już raz to przechodziła i nie było to nijak przyjemne. Było trudne. A kiedy tak patrzyła na tę rodzinę, na tego… wybrańca to czuła, że to będzie jeszcze trudniejsze. Ale cóż – taki mieli klimat. Mogła się oczywiście zbuntować… i zostać wyklęta i wydziedziczona, to w najlepszym wypadku. Ale to było całe życie jakie znała. To plus to, na co zapracowała sobie sama. Odkładała swoje pieniądze z pracy, ale to nie było tyle, by mogła sobie pozwolić na takie odejście od rodziny. Zresztą… Wcale tego nie chciała, nie tak do końca.
Pozwoliła się wyprowadzić – znowu wyciągnęła różdżkę, by przywołać swój płaszcz, żeby nie zmarznąć, i kiedy byli już z dala od oczu rodziców, to pozwoliła sobie na głośniejsze wypuszczenie powietrza przez usta. A później głębiej nabrała powietrze. Nie myśl, oczyść umysł.
- I tym, którzy potrafią z nich korzystać – to Alexander w końcu się odezwał, podtrzymując tę rozmówkę. Victoria siedziała cicho – właściwie jeśli ktoś się do niej tutaj bezpośrednio nie zwrócił, to sama nie próbowała zagadywać; przeszkadzałoby jej to w oczyszczeniu umysłu, żeby się tutaj nie rozzłościć. Z zewnątrz musiała wyglądać na niezwykle grzeczną, posłuszną rodzicom młodą niezamężną kobietę. Wewnątrz gotowałaby się z szoku i złości, że znowu próbują ją… sprzedać – bo inaczej niż handlem nie można było tego nazwać – gdyby nie to, że próbowała nad sobą zapanować. I ta próba powodowała, że z pewnością sprawiała zupełnie inne wrażenie, niż było naprawdę.
- Tak, bardzo ładne kwiaty. Zwłaszcza te eustomy – została wyrwana z “letargu”, kiedy znowu zwrócono się do niej bezpośrednio. To nie tak, że była nieobecna – siedziała i słuchała, po prostu starała się nie okazywać emocji, bo te mogły być bardzo zdradliwe. A to nie wypadało na takim spotkaniu… nawet jeśli Victoria bardzo go nie chciała. Nie spodziewała się jednak, że dostanie pozwolenie… nie, zaproszenie wręcz do ogrodu – cóż z tego, że w zimie. Miała wyobraźnię, potrafiła sobie wyobrazić kwiaty, kiedy rozpozna ich krzaki czy inne miejsca. Zresztą to były ogrody czarodziejów, tu nie było takich problemów jak u mugoli. Kobieta wahała się tylko przez chwilę. Sauriel dobrze sobie pomyślał, że to byłoby lepsze od siedzenia tu – i Victoria pomyślała dokładnie tak samo. Niech się starzy dogadają po swojemu, niech ciągną tę idiotyczną rozmowę, tak jakby się już wcześniej nie dogadali. Skoro to i tak w pewnym sensie była wizyta zapoznawcza dla tej dwójki najmniej zainteresowanych tematem… Bo rodzice już się przecież znali i z tego co Victoria kojarzyła, to wcale nie od niedawna. - Czemu nie? Bardzo chętnie – odparła po krótkiej chwili i poczekała chwilę, pozwalając, by Sauriel wstał i odsunął jej krzesło, blablabla. Wazonik, rzecz jasna, zamierzała tutaj zostawić.
Już raz to przechodziła i nie było to nijak przyjemne. Było trudne. A kiedy tak patrzyła na tę rodzinę, na tego… wybrańca to czuła, że to będzie jeszcze trudniejsze. Ale cóż – taki mieli klimat. Mogła się oczywiście zbuntować… i zostać wyklęta i wydziedziczona, to w najlepszym wypadku. Ale to było całe życie jakie znała. To plus to, na co zapracowała sobie sama. Odkładała swoje pieniądze z pracy, ale to nie było tyle, by mogła sobie pozwolić na takie odejście od rodziny. Zresztą… Wcale tego nie chciała, nie tak do końca.
Pozwoliła się wyprowadzić – znowu wyciągnęła różdżkę, by przywołać swój płaszcz, żeby nie zmarznąć, i kiedy byli już z dala od oczu rodziców, to pozwoliła sobie na głośniejsze wypuszczenie powietrza przez usta. A później głębiej nabrała powietrze. Nie myśl, oczyść umysł.