Kolejny raz skinął głową. Skoro Richard dysponował odpowiednimi papierami, mogliby wykorzystać je nawet wcześniej - zwracając się o wsparcie jego kandydatury do zaufanych osób. Łatwiej było przekonać człowieka do pomocy, kiedy na takowej potencjalnie sam mógł coś zyskać. Zapunktować za sprawą polecenia kogoś, kto posiadał pewne dokonania. Miał na swoim koncie pewne sukcesy. Zwłaszcza w obecnej sytuacji, kiedy w kraju trwała przecież wojna - ktoś taki mogłby zostać uznany za istotny nabytek.
- Skompletuj te dokumenty i następnie przekaż mi ich kopie, łatwiej będzie nakłonić pewne osoby do współpracy. - poinformował brata. Tak na sam koniec, bo i niewiele więcej było już w tym temacie do dodania. O ile cokolwiek by się w ogóle znalazło. Nie było sensu przeciągać tego na siłę.
Nie tracił czasu na to, żeby poprosić Richarda o wcześniejszą informacje na wypadek konieczności udania się do Norwegii. Nie wydawało mu się to konieczne. Potrzebne. Nie miał przed sobą dzieciaka, którego należało pominać odnośnie każdej jednej sprawy. Tak przynajmniej uważał. Tak mu się wydawało. Mogli więc w pełni skupić się na kolejnej kwestii, o którą młodszy z bliźniaków zahaczył. Nieco zabawnej.
- I jego... i niekoniecznie jego. - wzruszył ramionami. Prawda była taka, że tego rodzaju sugestia padła podczas rozmowy z Alexandrem. W dodatku padła też z ust samego Alexandra. Na ile jednak poważnie o czymś takim kuzyn myślał? Tutaj pojawiały się dość... uzasadnione wątpliwości. I gdyby tylko Axel zachowywał się inaczej. Gdyby nie drażnił tak bardzo Roberta... można było sobie gdybać. Rozważać inne opcje. - Powiedzmy, że coś takiego padło podczas naszej rozmowy. I skoro zostawił to na mojej głowie, postanowiłem dostosować się do otrzymanych wytycznych.
Dostosować najlepiej jak tylko potrafił. O tym jednak już nie wspomniał. Nie zająknął się nawet słowem na temat swojej dokładności. Dbałości o szczegóły. Uwagi jaką temu poświęcił. Zakończył bez dodawania tych dodatkowych informacji. Sięgnął po papiery. Po pióro. Kałamarz. Delikatna sugestia? Próba przekazania bratu, żę powinien wracać do pracy? Najpewniej owszem. Na to wyglądało.
Potwierdziły to następnie słowa.
- Muszę dokończyć, żeby wreszcie rozliczyć czerwiec. - zauważył. Było już nieco po czasie, ale kto by się przejmował dodatkowymi dwoma dniami? Nie miał nad sobą szefa. Przełożonego. Pracował na własny rachunek. Mógł sobie więc pozwolić na własne tempo pracy. Takie, które mu odpowiadało. Liczyło się jedynie to, żeby wszystko ogarnąć. Zamknąć każdy jeden temat. Następnie zapłacić należny podatek. Bardzo dużo i zarazem też bardzo mało.