06.05.2024, 13:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2024, 13:54 przez Peregrinus Trelawney.)
Peregrinus spróbował przypomnieć sobie cokolwiek z treści wizji, co mogłoby dostarczyć dodatkowej wskazówki w kwestii miejsca; jakiegoś punktu orientacyjnego. Nic z tego, co zostało w jego głowie, nie wydawało się jednak pomocne.
— Nie jestem pewien. Ruiny tego kościoła wydają się wiarygodnym strzałem. Nie wiem nic o żadnym innym takim obiekcie w okolicy.
Nie pokrzepiała go ani mina, ani słowa Sebastiana. Nie przyjechał być może do Windermere oddawać się wakacyjnym swawolom, od początku jego intencją było zgłębienie sekretów tego miejsca. Okazało się tymczasem, że znalazł się w centrum czegoś większego i potencjalnie groźniejszego niż przypuszczał. Na wzmiankę o czarnoksiężniku i czarnej magii po raz pierwszy od kiedy się spotkali, poczuł, że wolałby mieć różdżkę bliżej siebie, więc powoli wyciągnął ją z torby. Dopiero gdy zacisnął na niej palce, poczuł, jak lepkie od potu miał dłonie. Ciężko powiedzieć, czy powodem była letnia pogoda, czy podenerwowanie zagęszczającą się sytuacją.
— A więc odprawiłeś je raz. Myślisz, że jeśli odnajdziemy tu drugą, będziesz w stanie dokonać tego ponownie? — zwrócił się do kuzyna.
Nie od początku przekonany był do tego przedsięwzięcia z pełnym zapałem Bagshota. Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to powiadomienie kogoś… bardziej kompetentnego. Mógł lubować się w teorii i zerkać na czarnomagiczne zagadnienia z ciekawością, ale to — to wyglądało na coś, co może stanowić aktywne zagrożenie. Był wróżbitą i badaczem, nie czuł się na siłach stawać samotnie do walki z niebezpiecznymi czarnoksiężnikami czy czymkolwiek, co pozostawili po sobie, aby strzegło ich sekretów.
Z drugiej strony, no właśnie, zerkał chciwie na magiczne ciekawostki. Gdyby przyszła tu oficjalnie Brygada i Ministerstwo, straciłby unikalną szansę, żeby ujrzeć i dotknąć czegoś takiego; na własne oczy, własnymi rękoma. Wciąż tkwiła w nim — jak irytująca, niedająca o sobie zapomnieć drzazga — zazdrość wobec spotkanego rano pracownika Departamentu Tajemnic. Czyż to nie pora, aby i Peregrinus otrzymał okazję do zaangażowania się w coś, co ma znaczenie?
— Zatem prowadź — zachęcił trzymającego mapę Isaaka, podjąwszy decyzję.
— Nie jestem pewien. Ruiny tego kościoła wydają się wiarygodnym strzałem. Nie wiem nic o żadnym innym takim obiekcie w okolicy.
Nie pokrzepiała go ani mina, ani słowa Sebastiana. Nie przyjechał być może do Windermere oddawać się wakacyjnym swawolom, od początku jego intencją było zgłębienie sekretów tego miejsca. Okazało się tymczasem, że znalazł się w centrum czegoś większego i potencjalnie groźniejszego niż przypuszczał. Na wzmiankę o czarnoksiężniku i czarnej magii po raz pierwszy od kiedy się spotkali, poczuł, że wolałby mieć różdżkę bliżej siebie, więc powoli wyciągnął ją z torby. Dopiero gdy zacisnął na niej palce, poczuł, jak lepkie od potu miał dłonie. Ciężko powiedzieć, czy powodem była letnia pogoda, czy podenerwowanie zagęszczającą się sytuacją.
— A więc odprawiłeś je raz. Myślisz, że jeśli odnajdziemy tu drugą, będziesz w stanie dokonać tego ponownie? — zwrócił się do kuzyna.
Nie od początku przekonany był do tego przedsięwzięcia z pełnym zapałem Bagshota. Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to powiadomienie kogoś… bardziej kompetentnego. Mógł lubować się w teorii i zerkać na czarnomagiczne zagadnienia z ciekawością, ale to — to wyglądało na coś, co może stanowić aktywne zagrożenie. Był wróżbitą i badaczem, nie czuł się na siłach stawać samotnie do walki z niebezpiecznymi czarnoksiężnikami czy czymkolwiek, co pozostawili po sobie, aby strzegło ich sekretów.
Z drugiej strony, no właśnie, zerkał chciwie na magiczne ciekawostki. Gdyby przyszła tu oficjalnie Brygada i Ministerstwo, straciłby unikalną szansę, żeby ujrzeć i dotknąć czegoś takiego; na własne oczy, własnymi rękoma. Wciąż tkwiła w nim — jak irytująca, niedająca o sobie zapomnieć drzazga — zazdrość wobec spotkanego rano pracownika Departamentu Tajemnic. Czyż to nie pora, aby i Peregrinus otrzymał okazję do zaangażowania się w coś, co ma znaczenie?
— Zatem prowadź — zachęcił trzymającego mapę Isaaka, podjąwszy decyzję.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie