21.12.2022, 00:42 ✶
Póki co nie widziała tu żadnego serca – jedynie cynizm i chamstwo. To, że się do siebie oboje nie odzywali to jedno – potrafiła to zrozumieć. Kiedy czegoś nie chcesz, to trudno szybko się pogodzić, że nie będzie tak, jak sobie wyśniłeś. Ale to naprawdę nie znaczyło, że wszyscy tutaj byli wrogiem. Ona była w tę sytuację wrzucona dokładnie tak samo jak i on; nie była tym spotkaniem ani trochę podekscytowana, jak to pomyślał Sauriel widząc jej zaczerwienione od mrozu policzki.Nie chciała tego. Jak mógł w ogóle myśleć, że może jej się ta sytuacja w ogóle podobać? Znaczy… Może niektórzy marzyli o zamążpójściu, ale czy w ten sposób? Heh, ktoś by się pewnie trafił, ale szczerze, to nie były klimaty Victorii. A jednak dokładnie w takie została wsadzona i musiała z tym… żyć.
Tyle, że z kolei ona nie planowała niczego utrudniać, bo domyślała się, ze to nie musi być spełnienie marzeń tej drugiej strony. I tak jak dla niej był to szok i nie chciała przynieść wstydu rodzinie, tak… wcale nie chciała robić scenę przed… przyszłym małżonkiem? A mogłby. Merlin jej świadkiem, że mogłaby!
Na moment jej zblazowana fasada pękła i Sauriel mógł zobaczyć jej wzburzone spojrzenie i rysy twarzy, które nie mówiły nic o spokoju. Ale to była chwila – nie ułamek sekundy co prawda, bo Victoria potrzebowała jednak kilkunastu sekund, by się opanować, by jej oczy nie błyszczały już złością, tylko… ach, niczym konkretnym. Jej czoło się wygładziło. Klacz rozpłodowa. Brzmiało równie obraźliwie co powiedzenie komuś, że jest szlamą.
- Jak ostatnio sprawdzałam, to nie miałam niczego wspólnego z koniem, ale jak bardzo chcesz, to możemy poćwiczyć i mogę cię zamienić w ogiera. Tylko nie ręczę za siebie, może przypadkiem skończysz jako pająk – odszczeknęła mu za to – z głosu nie pozbyła się niestety złości, nie było to aż tak proste jak ze spojrzenia i wyrazu twarzy. Świetnie się zaczyna. Ona chciała miło zagaić i dostała niemalże z liścia w twarz. Odwróciła od niego głowę, patrząc na dziedziniec posiadłości i na ogród dalej. - Fantastycznie – co jeszcze robił, co zupełnie jej nie pasowało? Panna Lestrange na momencik przymknęła oczy. To nie na niego powinna być zła, a na swoich rodziców. I mieli cholerną rację, że uświadomili ją w ostatniej chwili.
Tyle, że z kolei ona nie planowała niczego utrudniać, bo domyślała się, ze to nie musi być spełnienie marzeń tej drugiej strony. I tak jak dla niej był to szok i nie chciała przynieść wstydu rodzinie, tak… wcale nie chciała robić scenę przed… przyszłym małżonkiem? A mogłby. Merlin jej świadkiem, że mogłaby!
Na moment jej zblazowana fasada pękła i Sauriel mógł zobaczyć jej wzburzone spojrzenie i rysy twarzy, które nie mówiły nic o spokoju. Ale to była chwila – nie ułamek sekundy co prawda, bo Victoria potrzebowała jednak kilkunastu sekund, by się opanować, by jej oczy nie błyszczały już złością, tylko… ach, niczym konkretnym. Jej czoło się wygładziło. Klacz rozpłodowa. Brzmiało równie obraźliwie co powiedzenie komuś, że jest szlamą.
- Jak ostatnio sprawdzałam, to nie miałam niczego wspólnego z koniem, ale jak bardzo chcesz, to możemy poćwiczyć i mogę cię zamienić w ogiera. Tylko nie ręczę za siebie, może przypadkiem skończysz jako pająk – odszczeknęła mu za to – z głosu nie pozbyła się niestety złości, nie było to aż tak proste jak ze spojrzenia i wyrazu twarzy. Świetnie się zaczyna. Ona chciała miło zagaić i dostała niemalże z liścia w twarz. Odwróciła od niego głowę, patrząc na dziedziniec posiadłości i na ogród dalej. - Fantastycznie – co jeszcze robił, co zupełnie jej nie pasowało? Panna Lestrange na momencik przymknęła oczy. To nie na niego powinna być zła, a na swoich rodziców. I mieli cholerną rację, że uświadomili ją w ostatniej chwili.