26.04.2024, 07:50 ✶
Nie była pewna czy chciała być brana za wariatkę, ale wiedziała, że chciała teraz bardzo zatańczyć. Powtórzyć ich mały moment z Ostary, kiedy pierwszy raz się spotkali i udało im się utkać z tego całkiem urokliwą historię. Albo raczej udało się to Darcy'emu, bo to książka zatytułowana jego nazwiskiem trafiła do księgarń, a także na półkę towarzyszącej mu teraz czarownicy.
Posłała ku niemu jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów, ten z rodzaju jak najbardziej szczerych, kiedy odpowiedział jej dwornym skłonem, dołączając do tego jej małego teatrzyku. Jakaś jej część bardzo chciała, żeby i ten moment był jak najbardziej magiczny, ale nic chyba nie mogło się równać z przesyconym magią Ostary lasem. Ale czerwieniejące niebo, wysokie kamienice zamiast drzew i rytm Fontanny Szczęśliwego Losu, po chwili zaczął jej wystarczać.
Faktycznie, ta scena była nawet odrobinę romantyczna, co dziewczyna przyznała z pewnym ociąganiem przed samą sobą, bo przecież gotowa była podobne historie i sytuacje w książkach krytykować za sztampowość. Teraz jednak uśmiechała się do swojego partnera wesoło, podążając za nim tym sprawniej, kiedy uświadomiła sobie do jakiej melodii próbuje się dostosować.
I przez moment nawet, odrobinę zapatrzyła się w jego oczy.
Dziewczyna wzdrygnęła się na trzask teleportacji, który zaburzył ich małą chwilę radości. Odwróciła twarz w stronę, z którego dobiegł ich dźwięk i potknęła się, absolutnie nie spodziewając, że jej spojrzenie trafi na ojca.
- Papa? - zatrzymała się, przez moment zwyczajnie stojąc tak, wyraźnie wybita z rytmu i jakby niepewna, czy umysł nie płata jej figli. Ale im dłużej tkwiła w miejscu, wpatrzona w Vakela, który z kolei znacząco chrząkał i patrzył na nich z góry, tym dobitniej uświadamiała sobie, że jednak była to prawda.
Puściła Darcy'ego i wyprostowała się niczym struna, bo jej myśl natychmiast wskoczyły na nerwowy tor pytania siebie samej, co ją właściwie podkusiło, żeby wyjść bez niego z hali pojedynkowej. Powinna albo w niej poczekać, albo dołożyć wszelkich starań, żeby znaleźć Eden i trzymać się jej do samego końca. Zamiast tego pozwoliła sobie na samowolkę, zapomniała się i teraz... właściwie nie wiedziała co teraz, ale to nie było ważne.
- Przepraszam. Przepraszam, zgubiłam Eden i pomyślałam, że skoro nie mogę jej znaleźć, to pójście do domu nie będzie aż takim złym pomysłem - splotła ręce przed sobą w nerwowym geście, robiąc krok w jego stronę, troszkę niepewna czy zamierza jej teraz robić kazanie, czy może poganiał ją całym sobą do zabrania się do Praw Czasu. Pewnie nie byłaby taka spięta, gdyby Dolohov nie wylądował przed nimi, jakby dokładnie wiedział, gdzie właśnie się znajdowali.
- To Darcy, poznaliśmy się jeszcze na Ostarze. - obejrzała się na moment na Lockharta, próbując wyjaśnić w tę stronę. - Zaproponował, że mnie odprowadzi i się zgodziłam.
Posłała ku niemu jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów, ten z rodzaju jak najbardziej szczerych, kiedy odpowiedział jej dwornym skłonem, dołączając do tego jej małego teatrzyku. Jakaś jej część bardzo chciała, żeby i ten moment był jak najbardziej magiczny, ale nic chyba nie mogło się równać z przesyconym magią Ostary lasem. Ale czerwieniejące niebo, wysokie kamienice zamiast drzew i rytm Fontanny Szczęśliwego Losu, po chwili zaczął jej wystarczać.
Faktycznie, ta scena była nawet odrobinę romantyczna, co dziewczyna przyznała z pewnym ociąganiem przed samą sobą, bo przecież gotowa była podobne historie i sytuacje w książkach krytykować za sztampowość. Teraz jednak uśmiechała się do swojego partnera wesoło, podążając za nim tym sprawniej, kiedy uświadomiła sobie do jakiej melodii próbuje się dostosować.
I przez moment nawet, odrobinę zapatrzyła się w jego oczy.
Dziewczyna wzdrygnęła się na trzask teleportacji, który zaburzył ich małą chwilę radości. Odwróciła twarz w stronę, z którego dobiegł ich dźwięk i potknęła się, absolutnie nie spodziewając, że jej spojrzenie trafi na ojca.
- Papa? - zatrzymała się, przez moment zwyczajnie stojąc tak, wyraźnie wybita z rytmu i jakby niepewna, czy umysł nie płata jej figli. Ale im dłużej tkwiła w miejscu, wpatrzona w Vakela, który z kolei znacząco chrząkał i patrzył na nich z góry, tym dobitniej uświadamiała sobie, że jednak była to prawda.
Puściła Darcy'ego i wyprostowała się niczym struna, bo jej myśl natychmiast wskoczyły na nerwowy tor pytania siebie samej, co ją właściwie podkusiło, żeby wyjść bez niego z hali pojedynkowej. Powinna albo w niej poczekać, albo dołożyć wszelkich starań, żeby znaleźć Eden i trzymać się jej do samego końca. Zamiast tego pozwoliła sobie na samowolkę, zapomniała się i teraz... właściwie nie wiedziała co teraz, ale to nie było ważne.
- Przepraszam. Przepraszam, zgubiłam Eden i pomyślałam, że skoro nie mogę jej znaleźć, to pójście do domu nie będzie aż takim złym pomysłem - splotła ręce przed sobą w nerwowym geście, robiąc krok w jego stronę, troszkę niepewna czy zamierza jej teraz robić kazanie, czy może poganiał ją całym sobą do zabrania się do Praw Czasu. Pewnie nie byłaby taka spięta, gdyby Dolohov nie wylądował przed nimi, jakby dokładnie wiedział, gdzie właśnie się znajdowali.
- To Darcy, poznaliśmy się jeszcze na Ostarze. - obejrzała się na moment na Lockharta, próbując wyjaśnić w tę stronę. - Zaproponował, że mnie odprowadzi i się zgodziłam.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.