27.04.2024, 21:41 ✶
Odetchnąłem z ulgą, kiedy Imogen zechciała wymienić się wraz ze mną miłosnymi listami. Właściwie, to wymienić się to aż zanadto powiedziane, bo wciąż przeżywałem fakt, iż nie będę mógł odczytać zapisanej przez małżonkę wiadomości od razu, tylko dopiero gdzieś za rok, ale zamierzałem wydobyć z niej ten drobny sekret przy najbliższej okazji, ale to z pewnością nie w towarzystwie ekspedienta.
Chciałem jak najbardziej podglądać, ale Imogen obrała strategię, z którą nie byłem w stanie walczyć. Zaśmiałem się zaraz po niej i pokręciłem głową. Sam nie zamierzałem zanadto się rozpisywać, pisząc o tym jak bardzo ją kocham, że cieszę się, że los splótł nasze istnienia oraz że mamy takie cudowne dzieci, że nie mogę się doczekać aż powitam na świecie kolejną naszą pociechę. Dodałem, że mam dla niej niespodziankę, ale dowie się o niej szybciej na żywo niż z listu, ale dopisałem zaraz, że róże będę dawał jej zawsze i na zawsze, bo każdy mijany przeze mnie pąk róży to skrawek jej wspomnienia.
Myślę, że bywałem romantyczny, ale też niestety zdarzało mi się zagubić w zgiełku emocji. Czy to Ojciec, czy to Avelina wyprowadzali mnie z normy emocjonalnej, ale postanowiłem sobie, że z tym koniec. Zamierzałem ciężko pracować by podobne sytuacje nie miały miejsca, więc wsparcie ze strony Imogen było w tym przypadku niezwykle dla mnie ważne. To dzięki niej i jej miłości do mnie byłem gotowy podjąć się zmiany... I oczekiwaliśmy czwartego dziecka. Musiałem uczynić ten świat lepszym dla również dla niego, by mogło dorastać w mniej skomplikowanych warunkach, nienarażone na pogańskie zwyczaje mugoli. Obawiałem się, że każde z nich oraz Imogen mogliby zostać wciągnięci w ten polityczny, niebezpieczny ruch, więc... z tyłu głowy siedziała mi ta przeprowadzka. Pytanie, co na to Ojciec, co na to Czarny Pan... Cóż, ale to też był temat na inny moment, czyż nie?
Teraz złożyłem swój list, ucałowałem i wrzuciłem do szkatuły. Miałem nadzieję, że za rok uraduje Imogen, że wtedy będziemy mieli okazję żyć już w tym lepszym świecie, że wszelkie nasze marzenia oraz plany się ziszczą. Uśmiechnąłem się. Dokładnie tak powinno być, powinienem mieć więcej wiary w siebie i we własne możliwości.
- Ja skończyłem! - odparłem, po czym dałem swobodnego czasu dla Imogen, samemu rozglądając się po sklepie. Podszedłem oczywiście do regału z księgami by wśród wielotematycznych tomów znaleźć te bardziej mnie interesujące. Nic jednak na szybko nie dostrzegałem, aczkolwiek kilka tytułów mogło się w przyszłości przydać. Sięgnąłem po jeden z nich i zacząłem przeglądać losowe strony. Co i rusz spoglądałem na Imogen, bynajmniej póki nie zaczytałem się w jednej ze stron.
Chciałem jak najbardziej podglądać, ale Imogen obrała strategię, z którą nie byłem w stanie walczyć. Zaśmiałem się zaraz po niej i pokręciłem głową. Sam nie zamierzałem zanadto się rozpisywać, pisząc o tym jak bardzo ją kocham, że cieszę się, że los splótł nasze istnienia oraz że mamy takie cudowne dzieci, że nie mogę się doczekać aż powitam na świecie kolejną naszą pociechę. Dodałem, że mam dla niej niespodziankę, ale dowie się o niej szybciej na żywo niż z listu, ale dopisałem zaraz, że róże będę dawał jej zawsze i na zawsze, bo każdy mijany przeze mnie pąk róży to skrawek jej wspomnienia.
Myślę, że bywałem romantyczny, ale też niestety zdarzało mi się zagubić w zgiełku emocji. Czy to Ojciec, czy to Avelina wyprowadzali mnie z normy emocjonalnej, ale postanowiłem sobie, że z tym koniec. Zamierzałem ciężko pracować by podobne sytuacje nie miały miejsca, więc wsparcie ze strony Imogen było w tym przypadku niezwykle dla mnie ważne. To dzięki niej i jej miłości do mnie byłem gotowy podjąć się zmiany... I oczekiwaliśmy czwartego dziecka. Musiałem uczynić ten świat lepszym dla również dla niego, by mogło dorastać w mniej skomplikowanych warunkach, nienarażone na pogańskie zwyczaje mugoli. Obawiałem się, że każde z nich oraz Imogen mogliby zostać wciągnięci w ten polityczny, niebezpieczny ruch, więc... z tyłu głowy siedziała mi ta przeprowadzka. Pytanie, co na to Ojciec, co na to Czarny Pan... Cóż, ale to też był temat na inny moment, czyż nie?
Teraz złożyłem swój list, ucałowałem i wrzuciłem do szkatuły. Miałem nadzieję, że za rok uraduje Imogen, że wtedy będziemy mieli okazję żyć już w tym lepszym świecie, że wszelkie nasze marzenia oraz plany się ziszczą. Uśmiechnąłem się. Dokładnie tak powinno być, powinienem mieć więcej wiary w siebie i we własne możliwości.
- Ja skończyłem! - odparłem, po czym dałem swobodnego czasu dla Imogen, samemu rozglądając się po sklepie. Podszedłem oczywiście do regału z księgami by wśród wielotematycznych tomów znaleźć te bardziej mnie interesujące. Nic jednak na szybko nie dostrzegałem, aczkolwiek kilka tytułów mogło się w przyszłości przydać. Sięgnąłem po jeden z nich i zacząłem przeglądać losowe strony. Co i rusz spoglądałem na Imogen, bynajmniej póki nie zaczytałem się w jednej ze stron.