20.12.2022, 21:02 ✶
Więc Puszka Pandory, co? Tylko powiedz mi, przyjacielu, po co ją w ogóle trzymasz? Czemu uchyliłeś wieko? Kto cię do złego skusił? Wymieniłeś te marzenia, do których wracałeś, na kawałeczek pudełeczka, bo powiedzieli, że dopiero tam odnajdziesz szczęście? A może dali ci je siłą, kazali trzymać, a potem własny ojciec ją otworzył? Nikt nie wiedział, jakie czarne mary się chowały w jej otchłani. I jak wiele zła mogło wylecieć - więcej niż z pałacu Królowej Lodu, kiedy stłuczone zostało lusterko, by dobre emocje na zawsze opuściły ziemię ludzką. Jedno było niezaprzeczalną prawdą. Kiedy wieko zostanie uchylone to nie było zmiłuj. Żadne pacierze, żadne padanie na kolana, czy na dywaniku tych ważniejszych, tych na górze, czy na podołku w kościele, by modlić się do tego na samym szczycie wieży Babel. Chyba tam zasiadał, co? Na wygodnym tronie wieży, która miała być przykładem ludzkiej pychy. Ta historia uczyła nas tego, co od dawna wiedzieliśmy - że w tym świecie nie ważne jest to, co robisz, ale kto widzi, że to robisz. Dopóki nie wiedzieli nauczyciele - było okej. Póki nasi ojcowie się nie dowiedzieli - fajnie. Teraz zamieniliśmy te bzdety na społeczne poprawności i na stróżów prawa. Auror cię nie przyłapie, jeśli będziesz się trzymał poza polem jego wzroku i nie wzbudzał podejrzeń, no przecież to proste. Tylko czy chłopak (oj przepraszam, już mężczyzna od paru dobrych lat!) pracujący w sklepie z różdżkami mógł myśleć o uniesieniach, podnieceniach i adrenalinie związanej z gonitwami? Gdzie błądziły twoje myśli, co? Na pewno pragnąłeś ładu, Fergusie... czy może jednak tęsknisz za chaosem, który jeszcze raz zagotuje krew w twoich żyłach?
Saurielowi ciężko było powiedzieć, czy Fergus był przystojny, ale na pewno był piękny. Miał w sobie syreni urok, był jak nimfa wodna, która pochyla się nad taflą i chcesz, żeby tą taflą były twoje oczy. Nie był wcale wielki, umięśniony. W swojej urodzie był całkiem delikatny. I Sauriel odnajdywał bardzo pasujące to, że miał przy tym charakter, który nakazywał mu poszukiwać przygód tych bardziej nielegalnych, byleby tylko coś przeżyć. Ten całokształt już w Hogwarcie sprawiał, że w zasadzie to Sauriel miał potrzebę go bronić. Pokazywać mu świat i pozwalać, by on pokazał mu swój. Grać na gitarze, kiedy on rysował. Dziwiło go to, że był taki niezauważalny, przeźroczysty dla wielu ludzi, że nie biegały za nim całe wianuszki kobiet - ale temu już się zdążył nadziwić w czasach Hogwartu. Teraz, jedna po drugiej, myśli, dziwy i niespełnione wzajem obietnice wracały. Jeszcze te z czasów dzieciaka, kiedy obiecywano sobie przyjaźń aż po grób. I nie ucieszył się, ale nie był też zły. Nie podekscytował się - był zmęczony. Był nieustannie zmęczony od kilku lat swojego życia. Ten świat, świat czarodziei, był zbyt mały, żeby całkowicie się od kogoś odciął. Nie, Fergus chyba nigdy nie bał się pożarów. A może..? Nawet jakby się bał, to Rookwood był gotów powiedzieć, że miał w sobie na tyle ikry, żeby pchać się przez szalejące języki gorąca, byleby tylko złapać za... za co w sumie?
Jedną z najdziwniejszych dla Sauriela rzeczą w ich relacji było to, że to Fergus był od niego starszy.
