21.12.2022, 22:00 ✶
Mogła go ignorować. Był trochę ciekaw, czy obierze tę taktykę, czy jednak będzie podejmować "rękawicę", jeśli tak dumnie można to w ogóle nazwać i przyczyni się do rozwoju jakże PRZYJEMNEJ konwersacji, jaką przed sobą mieli. Zapowiadała się wszak iście szampańsko, jak to na nowy rok przystało.
Pokiwał głową na boki, kiedy jednak się odezwała, w zasadzie nieco potwierdzając jej słowa. Fakt - żadna to rywalizacja. Nie było tutaj rywala, zresztą z nikim by nie zamierzał rywalizować. Tym nie mniej sport mógł być uprawiany dla własnej satysfakcji. Nie zawsze chodziło o wygrywanie, czasami był tylko po to, żeby w końcu się poruszać. Tylko dlatego nie skinął normalnie, a tak nie do końca przekonany kiwnął głową kilka razy na boki. Tym nie mniej sport... kiedy myślało się o sporcie to chyba pierwsze co przychodziło na myśl to quidditch, co? Latanie na miotłach, adrenalina, zawody sportowe. Kiedyś nawet próbował. Jak można się domyślić, nie był do tego stworzony. Chyba że szukało się kogoś, kto planuje w pierwszej rundzie wysadzić tłuczkiem ścigającego. Wtedy tak. Zawodnik jak znalazł. Podobno jednak to nie o trafianie w żywy cel w tym wszystkim chodziło. Tak słyszał.
- Jeszcze poznamy się lepiej i będziesz prawdziwie oczarowana. - Zaakcentował ostatnie słowo, ale przynajmniej zniknął ten uśmieszek z jego facjaty. Czar prysł, dobre słowo. Na pewno nawet jeśli była oczarowana wizją małżeństwa, to teraz już nie - i dobitnie o tym powiedziała. Nie tylko tutaj, w tym momencie, ale również swoim rodzicom po tamtym spotkaniu. Albo kilka dni po nim, co za różnica. Miło, że przynajmniej podjęła rozmowę, a nie kazała mu gadać do powietrza. Ciekawe, kiedy dotrą do punktu, w którym jednak nawet dla niego cisza będzie błogosławieństwem? Było to straszne. Duszące. Powietrze nie nadawało się wtedy do funkcjonowania. Zgniatało człowieka nicością i bezwartościowością poczynań, które doprowadziły do tego miejsca. Niby zdawał sobie z tego sprawę, a i tak nie wysilał się na nic więcej, ot i cała bajka o Czarnym Kocie.
- Współczuję ci. - Powiedział całkowicie szczerze i to było pierwsze w miarę miłe zdanie (bo bardzo krótkie), które opuściło jego wargi. - Masz nieźle popierdolonych rodziców, że wcisnęli cię w moje ręce. - No i się skończyło bycie miłym. Ale hej - przez milisekundę miły był! - Huh? A czemu miałbym? - Skrzywił się trochę w zastanowieniu. W zasadzie - no dobra, on wyglądał na najbardziej niezadowolonego z tego, że przyjdzie się żenić. Z jego perspektywy zaś był najbardziej z tym pogodzony. - Jestem tylko towarem w tym interesie, tak jak ty. - Klacz i ogier, jak to już określił. - W najgorszej wersji groziłaś mi dopiero zostanie pająkiem, a to wcale nie jest przerażająca perspektywa. Mógłbym ci wtedy wejść pod sukieneczkę. - Klasa? Smak? Godność? Szacunek? Tak, słyszałem o takich słowach. I nie, nie dopisałem ich do swojego słownika, a o co chodzi?
Pokiwał głową na boki, kiedy jednak się odezwała, w zasadzie nieco potwierdzając jej słowa. Fakt - żadna to rywalizacja. Nie było tutaj rywala, zresztą z nikim by nie zamierzał rywalizować. Tym nie mniej sport mógł być uprawiany dla własnej satysfakcji. Nie zawsze chodziło o wygrywanie, czasami był tylko po to, żeby w końcu się poruszać. Tylko dlatego nie skinął normalnie, a tak nie do końca przekonany kiwnął głową kilka razy na boki. Tym nie mniej sport... kiedy myślało się o sporcie to chyba pierwsze co przychodziło na myśl to quidditch, co? Latanie na miotłach, adrenalina, zawody sportowe. Kiedyś nawet próbował. Jak można się domyślić, nie był do tego stworzony. Chyba że szukało się kogoś, kto planuje w pierwszej rundzie wysadzić tłuczkiem ścigającego. Wtedy tak. Zawodnik jak znalazł. Podobno jednak to nie o trafianie w żywy cel w tym wszystkim chodziło. Tak słyszał.
- Jeszcze poznamy się lepiej i będziesz prawdziwie oczarowana. - Zaakcentował ostatnie słowo, ale przynajmniej zniknął ten uśmieszek z jego facjaty. Czar prysł, dobre słowo. Na pewno nawet jeśli była oczarowana wizją małżeństwa, to teraz już nie - i dobitnie o tym powiedziała. Nie tylko tutaj, w tym momencie, ale również swoim rodzicom po tamtym spotkaniu. Albo kilka dni po nim, co za różnica. Miło, że przynajmniej podjęła rozmowę, a nie kazała mu gadać do powietrza. Ciekawe, kiedy dotrą do punktu, w którym jednak nawet dla niego cisza będzie błogosławieństwem? Było to straszne. Duszące. Powietrze nie nadawało się wtedy do funkcjonowania. Zgniatało człowieka nicością i bezwartościowością poczynań, które doprowadziły do tego miejsca. Niby zdawał sobie z tego sprawę, a i tak nie wysilał się na nic więcej, ot i cała bajka o Czarnym Kocie.
- Współczuję ci. - Powiedział całkowicie szczerze i to było pierwsze w miarę miłe zdanie (bo bardzo krótkie), które opuściło jego wargi. - Masz nieźle popierdolonych rodziców, że wcisnęli cię w moje ręce. - No i się skończyło bycie miłym. Ale hej - przez milisekundę miły był! - Huh? A czemu miałbym? - Skrzywił się trochę w zastanowieniu. W zasadzie - no dobra, on wyglądał na najbardziej niezadowolonego z tego, że przyjdzie się żenić. Z jego perspektywy zaś był najbardziej z tym pogodzony. - Jestem tylko towarem w tym interesie, tak jak ty. - Klacz i ogier, jak to już określił. - W najgorszej wersji groziłaś mi dopiero zostanie pająkiem, a to wcale nie jest przerażająca perspektywa. Mógłbym ci wtedy wejść pod sukieneczkę. - Klasa? Smak? Godność? Szacunek? Tak, słyszałem o takich słowach. I nie, nie dopisałem ich do swojego słownika, a o co chodzi?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.