Wizje. Wróżby. Przecież to się nie sprawdzało. Wierzyli w jakiejś przedmioty, że kogokolwiek ochronią. Richard rozumiał artefakty, zaklęte przez jakieś rytuały czy zaklęcia. Ale wróżby? Przewidywanie przyszłości? Czytanie z gwiazd? Brzmiało to wszystko jak bajki. Jak sposób na biznes. Nie okazywał tego aż za bardzo, ale nie potrafił też nie powiedzieć tego jak on to widzi. Jak postrzega.
Tłumaczący się Shafiq, na którego twarzy pojawiło się zakłopotanie. Richard uniósł dłoń w geście, aby darował sobie wyjmowanie przetłumaczonej wersji wizji z Wysp Brytyjskich.
- Tłumaczoną wersję już podaruj. Ten powód ich nie przekona. Niech pozostanie przy tym, że ja to wiem.Wyjaśnił spokojnie, chcąc krewnemu oszczędzić dodatkowego problemu, z tłumaczeniem się jakiejś wizji. Rozumiał, że dla nich to bardzo ważne, ale dla Norweskich urzędników i funkcjonariuszy prawa, niekoniecznie.
Widząc znajome nazwiska jako podpis w pewnym dokumencie, po prostu odczuł potrzebę skomentowania dla siebie ich współpracy. Odległość była poniekąd męcząca, że nie wiedziało się, kto gdzie pracuje ze swoich znajomych. Nie można jednak mieć wszystkiego.
Na kolejne słowa Shafiqa, Richard spojrzał na niego tak, jakby faktycznie miał zaraz poczuć coś na wzór łapówki. Pokręcił głową i sięgnął po swój podręczny aurorski notatnik z długopisem, ujmując go w lewą dłoń. Tak, byłe leworęczny. Otworzył notes i zaczął notować.
Odpowiadając, zapisał adres wspomnianego Muzeum, a także imię i nazwisko przedstawiciela tego miejsca. Konrad Amundsen, był czarodziejem i właścicielem owego przybytku. Być może Anthony’emu uda się z nim nawiązać nić współpracy.
To była jednak karteczka, jaką wyrwał z notesu i podał krewniakowi. Po czym naskrobał na kolejnej coś jeszcze.
- Jeżeli chodzi o sprawę tego Amerykanina. Nie wystąpili jeszcze z wnioskiem o jego przetransportowanie do Amerykańskiego Ministerstwa Magii. Ale mogą to zrobić w każdej chwili.
Dodał dla informacji, rozpisaną kolejną kartkę podsuwając Anthony’emu. Tam z kolei była napisana nazwa baru oraz adres jego lokalizacji w Oslo. Zaś poniżej, podkreślona porządnie treść ”wisisz mi piwo”. Można było to odebrać jako faktycznie chęć pomocy, jaką może udzielić mu Richard. Ale na tyle, ile pozwalają mu tutejsze znajomości i umiejętności.