- Nie wiem. Palisz? - Jeśli były rzeczy, które mógł powiedzieć, a przecież były ich miliony! - to z nich wszystkich Sauriel wybrał właśnie tą. Dokładnie taką, za jaką należał mu się w pełni ten cios od tego nagrzanego złością ciała. Nienawiścią? Gniewem? Zawodem? Sauriel był na ten cios gotowy i nijak nie starał mu się przeciwstawić. Przyjął go na twarz - i obrócił się ku ścianie, wyciągając do zimnej ściany rękę, żeby się o nią podeprzeć, a drugą złapać za policzek. Kawałek dalej i mógłby być nochal przetrącony. Przeciągnął palcami po obolałej twarzy, obracając się znów ku Fergusowi. Nie przyznał tego na głos, ale okej. Naprawdę zasłużył. Skoro już musieli się spotkać, skoro gwiazdy to dla nich przewidziały - niech będzie. Ale nawet mimo to Sauriel złapał Fergusa za fraki i dobił go do ściany. - Zrób to jeszcze raz a połamię ci kości. - Wymruczał ostrzegawczo. Lecz hej - przynajmniej jego wyraz twarzy się zmienił. Na dziwny, obcy. Drapieżny. Zupełnie jakby... mówił całkowicie poważnie. Ale może to wcale nie było takie dziwne..? Puścił Fergusa. - Jeśli oczekiwałeś bukietu kwiatów no to cię zajebiście przepraszam. Skończyły się. - Jego głos wrócił do tej klasycznie zmęczonej/znudzonej intonacji. Było mu trochę głupio, tak. Było... sam nie wiedział, jak było. Było po prostu kurewsko smutno zobaczyć go w tym miejscu. - Co ty tu robisz, Ollivander. To nie miejsce dla ciebie.
Saurielowi ciężko było powiedzieć, czy Fergus był przystojny, ale na pewno był piękny. Miał w sobie syreni urok, był jak nimfa wodna, która pochyla się nad taflą i chcesz, żeby tą taflą były twoje oczy. Nie był wcale wielki, umięśniony. W swojej urodzie był całkiem delikatny. I Sauriel odnajdywał bardzo pasujące to, że miał przy tym charakter, który nakazywał mu poszukiwać przygód tych bardziej nielegalnych, byleby tylko coś przeżyć. Ten całokształt już w Hogwarcie sprawiał, że w zasadzie to Sauriel miał potrzebę go bronić. Pokazywać mu świat i pozwalać, by on pokazał mu swój. Grać na gitarze, kiedy on rysował. Dziwiło go to, że był taki niezauważalny, przeźroczysty dla wielu ludzi, że nie biegały za nim całe wianuszki kobiet - ale temu już się zdążył nadziwić w czasach Hogwartu. Teraz, jedna po drugiej, myśli, dziwy i niespełnione wzajem obietnice wracały. Jeszcze te z czasów dzieciaka, kiedy obiecywano sobie przyjaźń aż po grób. I nie ucieszył się, ale nie był też zły. Nie podekscytował się - był zmęczony. Był nieustannie zmęczony od kilku lat swojego życia. Ten świat, świat czarodziei, był zbyt mały, żeby całkowicie się od kogoś odciął. Nie, Fergus chyba nigdy nie bał się pożarów. A może..? Nawet jakby się bał, to Rookwood był gotów powiedzieć, że miał w sobie na tyle ikry, żeby pchać się przez szalejące języki gorąca, byleby tylko złapać za... za co w sumie?
Jedną z najdziwniejszych dla Sauriela rzeczą w ich relacji było to, że to Fergus był od niego starszy.
- Nie wiem. Palisz? - Jeśli były rzeczy, które mógł powiedzieć, a przecież były ich miliony! - to z nich wszystkich Sauriel wybrał właśnie tą. Dokładnie taką, za jaką należał mu się w pełni ten cios od tego nagrzanego złością ciała. Nienawiścią? Gniewem? Zawodem? Sauriel był na ten cios gotowy i nijak nie starał mu się przeciwstawić. Przyjął go na twarz - i obrócił się ku ścianie, wyciągając do zimnej ściany rękę, żeby się o nią podeprzeć, a drugą złapać za policzek. Kawałek dalej i mógłby być nochal przetrącony. Przeciągnął palcami po obolałej twarzy, obracając się znów ku Fergusowi. Nie przyznał tego na głos, ale okej. Naprawdę zasłużył. Skoro już musieli się spotkać, skoro gwiazdy to dla nich przewidziały - niech będzie. Ale nawet mimo to Sauriel złapał Fergusa za fraki i dobił go do ściany. - Zrób to jeszcze raz a połamię ci kości. - Wymruczał ostrzegawczo. Lecz hej - przynajmniej jego wyraz twarzy się zmienił. Na dziwny, obcy. Drapieżny. Zupełnie jakby... mówił całkowicie poważnie. Ale może to wcale nie było takie dziwne..? Puścił Fergusa. - Jeśli oczekiwałeś bukietu kwiatów no to cię zajebiście przepraszam. Skończyły się. - Jego głos wrócił do tej klasycznie zmęczonej/znudzonej intonacji. Było mu trochę głupio, tak. Było... sam nie wiedział, jak było. Było po prostu kurewsko smutno zobaczyć go w tym miejscu. - Co ty tu robisz, Ollivander. To nie miejsce dla ciebie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.