21.12.2022, 15:04 ✶
Najgorsze to mogło dopiero nadejść, bo na początku nie pokazywało się wszystkich kolorów. Tak i Victoria nie wiedziała, że oprócz tego, że Sauriel pali, to jeszcze pije. Nie wiedziała też, że jest żywym trupem, ale spokojnie, do tego jeszcze dojdziemy. Widziała też, że szacunku od tej strony nie dostanie, więc jak dla niej to tak – będzie tylko gorzej. Paskudny początek i jeszcze paskudniejsza przyszłość. Czym sobie na to zasłużyła? Przecież zawsze była przykładną córką, która przynosiła rodzinie tylko powody do dumy i zadowolenia. Gdyby nie ona, to matka nie miałaby się czym chwalić, co tak bardzo przecież lubiła. Naprawdę, Sauriel nie musiał tego tak bardzo utrudniać. No chyba, że chciał tak żyć, że wróci do domu i się będzie tylko wkurwiać jej obecnością – tylko po co? Co to za życie? I jej przy okazji też będzie psuć krwi. Chyba, że to o to chodziło? Żeby po tym spotkaniu błagała rodziców o to, żeby jednak się na to nie godzili, bo u jego starych to nie podziałało? Albo o to, żeby po zawarciu małżeństwa szybko pracować na rozwód? Albo o to, by mieć wymówki, żeby nie wracać do domu? Victoria nie miała teraz w głowie tych myśli – one dopiero przyjdą później, teraz… starała się oczyścić głowę, jak na oklumentę w sytuacji stresowej przystało.
Ugryzła się w język, że jemu też by się przydało popracować nad twarzą i opanowaniem. Że przynajmniej ona nie przynosi wstydu i swoją miną nie obraża wszystkich wokół. Mogła mu na ten temat powiedzieć wiele, ale nie powiedziała nic; na jej twarzy zagościł spokój taki jak wcześniej, kiedy tutaj przyszła. Spokój, który w połączeniu z zaczerwienionymi od zimna policzkami Sauriel pomylił z podekscytowaniem wizją małżeństwa. A nic bardziej mylnego.
Victoria stała bokiem do Sauriela, nie przodem. To pozwalało jej na to, że nie musiała się na niego cały czas patrzeć – a mogła zerkać na miejsce, w którym zaczynał się ogród i gdzie pewnie było całkiem ładnie na wiosnę i w lecie. Tylko nie w zimie. Nie musiała i wcale nie chciała się na niego patrzeć, nie kiedy była taka wściekła na swoich rodziców. Bo pierwszy szok już minął – i jak szybko się wypalił, tak szybko zostawił za sobą popiół, z którego jak feniks, powstawała złość.
- Masz tupet, jeśli sądzisz, że bym ci na to w ogóle pozwoliła – Sauriel dobrze zauważył – była pyskata. Zahukana lalunia raczej kiepsko pasowałaby do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów w Ministerstwie.
Ugryzła się w język, że jemu też by się przydało popracować nad twarzą i opanowaniem. Że przynajmniej ona nie przynosi wstydu i swoją miną nie obraża wszystkich wokół. Mogła mu na ten temat powiedzieć wiele, ale nie powiedziała nic; na jej twarzy zagościł spokój taki jak wcześniej, kiedy tutaj przyszła. Spokój, który w połączeniu z zaczerwienionymi od zimna policzkami Sauriel pomylił z podekscytowaniem wizją małżeństwa. A nic bardziej mylnego.
Victoria stała bokiem do Sauriela, nie przodem. To pozwalało jej na to, że nie musiała się na niego cały czas patrzeć – a mogła zerkać na miejsce, w którym zaczynał się ogród i gdzie pewnie było całkiem ładnie na wiosnę i w lecie. Tylko nie w zimie. Nie musiała i wcale nie chciała się na niego patrzeć, nie kiedy była taka wściekła na swoich rodziców. Bo pierwszy szok już minął – i jak szybko się wypalił, tak szybko zostawił za sobą popiół, z którego jak feniks, powstawała złość.
- Masz tupet, jeśli sądzisz, że bym ci na to w ogóle pozwoliła – Sauriel dobrze zauważył – była pyskata. Zahukana lalunia raczej kiepsko pasowałaby do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów w Ministerstwie.