- Nie mieliśmy jeszcze okazji ze sobą porozmawiać. - doprecyzował, kiedy Charles podszedł, następnie zajął miejsce we wolnym fotelu. Zdecydował się poświęcić mu tę chwilę, o którą Robert właśnie poprosił. Tak jakby faktycznie miał możliwość odmowy. Takiej odmowy, która nie przyniosłaby żadnych konsekwencji.
Pokiwał głową, słysząc odpowiedź tyczącą się tego, na jak długo planował zatrzymać się w Londynie. Nie zamierzał się w to wtrącać. Czegokolwiek wyjaśniać dzieciakowi. Może pozbawiać go pewnych złudzeń? Tych związanych z szybkim powrotem do Oslo. Nie zapowiadało się bowiem na to, żeby takowy miał nastąpić w najbliższych tygodniach. Prawdopodobnie nie umożliwią tego również miesiące.
- W interesach? - uczepił się tej właśnie kwestii. Zadane pytanie było jednak tym retorycznym. Nie tylko nie oczekiwał odpowiedzi, ale też nie pozostawił na takową wystarczającej ilości czasu. Zaraz bowiem odezwał się ponownie. - Właśnie o tym chciałbym porozmawiać. Z tego, co wspominał Twój ojciec, odpowiadałeś za sporo kwestii związanych z naszym rodzinnym biznesem? - tutaj również zostawił mu na tyle czasu, aby mógł temu zaprzeczyć bądź potwierdzić. Nie oczekiwał, że Charlie zacznie się ze wszystkiego tłumaczyć; że nagle opisze mu, w jaki sposób wyglądała jego współpraca z ojcem. Dla Roberta było to bowiem bez znaczenia. Liczyło się coś innego. - Widzisz, Charlie... - zabawne, że nagle potrafił posłużyć się zdrobniałą formą. Nie brzmiało to jednak lepiej. Niekoniecznie mogło też sprawić, żeby ktokolwiek się rozluźnił. Ktokolwiek, do kogo Robert zwracał się w taki sposób. Jak do problematycznego dziecka? - ...obawiam się o to, jak Twoje pojawienie się w Londynie wpłynie na dostawy ze Skandynawii, które mają dla nas naprawę duże znaczenie. Nasz biznes jest mały, a utrzymanie się na powierzchni wiąże się z dbaniem o wiele szczegółów, być może niewidocznych na pierwszy rzut oka, ale nie pozostających bez znaczenia dla całokształtu.
Na tym, dokładnie na tym zakończył. Chwilowo. Oczekując odpowiedzi. Wyjaśnień. Pewnych deklaracji czy zapewnień. Czegokolwiek, co byłoby w stanie upewnić go w tym, że całość znajdywała się pod kontrolą; że podejmując decyzję o swojej wycieczce do Londynu, Charles nie zrobił czegoś głupiego, mogącego zaszkodzić całej ich rodzinie.