21.12.2022, 12:10 ✶
To nie były żadne komplementy – tylko szczera prawda. Nie było to też śmieszne. Znaczy może Sauriel by się uśmiał, gdyby usłyszał od Victorii, że jest cynikiem, chamem i prostakiem, ale w jej odczuciu – nie było w tym ni grama śmieszności ani zabawy. A to co się tutaj działo, to było właśnie klasyczne: pozory mylą. Bo ona nie była przejęta małżeństwem… Znaczy – była, ale nie w ten sposób, w jaki myślał Sauriel, że ona jest przejęta. Ale teraz wychodziły te diable rogi Sauriela i Victoria naprawdę zaczynała rozumieć, w co się wpakowała. Czy raczej – w co ją wpakowano. To nie będzie życie usłane różami. jej rodzice też sami siebie nie wybrali, ale przynajmniej byli dla siebie cywilizowani, a tu…? Ale panna Lestrange nie wiedziała jeszcze w jak wielkie bagno wcisnęli ją rodzice, a było przecież znacznie gorzej, niż mogłaby w ogóle podejrzewać.
- Koń też nie – tylko rżał co najwyżej. A niektóre pająki piszczały – równie denerwujące, co obecne pyskówki Sauriela. Victoria co prawda nie była asem transmutacji – ale dla niego mogła się postarać. Żeby mu udowodnić, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych i że może. A zawsze lubiła się uczyć. Była w końcu prymuską swojego roku i nie stało się to przypadkiem, a ciężką pracą. Gorzej nie mogliby być dobrani: prymuska i leń. Nie mówiła do niego o tym na serio… chociaż? Byłaby do tego zdolna…? - Chyba mało ćwiczyłeś zaklęcia – odburknęła, ignorując kolejną wspaniałą odzywkę. Bo przypadkiem to się wcale “dziewki nie brzuchaciło” – to był pewien akt, po którym trzeba było mieć świadomość, że mogło się wpaść. I to nie był wcale przypadek, tylko samo życie. Natomiast młody czarodziej musiał ćwiczyć ruchy dłonią i rzucanie zaklęć i ile razy podczas nauki poszło zupełnie nie tak, jak powinno? Ile razy zamiana szczura w kielich kończyła się zamianą szczura w wielki tapczan…? Nie raz i nie dwa. A zamiana człowieka w zwierzę… ha! Jeszcze trudniejsza sztuka i jeszcze większa szansa, że coś by się miało stać przypadkiem. Ale w jej wypadku zamiana w pająka… czy byłaby taka przypadkowa? To, jak zaakcentowała tamto zdanie znaczyło raczej, że to byłoby tak dalekie od przypadku jak to zbrzuchacenie dziewki.
- Lata praktyki – odparła spokojnie po chwili, kiedy zauważył jej zmianę i to jak się nagle uspokoiła. Nie kłamała, to naprawdę były lata praktyki. Ale tutaj też wychodziło, że tak jak ona nic nie wiedziała o nim, tak on nic nie wiedział o niej. Bo gdyby wiedział gdzie i jako kto pracuje… to może byłoby dla niego dość jasne, że może zna takie sztuczki. - Za to po tobie od początku widać, jak bardzo jesteś niezadowolony. Prawie tak bardzo, jakby zamiast domowego skrzata usługiwał ci jakiś mugol – to tak jakby się zastanawiał, czy zauważyła: to owszem, tak.
- Koń też nie – tylko rżał co najwyżej. A niektóre pająki piszczały – równie denerwujące, co obecne pyskówki Sauriela. Victoria co prawda nie była asem transmutacji – ale dla niego mogła się postarać. Żeby mu udowodnić, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych i że może. A zawsze lubiła się uczyć. Była w końcu prymuską swojego roku i nie stało się to przypadkiem, a ciężką pracą. Gorzej nie mogliby być dobrani: prymuska i leń. Nie mówiła do niego o tym na serio… chociaż? Byłaby do tego zdolna…? - Chyba mało ćwiczyłeś zaklęcia – odburknęła, ignorując kolejną wspaniałą odzywkę. Bo przypadkiem to się wcale “dziewki nie brzuchaciło” – to był pewien akt, po którym trzeba było mieć świadomość, że mogło się wpaść. I to nie był wcale przypadek, tylko samo życie. Natomiast młody czarodziej musiał ćwiczyć ruchy dłonią i rzucanie zaklęć i ile razy podczas nauki poszło zupełnie nie tak, jak powinno? Ile razy zamiana szczura w kielich kończyła się zamianą szczura w wielki tapczan…? Nie raz i nie dwa. A zamiana człowieka w zwierzę… ha! Jeszcze trudniejsza sztuka i jeszcze większa szansa, że coś by się miało stać przypadkiem. Ale w jej wypadku zamiana w pająka… czy byłaby taka przypadkowa? To, jak zaakcentowała tamto zdanie znaczyło raczej, że to byłoby tak dalekie od przypadku jak to zbrzuchacenie dziewki.
- Lata praktyki – odparła spokojnie po chwili, kiedy zauważył jej zmianę i to jak się nagle uspokoiła. Nie kłamała, to naprawdę były lata praktyki. Ale tutaj też wychodziło, że tak jak ona nic nie wiedziała o nim, tak on nic nie wiedział o niej. Bo gdyby wiedział gdzie i jako kto pracuje… to może byłoby dla niego dość jasne, że może zna takie sztuczki. - Za to po tobie od początku widać, jak bardzo jesteś niezadowolony. Prawie tak bardzo, jakby zamiast domowego skrzata usługiwał ci jakiś mugol – to tak jakby się zastanawiał, czy zauważyła: to owszem, tak.