Zdarzały się momenty, w których należało odłożyć na bok wszelkie sentymenty. Zdecydować, co miało dla nas większe znaczenie. Dokonać zimnej kalkulacji – z myślą o własnym dobru, ale też biorąc pod uwagę sukces całego przedsięwzięcia. Robert rozumiał, że pewne rzeczy nie musiały być dla Stanleya proste, ale nie zamierzał odpuszczać. Nie planował szukać innych rozwiązań. Zwłaszcza, że te, które właśnie zaproponował Borginowi, zdawały się naprawdę sensowne. Dawały im szanse.
- Zajmij się tym więc bezpośrednio po naszym spotkaniu. – nie była to prośba. Nie była to również sugestia. Prędzej polecenie wydane przez człowieka, który był do tego właśnie nawykły. Przyzwyczajony przez wzgląd na funkcję, jaką jeszcze do niedawna zajmował w szeregach organizacja. Teraz zaś utracił. Tylko czy utracił ją na dobre?
Kwestia Maeve, która na początku zdawała się problematyczna, po nieco szerszym przedstawieniu zagadnienia, okazała się być może być właśnie tym, czego potrzebowali. Znała Atreusa. Powinna była być w stanie się pod niego podszyć. Uciszyło to część wątpliwości, które Robert posiadał. Nie wszystkie, ale na to nie było szans.
- Przygotuj się na to, że również będziesz musiał to zrobić. – skomentował ostatnie słowa syna. Nie było tutaj szans na zmianę planów. Na wycofanie się z tego pomysłu. Potrzebowali możliwie najwięcej danych. Informacji, które będą w stanie wykorzystać w późniejszym czasie. W jakiś sposób musieli to wszystko pozyskać. Możliwości zaś mieli na tym polu mocno ograniczone.
Legilimencja nie była sztuką łatwą. Nie było łatwo posłużyć się nią w przypadku kogoś, kto posługiwał się oklumencją. Potrafił się bronić. Tyle tylko, że Stanley się w tym momencie nie bronił. Usiłował z tego zrezygnować. Starał się go wpuścić. I wreszcie faktycznie Robertowi udało się przebić. Zapoznawał się, krok po kroku, z tym w jaki sposób przebiegał tamten dzień. Próbował coś dostrzec. Zrozumieć. Tyle tylko, że sam nie był świadkiem tych wydarzeń. Wszystko widział z perspektywy Borgina. To nie ułatwiało. Pozostawiało natomiast wiele pytań.
Tylko czy znaczyło, że powinni byli się poddać?
- Jeszcze nie. Mam kilka wątpliwości. – nie ukrywał, zarazem nie chciał chłopaka zniechęcić. – Potrzebuje zestawić to z tym, co miało miejsce bezpośrednio przed Twoim przesłuchaniem. Być może dałoby to nam szanse na wykreślenie pewnych osób. Na wskazanie podejrzanych?
Nie śpieszył się z kolejną próbą. Dał sobie chwilę. Może obawiał się problemów? Komplikacji? Jeśli tak było, nie mówił o tym wprost. Starał się trzymać pion. Fason. Utrzymać typową dla siebie pozę. Ukryć to, co nie powinno zostać dostrzeżone przez innych. Wreszcie, skinięciem głowy, dał Stanleyowi znać, żeby przygotował się na kolejną próbę. Kolejne podejście. Wyciągnął różdżkę. Wykonał dokładnie ten sam ruch.
- Legilimens. – raz jeszcze wyszło z pomiędzy jego warg, tym razem jednak poszukiwał innych wspomnień. Nie tak odległych, jak za pierwszym razem.
Ponownie rzucam na legilimencje, jeśli nie uda się za pierwszym razem, Robert spróbuje kolejny i następny.
Sukces!
Sukces!
Sukces!