20.12.2022, 23:07 ✶
Victoria nie pamiętała nawet dobrze imienia tego faceta, z którym chcieli ją swatać tylko po to, by połączyć rodziny i czystą krew, a co dopiero imion przyszłych teściów. Nie pamiętała dobrze jego twarzy, a oni tutaj chcieli wyciągać jakieś wino na specjalną okazję. Tak, ewakuowanie się było jak najlepszym pomysłem.
Kilka spotkań wiosną… Romantyk Sauriel – a to tak ma na imię. Na romantyka nie wyglądał ani trochę. Sprawiał za to wrażenie równie zadowolonego z tego spotkania co i ona, z tym, że po nim było to po prostu widać. Chociaż nie był nijak niegrzeczny, ani nic takiego. Był po prostu… Wyglądał, jakby mu kot nasrał do butów, a nie miał innej pary, by założyć – przy czym odchody tego kota były nieusuwalne żadną magią. Tak właśnie wyglądał. Przyjęła jego ramię, ale trzymała go ledwo co – nie czuła się komfortowo z tą obecnością, nie znali się wcale to i strefa osobista i strefa komfortu miały granicę dość daleko. Ale przez to, że przyjęła to ramię, to poczuła, jak się czarnowłosy zawahał na słowa swojej matki. Victoria też odwróciła głowę, ale nie zauważyła złej miny Sauriela, sama też nic nie powiedziała. Nie odezwała się przez całą ich drogę na ogród, zresztą ze wzajemnością a kiedy już wyszli – z początku też milczała. Ubierała swój płaszcz, chowała różdżkę, oglądała otoczenie. Nic nie mówiła. Tylko mieliła w głowie.
Że już wymyślają jakieś przyjęcie za pół roku – i to naprawdę brzmiało tak, jakby już dobili targu, a ta dwójka mogła tylko pokiwać głową. To po co była ta szopa? Żeby ich ze sobą poznać? To mogli mówić od razu, że to spotkanie zapoznawcze, to jest taki a taki, to taka a taka, porozmawiajcie o tym co robicie w życiu żeby poznać się choć odrobinę. Nie. Oni tam sobie prowadzili swoje biznesy i udawali, że ta dwójka ma coś do powiedzenia i jednocześnie rozmowa była prowadzona w trybie dokonanym.
- Nie ubierasz się? – zapytała w końcu po dłuuższej chwili, kiedy Sauriel tak się opierał plecami o ścianę i wyciągnął sobie papierosa, którego pewnie odpalił i zaczął się zaciągać. Ogólnie to ś w i e t n i e się zapowiadało. Victoria lekko się skrzywiła, kiedy tak patrzyła na tego papierosa w jego palcach.
Coś jej ciągle nie pasowało. Ten cały Sauriel. Coś w jego wyglądzie nie dawało jej spokoju, jakby nie powinno mieć miejsca. Albo jakby ona była zbyt głupia na to, by zauważyć coś, co powinno być jasne jak słońce dla kogoś z jej wykształceniem.
Kilka spotkań wiosną… Romantyk Sauriel – a to tak ma na imię. Na romantyka nie wyglądał ani trochę. Sprawiał za to wrażenie równie zadowolonego z tego spotkania co i ona, z tym, że po nim było to po prostu widać. Chociaż nie był nijak niegrzeczny, ani nic takiego. Był po prostu… Wyglądał, jakby mu kot nasrał do butów, a nie miał innej pary, by założyć – przy czym odchody tego kota były nieusuwalne żadną magią. Tak właśnie wyglądał. Przyjęła jego ramię, ale trzymała go ledwo co – nie czuła się komfortowo z tą obecnością, nie znali się wcale to i strefa osobista i strefa komfortu miały granicę dość daleko. Ale przez to, że przyjęła to ramię, to poczuła, jak się czarnowłosy zawahał na słowa swojej matki. Victoria też odwróciła głowę, ale nie zauważyła złej miny Sauriela, sama też nic nie powiedziała. Nie odezwała się przez całą ich drogę na ogród, zresztą ze wzajemnością a kiedy już wyszli – z początku też milczała. Ubierała swój płaszcz, chowała różdżkę, oglądała otoczenie. Nic nie mówiła. Tylko mieliła w głowie.
Że już wymyślają jakieś przyjęcie za pół roku – i to naprawdę brzmiało tak, jakby już dobili targu, a ta dwójka mogła tylko pokiwać głową. To po co była ta szopa? Żeby ich ze sobą poznać? To mogli mówić od razu, że to spotkanie zapoznawcze, to jest taki a taki, to taka a taka, porozmawiajcie o tym co robicie w życiu żeby poznać się choć odrobinę. Nie. Oni tam sobie prowadzili swoje biznesy i udawali, że ta dwójka ma coś do powiedzenia i jednocześnie rozmowa była prowadzona w trybie dokonanym.
- Nie ubierasz się? – zapytała w końcu po dłuuższej chwili, kiedy Sauriel tak się opierał plecami o ścianę i wyciągnął sobie papierosa, którego pewnie odpalił i zaczął się zaciągać. Ogólnie to ś w i e t n i e się zapowiadało. Victoria lekko się skrzywiła, kiedy tak patrzyła na tego papierosa w jego palcach.
Coś jej ciągle nie pasowało. Ten cały Sauriel. Coś w jego wyglądzie nie dawało jej spokoju, jakby nie powinno mieć miejsca. Albo jakby ona była zbyt głupia na to, by zauważyć coś, co powinno być jasne jak słońce dla kogoś z jej wykształceniem.