Jak przez mgłę pamiętał głośne plotki pośród administracji Wziengamotu, zwłaszcza wśród asystentów, jak on, które zapalały się razem z papierosami, nad kanapkami, gdy w prasie pojawił się artykuł, że domniemanego morderstwa na nowożeńcach dokonał sam pan domu i ojciec Estelli. Wtedy nieszczególnie zwracał na to uwagę, i nawet jeśli dostał zaproszenie na tamto wesele, to odmówił, wykręcając się w jakiś kretyński sposób, aby nie kusić losu, że jego matka uzna to za doskonałą okazję, aby zeswatać go z którąś z sióstr panny młodej.
— Z tego co pamiętam słuch po niej zaginął tuż po ślubie z... Nie pamiętam z kim, oboje zaginęli, a później odnaleziono tutaj jakieś szczątki i uznano, że to właśnie Estelli. Przykro mi Genevieve. — Pomimo, że obraz oczywiście nie był młodą dziewczyną, która spoczywała w miejscu spoczynku rodziny Juliusów, to uważał, że należy jej się chociaż odrobina szacunku. Nie tylko ze względu na samą tragedię, jaka wydarzyła się w murach posiadłości, ale również fakt, że ruchome obrazy nie były do końca martwą naturą i do pewnego stopnia stanowiły osobny gatunek istot magicznych, nawet jeśli stanowiły bardziej fenomen magiczny niż prawdziwą odmianę istoty żyjącej.
Coś innego przykuło jego uwagę.
— Kto chciałby cię uciszyć? Twoja towarzyszka z obrazu? — zapytał, po czym zmrużył oczy. Kwestia kompozycji przyszla mu do głowy przez Anthony'ego, na obrazie powinien gościć jeszcze ktoś, a domyślał się z łatwością, że zapewne była to jej bliźniaczka. — Jak to, Estella była ostatnia? Zaginęła szybciej niż umarł wasz ojciec, a widziałem przed chwilą jego ducha. To nie była spokojna śmierć z powodu podeszłego wieku. Możesz być jedynie cząstką świadomości dziewczyny, którą namalowano, ale na pewno widziałaś... Coś.