29.04.2024, 17:00 ✶
Peregrinus przemilczał wygodnie temat papierosów i tego, czy palenie podoba się siłom rządzącym światem, czy też nie. Nie dorabiał temu na siłę żadnej teorii o uspakajaniu się i magicznych właściwościach tytoniu. Był zwyczajnie uzależniony. Przerabiał już nałóg od każdej strony i za każdym razem dochodził do wniosku, że może i szkodzi, ale na razie to on nie ma głowy do skończenia z tym. Dolohov również palił jak smok, co czyniło Trelawneya tak czy inaczej regularnym biernym palaczem, a i jako młody mężczyzna nie myślał zbyt wiele o swojej śmierci i czasie, który kradła mu każda fajeczka.
Wpatrywał się chwilę intensywnie w mapę, nakładając na nią w wyobraźni trójkąt, ale tam, gdzie wypadało centrum figury, nie dostrzegł niczego szczególnego.
— Nawet jeśli coś tam jest, to niestety nie ma tego na mapie — skomentował z nutą rozczarowania w głosie teorię Bagshota. — Nie będę stawiał na artefakt, przedmiot za łatwo przenieść. Może jakieś źródło energii? Naturalny obiekt będący częścią krajobrazu. Może nawet samo jezioro? Ale skoro obaj obstawiacie, że to ci, których Athelwold palił, byli tymi złymi, uczyń moim zakładem, że to jemu bliżej było do czarnoksiężnika, nie na odwrót.
Obserwując kreślony przez Sebastiana triskelion, Peregrin pokiwał z uznaniem głową. Podobała mu się ta interpretacja, mimo że nieco konfliktowała z jego teorią, jakoby wierzchołki trójkąta były najwrażliwszymi punktami.
— Tak, to ma sens. Rytuał w połączeniu ze stosami i historią o nieumarłych w lesie nie brzmi najoptymistyczniej. Chyba że nie są powiązane. — W zamyśleniu strzepnął byle gdzie popiół z papierosa i oparł się wolną ręką o plecy jednego z krzeseł. Przypomniały mu się artykuły prasowe, które przeglądał przed przybyciem do Windermere. — Zastanawiam się również, czy jest jakiś powód, dla którego to miejsce uaktywniło się stosunkowo niedawno. Pierwszą ofiarę znaleziono dopiero trzy lata temu. Od tamtej pory zginęło, nie licząc Owena, trzech czarodziejów i trzech mugoli.
Trójki wirowały irytująco w jego głowie: trzy posterunki, trzy lata, trzech czarodziejów, trzech mugoli. Nie doszukiwał się w tym nie wiadomo czego: był właściwie przekonany, że to jedynie przypadek, lecz wypowiedziawszy to na głos, nie mógł nie poświęcić owej zbieżności chwili namysłu.
!2windermerejasnowidz
Wpatrywał się chwilę intensywnie w mapę, nakładając na nią w wyobraźni trójkąt, ale tam, gdzie wypadało centrum figury, nie dostrzegł niczego szczególnego.
— Nawet jeśli coś tam jest, to niestety nie ma tego na mapie — skomentował z nutą rozczarowania w głosie teorię Bagshota. — Nie będę stawiał na artefakt, przedmiot za łatwo przenieść. Może jakieś źródło energii? Naturalny obiekt będący częścią krajobrazu. Może nawet samo jezioro? Ale skoro obaj obstawiacie, że to ci, których Athelwold palił, byli tymi złymi, uczyń moim zakładem, że to jemu bliżej było do czarnoksiężnika, nie na odwrót.
Obserwując kreślony przez Sebastiana triskelion, Peregrin pokiwał z uznaniem głową. Podobała mu się ta interpretacja, mimo że nieco konfliktowała z jego teorią, jakoby wierzchołki trójkąta były najwrażliwszymi punktami.
— Tak, to ma sens. Rytuał w połączeniu ze stosami i historią o nieumarłych w lesie nie brzmi najoptymistyczniej. Chyba że nie są powiązane. — W zamyśleniu strzepnął byle gdzie popiół z papierosa i oparł się wolną ręką o plecy jednego z krzeseł. Przypomniały mu się artykuły prasowe, które przeglądał przed przybyciem do Windermere. — Zastanawiam się również, czy jest jakiś powód, dla którego to miejsce uaktywniło się stosunkowo niedawno. Pierwszą ofiarę znaleziono dopiero trzy lata temu. Od tamtej pory zginęło, nie licząc Owena, trzech czarodziejów i trzech mugoli.
Trójki wirowały irytująco w jego głowie: trzy posterunki, trzy lata, trzech czarodziejów, trzech mugoli. Nie doszukiwał się w tym nie wiadomo czego: był właściwie przekonany, że to jedynie przypadek, lecz wypowiedziawszy to na głos, nie mógł nie poświęcić owej zbieżności chwili namysłu.
!2windermerejasnowidz
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie