21.12.2022, 22:55 ✶
A! Bardzo w punkt. Faktycznie, gdyby go ignorowała to by próbował. Jak zostało wspomniane - jeśli odzywki by nie zadziałały to zacząłby zaczepek fizycznych. Także było to bardzo mądre i zapobiegliwe z jej strony, bo tak dalece myśleć to nawet on sam nie czynił. Miało to swoje granice, chyba wbrew temu, co Victoria myślała. Nie zamierzał walczyć o atencję, która nosem by mu wychodziła. Westchnąłby w końcu ciężko, ze zrezygnowaniem ii... pewnie wziąłby coś do pisania od kelnera i odciął się w końcu, zamykając się w swoim maluczkim, muzycznym świecie. Małym z zewnątrz, wielkim w środku, bo ten świat nie miał granic. Tam też były niezadowole panienki i niezadowoleni narzeczeni, ale w tym świecie na wszystko była odpowiednia rada. Nie chodziło o tym, żeby śpiewać i grać o życiu. Chodziło o to, żeby ująć swoje emocje i przekształcić je w coś, co grało na łamach twojej duszy. Jasne, zawsze zahaczysz o życie, bo to przecież twoje przeżycia, to twój jeden wielki taniec na parkiecie. Startym, zużytym, ale lakierki nadal dźwięcznie o niego stukały. My tu jednak gdybamy, a Victoria nie tylko odpowiedziała, ale nawet odpowiadała normalnie. Nie burczała, nie odpowiadała pół zdaniami. Wbrew jej mniemaniu bardzo szybko by go zniechęciła takim zachowaniem. Mimo wszystko nawet jakby ją trącił butem dla zabawy, bo byłby do tego zdolny, to gdyby nawet po tym nie było żadnej reakcji dałby jej święty spokój. Również nie miał ochoty w gniewie i nienawiści pchać tego do przodu. A na pewno nie chciał, żeby ktokolwiek tu na kogokolwiek podnosił głos. Nie lubił tego.
- Moim nieskończonym łańcuszkiem wad. - Kelner przyniósł wino, herbatę i whiskey, stawiając dwa pierwsze po stronie kobiety. Sauriel złapał za szklanicę i uniósł ją w ramach toastu, by upić głęboki łyk.
Uśmiechnął się z niedowierzaniem, kiedy wypowiedziała następne zdanie. Te pytania - że co za różnica, komu. Że efekt byłby ten sam. Uniósł brwi, patrząc na nią, jakby stała się UFO, zamigotała nad łanami zboża swoim magicznym, okrągłym statkiem kosmicznym i spłynęła w towarzystwie neonowych światełek, objawiając mu się jako istota cudaczna i wcześniej niepoznana.
- Naprawdę tak myślisz? - What the... Okeej, teraz nie wiedział, czy jeszcze bardziej jej współczuć, czy może raczej podziwiać jej odwagę. Nie, nie wiedział, ile ma lat. Kim jest. To jest - wiedział, kim jest, Victoria Lestrange że jest aurorem. Że lubi kwiaty. Nie lubi fajek i nie lubi pijaków. Nie lubi też chamów i prostaków. W zasadzie to zaczynał myśleć, że nie lubi po prostu takich typów, jak on. I cholera, mądra dziewucha! Nie powinna. Te, które lubiły takich złych chłopców, po prostu źle kończyły. Tylko na papierze, w książkach, brzmiało to tak dobrze i romantycznie. - Mugol nie. Własna rodzina już bardziej. - Całkiem trafne porównanie. Ująłby to w nieco innych słowach, ale faktycznie, niech będzie taka kulturka, że nie zmienił tego na "nasrał" i nie wypowiedział tego brzydkiego słowa przy damie. Na jej jednak następne słowa uśmiech i mina mu zrzedła. Kiedy powiedziała, że przedstawili ją przed tym dwie minuty przed wyjściem. Teraz tylko jedna brewka powędrowała do góry. Trzymał palce dłoni splecione przed sobą. Tym razem pierścionków nie zdjął. W tym sygnetu rodowego. Zabawne, że za to ona się uśmiechnęła. Zaraz, jeśli oni ją poinformowali dwie minuty przed... Zaczął na nią spoglądać wyjątkowo czujnie. Miła odmiana od braku zainteresowania i zblazowania na jego twarzy. Skupił się. Na tu i teraz. Na niej. Tak by to wyglądało. W rzeczywistości jednak jego mózg ruszył galopem po odpowiednich pytaniach, by znaleźć się na końcu odpowiedzi: ona nie wie. Ona, kurwa, nie wiedziała. Zrobiło mu się nieco nieswojo - sięgnął palcami do krawata, żeby go poluzować.
- Jestem gotów zaryzykować. - Jeśli już miał być pająkiem... to byłby wdzięczny, gdyby go rozdeptała. Ale tego nie powiedział. Przynajmniej skończyłoby się to... wszystko.
- Moim nieskończonym łańcuszkiem wad. - Kelner przyniósł wino, herbatę i whiskey, stawiając dwa pierwsze po stronie kobiety. Sauriel złapał za szklanicę i uniósł ją w ramach toastu, by upić głęboki łyk.
Uśmiechnął się z niedowierzaniem, kiedy wypowiedziała następne zdanie. Te pytania - że co za różnica, komu. Że efekt byłby ten sam. Uniósł brwi, patrząc na nią, jakby stała się UFO, zamigotała nad łanami zboża swoim magicznym, okrągłym statkiem kosmicznym i spłynęła w towarzystwie neonowych światełek, objawiając mu się jako istota cudaczna i wcześniej niepoznana.
- Naprawdę tak myślisz? - What the... Okeej, teraz nie wiedział, czy jeszcze bardziej jej współczuć, czy może raczej podziwiać jej odwagę. Nie, nie wiedział, ile ma lat. Kim jest. To jest - wiedział, kim jest, Victoria Lestrange że jest aurorem. Że lubi kwiaty. Nie lubi fajek i nie lubi pijaków. Nie lubi też chamów i prostaków. W zasadzie to zaczynał myśleć, że nie lubi po prostu takich typów, jak on. I cholera, mądra dziewucha! Nie powinna. Te, które lubiły takich złych chłopców, po prostu źle kończyły. Tylko na papierze, w książkach, brzmiało to tak dobrze i romantycznie. - Mugol nie. Własna rodzina już bardziej. - Całkiem trafne porównanie. Ująłby to w nieco innych słowach, ale faktycznie, niech będzie taka kulturka, że nie zmienił tego na "nasrał" i nie wypowiedział tego brzydkiego słowa przy damie. Na jej jednak następne słowa uśmiech i mina mu zrzedła. Kiedy powiedziała, że przedstawili ją przed tym dwie minuty przed wyjściem. Teraz tylko jedna brewka powędrowała do góry. Trzymał palce dłoni splecione przed sobą. Tym razem pierścionków nie zdjął. W tym sygnetu rodowego. Zabawne, że za to ona się uśmiechnęła. Zaraz, jeśli oni ją poinformowali dwie minuty przed... Zaczął na nią spoglądać wyjątkowo czujnie. Miła odmiana od braku zainteresowania i zblazowania na jego twarzy. Skupił się. Na tu i teraz. Na niej. Tak by to wyglądało. W rzeczywistości jednak jego mózg ruszył galopem po odpowiednich pytaniach, by znaleźć się na końcu odpowiedzi: ona nie wie. Ona, kurwa, nie wiedziała. Zrobiło mu się nieco nieswojo - sięgnął palcami do krawata, żeby go poluzować.
- Jestem gotów zaryzykować. - Jeśli już miał być pająkiem... to byłby wdzięczny, gdyby go rozdeptała. Ale tego nie powiedział. Przynajmniej skończyłoby się to... wszystko.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.