30.04.2024, 13:22 ✶
Czy Lestrange się nudził? Cóż... Najpewniej, chociaż dzielnie nie dawał po sobie tego poznać. Mimo młodego wieku odznaczał się ogromną cierpliwością. Chociaż trzeba było przyznać, że i ona miała swoje granice - lecz mimo wszystko Rodolphus nie wyglądał, jakby był zły czy znudzony. Raczej... Obojętny. Jego wyraz twarzy zmieniał się odrobinę, gdy Marie pokazywała mu sukienki. Pracował nad mimiką, by kobieta niczego się nie domyśliła.
- Weźmiemy obie - powiedział do kobiety, przenosząc wzrok z Marie na ekspedientkę. Jeżeli Abbott chciałaby zaprotestować, uniósłby lekko dłoń w geście nieznoszącym sprzeciwu. Mogło to być odczytane dwojako - być może naprawdę się nudził i miał już dosyć? A być może uznał, że obie sukienki pasowały do dziewczyny? Ufał, że Marie odbierze to w ten drugi sposób.
- Cudownie! Wejdę z panią, zbiorę miarę - oczy starszej kobiety aż się zaświeciły na ten niespodziewany zarobek. Zanim Abbott zdążyła zaprotestować, już była w przebierali, za kotarą, i przymierzała różne pary butów na obcasie, by ekspedientka mogła zaznaczyć magiczną, nieprzerywającą materiału szpilką miejsca, gdzie powinni wprowadzić poprawki. Zarówno w jednej, jak i drugiej sukni. - Będę gotowe za dwa dni. Ale ma pani szczęście!
Świergoliła, zerkając na Marie niemal z uwielbieniem. Ile by dała, by ktoś tak o kupował jej drogie ubrania...
Lestrange tymczasem wstał, żeby rozprostować kości. Przywykł do siedzenia w jednej pozycji, ale zwykle miał wtedy ważniejsze, zajmujące umysł sprawy do roboty. Wolał więc wstać, poczekać aż panie skończą i nieco oczyścić mózg z nieprzyjemnych myśli, bo przecież przedstawienie się jeszcze nie skończyło. Musieli jeszcze iść na kawę. Na samą myśl o tym westchnął w duchu i poszedł uregulować płatność czekiem, żeby przypadkiem nie okazało się, że za dwa dni będzie musiał tu przyjść znowu. Chyba by nie przeżył. Potem miał zamiar po prostu poczekać, aż Marie i ekspedientka skończą.
- Weźmiemy obie - powiedział do kobiety, przenosząc wzrok z Marie na ekspedientkę. Jeżeli Abbott chciałaby zaprotestować, uniósłby lekko dłoń w geście nieznoszącym sprzeciwu. Mogło to być odczytane dwojako - być może naprawdę się nudził i miał już dosyć? A być może uznał, że obie sukienki pasowały do dziewczyny? Ufał, że Marie odbierze to w ten drugi sposób.
- Cudownie! Wejdę z panią, zbiorę miarę - oczy starszej kobiety aż się zaświeciły na ten niespodziewany zarobek. Zanim Abbott zdążyła zaprotestować, już była w przebierali, za kotarą, i przymierzała różne pary butów na obcasie, by ekspedientka mogła zaznaczyć magiczną, nieprzerywającą materiału szpilką miejsca, gdzie powinni wprowadzić poprawki. Zarówno w jednej, jak i drugiej sukni. - Będę gotowe za dwa dni. Ale ma pani szczęście!
Świergoliła, zerkając na Marie niemal z uwielbieniem. Ile by dała, by ktoś tak o kupował jej drogie ubrania...
Lestrange tymczasem wstał, żeby rozprostować kości. Przywykł do siedzenia w jednej pozycji, ale zwykle miał wtedy ważniejsze, zajmujące umysł sprawy do roboty. Wolał więc wstać, poczekać aż panie skończą i nieco oczyścić mózg z nieprzyjemnych myśli, bo przecież przedstawienie się jeszcze nie skończyło. Musieli jeszcze iść na kawę. Na samą myśl o tym westchnął w duchu i poszedł uregulować płatność czekiem, żeby przypadkiem nie okazało się, że za dwa dni będzie musiał tu przyjść znowu. Chyba by nie przeżył. Potem miał zamiar po prostu poczekać, aż Marie i ekspedientka skończą.