Kiwnął głową. Tak to już wyglądało, kiedy w grę wchodziła praca z klientami. Nie zawsze wszystko szło gładko. Nie zawsze wszystko szło dokładnie tak, jak pójść powinno. Zdarzało się natrafić na pewne problemy. Te większe i te mniejsze. Niezależnie od rozmiaru, zawsze zajmowały one czas. Z reguły było to więcej czasu, niż zakładał pierwotny plan. Właśnie z tego względu, starał się tym nie zajmować osobiście. Własnoręcznie. Potrafił, oczywiście że tak, ale jeśli sytuacja mu na to pozwalała, przerzucał ten ciężar na innych. Tak jak w tym momencie na Richarda.
- Rozumiem, że skończyło się bez dalszych komplikacji. - nie pytał, po prostu zareagował na słowa brata, nie oczekując od niego żadnego potwierdzenia. Z góry pozwolił sobie założyć, że gdyby doszło do jakichkolwiek komplikacji na tym polu, Richard poinformowałby go o tym w pierwszej kolejności. Nie traciłby czasu na inne kwestie.
Uporządkował swoje rzeczy. Poprawił się w fotelu. Obserwował, jak brat sięga po szklankę, napełnia ją alkoholem. Tego również nie komentował. Trochę według zasady, że co moje, to i Twoje. Choć oczywiście istniały od niej pewne odstępstwa. Nie zaliczał się do nich jednak alkohol.
- Ah, tak. Przedwczoraj. - przytaknął mu.
Zdarzały się chwilę, kiedy czas płynął szybciej. Zbyt szybko. Dni się ze sobą mieszały. Każdy kolejny pełny był niespodzianek. Spraw, do których należało się ustosunkować. Na które trzeba było odpowiednio zareagować. Można było się wręcz zastanowić nad tym czy po wydarzeniach z przełomu kwietnia i maja, Robert się czegokolwiek nauczył. Wyciągnął jakiekolwiek wnioski na przyszłość? Znów bowiem zdawał się działać w ten sam sposób. Biorąc wiele na swoje barki. Biorąc odpowiedzialność za wszystko. Miało to coraz większy wpływ na to, w jaki sposób funkcjonował. Stopniowo narastająca bezsenność. Konieczność zmodyfikowania własnej diety. Obawy, do których się nie przyznawał na głos. I wiele innych kwestii. Problemów, którymi nie próbował należycie się zająć.
Odkładane na później. Ignorowane. Tak jakby miały zniknąć same.
- Tak. Odwiedziłem go wczoraj z samego rana. Nadal panikował, ale udało mi się wyciągnąć z niego sporo cennych informacji. - przytaknął. Nie widział przy tym potrzeby informowania o tym, co konkretnie usłyszał. Oczywiście brał pod uwagę, że usłyszeli wersje mogące się od siebie nieco różnić, ale raczej nie na tyle, żeby musieli się tym martwić. Przejmować akurat w tym momencie. - Zastanawiam się teraz, co powinniśmy w tej sprawie zrobić. Wstępnie podjąłem pewne decyzje, ale obawiam się... - odchylił się w fotelu, spojrzenie na moment przeniósł prosto na sufit. Wreszcie westchnął, wracając do Richarda. - ...że jeśli będziemy się za bardzo ze wszystkim ociągać, znajdą się o krok, albo nawet o dwa przed nami.