21.12.2022, 16:19 ✶
Victoria trochę zadzierała nosa, ale nie było się co dziwić – nie była niedouczonym beztalenciem, tylko kobietą sukcesu. Co sobie założyła, to osiągnęła, i tylko w życiu prywatnym był przypał za przypałem… i to nie z jej winy. Bo gdyby ją ktoś zapytał o zdanie… Ale nikt nie zapytał, więc było kiepsko. Lestrange uważała, że to właśnie dlatego, że pomysły innych były właśnie takie – niedoskonałe i dlatego tak kiepsko wychodziły.
Ogólnie to widziała tutaj naprawdę kiepski początek. Brak zainteresowania drugą stroną, obraźliwe teksty, pyskówki. Zero próby, by to pierwsze spotkanie nie niosło sobą smaku goryczy we wspomnieniach. A przynajmniej ona tak to odbierała. Więc jak miało być dalej.
- Widzę, że szybko awansowałam z klaczy na królewnę – prychnęła, bo na cholerę te wszystkie ksywki? Mógł się po prostu do niej nie odzywać i lepiej by na tym oboje wyszli. Wkurzało ją to, gadanie dla gadania, żeby czyjeś było na wierzchu – zwłaszcza, że ten ktoś nie miał, w jej mniemaniu, racji. - Wróćmy już. Już wolę słuchać tych bzdurnych pomysłów i udawania, że nie wszystko jest ustalone, niż patrzeć jak próbujesz mnie ciągle obrażać – tak naprawdę, to chciała mu powiedzieć, że woli słuchać rodziców niż jego tak po prostu, ale już sobie darowała. Ale tak jak on się nie starał być miły, tak i ona już sobie darowała, bo nie miało to sensu. Bo niby dlaczego ona ma się starać, a on może mieć na to wywalone i psuć jej humor jeszcze bardziej? Jakby i tak już nie był wystarczająco popsuty przez jej rodziców. I zgodnie z jej życzeniem – wrócili. Już nawet się nie kłopotała z odwieszaniem płaszcza, po prostu przewiesiła go sobie przez ręce i w drodze powrotnej do saloniku usiłowała znowu się uspokoić, przygotować na to, jakie komentarze będzie słyszeć teraz.
- I jak ci się podoba ogród, Victorio? – na ich widok jej matka przerwała prowadzoną rozmowę i po prostu zwróciła się do córki. Tori nie byłaby sobą, gdyby nie podejrzewała, że Isabelle próbuje wybadać nastroje pomiędzy tą dwójką, ale brązowooka starała się nie dać niczego po sobie poznać. Nie tu i nie teraz.
- Jestem pewna, że na wiosnę kiedy rośliny zaczynają kwitnąć, to musi być bardzo urokliwe miejsce, pani Rookwood – odezwała się odpowiadając na pytanie, ale zwracając przy tym do pani domu.
Ogólnie to widziała tutaj naprawdę kiepski początek. Brak zainteresowania drugą stroną, obraźliwe teksty, pyskówki. Zero próby, by to pierwsze spotkanie nie niosło sobą smaku goryczy we wspomnieniach. A przynajmniej ona tak to odbierała. Więc jak miało być dalej.
- Widzę, że szybko awansowałam z klaczy na królewnę – prychnęła, bo na cholerę te wszystkie ksywki? Mógł się po prostu do niej nie odzywać i lepiej by na tym oboje wyszli. Wkurzało ją to, gadanie dla gadania, żeby czyjeś było na wierzchu – zwłaszcza, że ten ktoś nie miał, w jej mniemaniu, racji. - Wróćmy już. Już wolę słuchać tych bzdurnych pomysłów i udawania, że nie wszystko jest ustalone, niż patrzeć jak próbujesz mnie ciągle obrażać – tak naprawdę, to chciała mu powiedzieć, że woli słuchać rodziców niż jego tak po prostu, ale już sobie darowała. Ale tak jak on się nie starał być miły, tak i ona już sobie darowała, bo nie miało to sensu. Bo niby dlaczego ona ma się starać, a on może mieć na to wywalone i psuć jej humor jeszcze bardziej? Jakby i tak już nie był wystarczająco popsuty przez jej rodziców. I zgodnie z jej życzeniem – wrócili. Już nawet się nie kłopotała z odwieszaniem płaszcza, po prostu przewiesiła go sobie przez ręce i w drodze powrotnej do saloniku usiłowała znowu się uspokoić, przygotować na to, jakie komentarze będzie słyszeć teraz.
- I jak ci się podoba ogród, Victorio? – na ich widok jej matka przerwała prowadzoną rozmowę i po prostu zwróciła się do córki. Tori nie byłaby sobą, gdyby nie podejrzewała, że Isabelle próbuje wybadać nastroje pomiędzy tą dwójką, ale brązowooka starała się nie dać niczego po sobie poznać. Nie tu i nie teraz.
- Jestem pewna, że na wiosnę kiedy rośliny zaczynają kwitnąć, to musi być bardzo urokliwe miejsce, pani Rookwood – odezwała się odpowiadając na pytanie, ale zwracając przy tym do pani domu.