21.12.2022, 21:04 ✶
Ona spojrzała wymownie na niego, a on uniósł jedną brew i spojrzał wymownie na nią. Pytająco. No co? Chyba to mówiło to spojrzenie? Ewentualnie: nic ci do tego. Tak, to też mogło przekazywać. Nawet oba na raz. W jego głowie zaś rzeczywiście brzmiało pytanie, o co jej chodzi. Co to za spojrzenie. To znaczy - brzmiało, a odpowiedź przecież znał. Może dlatego kącik jego wargi znowu troszeńkę drgnął. Nie lubiła fajek. Nie lubiła też, kiedy ktoś pił. Czego jeszcze nie lubiła? Gwałtowności? Przemocy? ... krwi..? Zacznie może nawet lubić te spotkania. Zacznie się nastawiać na to, żeby ją drażnić i sprawdzać, jak bardzo będzie płakać za każdym razem. Jak bardzo się stara i gimnastykuje, jak strasznie chciałaby coś zmienić i podporządkować sobie, a nie będzie miała nad tym zupełnie żadnej kontroli. Całkiem nakręcające. Potrafiło sprawić w tym momencie, że jakoś Sauriel się rozchmurzył. No bo hej - jak ktoś ma gorzej od ciebie, to od razu ci lepiej. Nie tak to działało?
Taaa... musiałby być jednak trochę bardziej okrutny, żeby rzeczywiście tak było. Na razie go po prostu nieco rozbawił fakt, że naprawdę była przykładową damą z dobrego domu, to jest - tak się zaprezentowała.
- Zrobię z tego sport. Co spotkanie będę ci prezentował coś, co ci się nie spodoba. Czyli siebie. - O, nawet się trochę poszerzył ten uśmiech, kiedy rozsiadł się wygodnie w fotelu. Brakowało mu chyba tylko kapelusza na głowie przysłaniającego oczy i cygara, żeby wyglądał jak członek włoskiej mafii. Okej, uroda też nie włoska. Ale mam nadzieję, że rozumiecie, o co chodzi. Czy zamierzał to spotkanie przesiedzieć w całkowitej ciszy? Hell no! Umarłby chyba z nudów. Ewentualnie zacząłby ją z tego znudzenia kopać pod stołem. Nie wiem, może to bardziej by się Victorii spodobało niż otwieranie jadaczki? Niestety dla niej - Sauriel już wybrał swoją truciznę. I jednocześnie truciznę, którą będzie przelewał na Victorię. Niestety. Całkowicie niestety.
- Dziwię się, że jeszcze tych zaręczyn nie zerwałaś. A przecież będzie tylko gorzej. - Groźba? Obietnica? W zasadzie to żadne z nich. Uważał to za stwierdzenie faktu. To znaczy - dla niej będzie gorzej, bo dla niego? Hej - podtykali mu chodzący worek z krwią pod nos.
Taaa... musiałby być jednak trochę bardziej okrutny, żeby rzeczywiście tak było. Na razie go po prostu nieco rozbawił fakt, że naprawdę była przykładową damą z dobrego domu, to jest - tak się zaprezentowała.
- Zrobię z tego sport. Co spotkanie będę ci prezentował coś, co ci się nie spodoba. Czyli siebie. - O, nawet się trochę poszerzył ten uśmiech, kiedy rozsiadł się wygodnie w fotelu. Brakowało mu chyba tylko kapelusza na głowie przysłaniającego oczy i cygara, żeby wyglądał jak członek włoskiej mafii. Okej, uroda też nie włoska. Ale mam nadzieję, że rozumiecie, o co chodzi. Czy zamierzał to spotkanie przesiedzieć w całkowitej ciszy? Hell no! Umarłby chyba z nudów. Ewentualnie zacząłby ją z tego znudzenia kopać pod stołem. Nie wiem, może to bardziej by się Victorii spodobało niż otwieranie jadaczki? Niestety dla niej - Sauriel już wybrał swoją truciznę. I jednocześnie truciznę, którą będzie przelewał na Victorię. Niestety. Całkowicie niestety.
- Dziwię się, że jeszcze tych zaręczyn nie zerwałaś. A przecież będzie tylko gorzej. - Groźba? Obietnica? W zasadzie to żadne z nich. Uważał to za stwierdzenie faktu. To znaczy - dla niej będzie gorzej, bo dla niego? Hej - podtykali mu chodzący worek z krwią pod nos.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.