21.12.2022, 19:56 ✶
Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to czystość. Wróć, sterylność. Pedantyzm otoczenia i samej uzdrowicielki wywoływały u niego ból brzucha. Należał do drugiej strony medalu, zwanego bałaganiarzem. Dbał o wygląd ale za to otoczenie wokół niego bardzo szybko zmieniało swój stan w katastrofalnie nabałaganionym. Tutaj było zbyt perfekcyjnie co go aż mierziło.
- Pani Bulstrode.- wydusił z siebie na powitanie choć poruszanie mięśniami ust niosło za sobą wzmożony dyskomfort. Usiadł na leżance i podał kobiecie wypełniony formularz. I leżanka i sama Florence pachniała medykamentami i o ile w warunkach domowych mu to nie przeszkadzało, tak teraz potęgowało nudności. To chyba przez połączenie aromatu eliksirów i detergentu do podłóg. Uch, z tego wszystkiego objął go chłód.
- To niełatwe. Chwila.- skrzywił się próbując odsunąć ligninę od twarzy. Materiał rozwarstwił się i absolutnie nie chciał opuścić porażonej części twarzy. Zemdliło go z piekącego bólu. Jak to jest, że wszedł do gabinetu i poczuł się gorzej? Nie powinno być na odwrót? Może to te mdłe kolory jej szat tak na niego działały? Nie miał pojęcia, może to jakiś efekt uboczny klątwy, która prysnęła mu w twarz? Może ma ona jeszcze jakieś inne powikłania, których nie zna i dlatego robił się blady? Dobrze być w odpowiednich rękach i chyba wolał Florence niż przytyki siostry, gdyby go teraz zobaczyła.
- Nieudane zaklęcie dezaktywujące czarnomagiczny czar wywołujący u ofiary symptomy iluzji podpalenia zwieńczeń nerwowych. - wydukał z zakłopotaniem, może trochę niezrozumiałe ale i tak nieźle operował aparatem mowy jak na częściowy paraliż ust. Brrr. Cieszył się, że nie musi odpowiadać o tym zaklęciu bo wśród klątwołamaczy powinien być dosyć rozpoznawalny.
- Wpisałem w formularzu, trochę krzywo bo jedną ręką i na kolanie.- kiedy mówił czuł jak mięśnie twarzy aż wyją z dyskomfortu.
- Mam to na twarzy już dwie godziny…- przyznał niechętnie bo to oznaczało, że czar na dobre rozgościł się na jego twarzy. Zamknął na moment oczy żeby spojrzeniem nie błagać o jakąkolwiek ulgę. Domyślał się, że usuwanie tego nie będzie należało do przyjemnych doświadczeń.
- Pani Bulstrode.- wydusił z siebie na powitanie choć poruszanie mięśniami ust niosło za sobą wzmożony dyskomfort. Usiadł na leżance i podał kobiecie wypełniony formularz. I leżanka i sama Florence pachniała medykamentami i o ile w warunkach domowych mu to nie przeszkadzało, tak teraz potęgowało nudności. To chyba przez połączenie aromatu eliksirów i detergentu do podłóg. Uch, z tego wszystkiego objął go chłód.
- To niełatwe. Chwila.- skrzywił się próbując odsunąć ligninę od twarzy. Materiał rozwarstwił się i absolutnie nie chciał opuścić porażonej części twarzy. Zemdliło go z piekącego bólu. Jak to jest, że wszedł do gabinetu i poczuł się gorzej? Nie powinno być na odwrót? Może to te mdłe kolory jej szat tak na niego działały? Nie miał pojęcia, może to jakiś efekt uboczny klątwy, która prysnęła mu w twarz? Może ma ona jeszcze jakieś inne powikłania, których nie zna i dlatego robił się blady? Dobrze być w odpowiednich rękach i chyba wolał Florence niż przytyki siostry, gdyby go teraz zobaczyła.
- Nieudane zaklęcie dezaktywujące czarnomagiczny czar wywołujący u ofiary symptomy iluzji podpalenia zwieńczeń nerwowych. - wydukał z zakłopotaniem, może trochę niezrozumiałe ale i tak nieźle operował aparatem mowy jak na częściowy paraliż ust. Brrr. Cieszył się, że nie musi odpowiadać o tym zaklęciu bo wśród klątwołamaczy powinien być dosyć rozpoznawalny.
- Wpisałem w formularzu, trochę krzywo bo jedną ręką i na kolanie.- kiedy mówił czuł jak mięśnie twarzy aż wyją z dyskomfortu.
- Mam to na twarzy już dwie godziny…- przyznał niechętnie bo to oznaczało, że czar na dobre rozgościł się na jego twarzy. Zamknął na moment oczy żeby spojrzeniem nie błagać o jakąkolwiek ulgę. Domyślał się, że usuwanie tego nie będzie należało do przyjemnych doświadczeń.