07.05.2024, 15:26 ✶
Pierwsze fazy upijania się były zwykle przyjemne. Peregrin lubił ten moment, gdy było mu po prostu lekko. Mimo że w jego głowie krążył rój myśli, nie wszystkie były w pełni uświadomione, a wraz z wypijanymi kolejkami odrzucał coraz więcej z nich. W końcu dochodził do momentu, że miał siłę skupić się na jednej tylko — zazwyczaj na tej, żeby mówić płynnie i z minimalnym sensem. Przestawał jednak łączyć złożone wątki, nie filtrował wszystkiego, co mówi i robi, było w nim więcej swobody.
Gdy więc wpatrywał się w tarota, tylko na tymże rozkładzie był w stanie się skoncentrować. Co przy Mildred Moody nie było łatwe.
— Daj ssspokój, Mills. — Podniósł na nią wzrok. — Ciebie nie da się ograniczyć żadną obrożą. Może i nic stałego ci nie wyjdzie, ale tę wędrówkę to odbędziesz do krainy rozkoszy cielesnej. — Sięgnął po Diabła i zamachał nim, aby podkreślić swoje słowa. — Chyba że trafisz na beznadziejnych kochanków. Powinnaś być mi wdzięczna, a nie się boczysz. Chciałaś ośmiu pał, a tu, sama widzisz, jeszcze dziewiąta. Tę ja ci stawiam. Czy też postawiłbym, gdybyś miała pałę.
Podobne żarty były zupełnie nie w jego stylu. Jeśli już czynił dwuznaczności, to dużo subtelniej i tak, żeby pod żadnym pozorem nie odnosiły się przypadkiem bezpośrednio do niego. Karmelówka skutecznie usunęła jednak zahamowania, a kuzynka o plugawym języku tym swoim ciągłym gadaniem o ruchaniu, niedoruchaniu i pałkach sama otworzyła temu tekstowi drzwi.
Gdy dziewczyna wstała, Trelawney zebrał karty i przymknął na chwilę oczy, aby uspokoić niespokojną, nietrzeźwą głowę. Przetasował talię, aby po losie Millie nie pozostał w niej ślad i schował z powrotem do pudełeczka.
Prezent, znów wróciła do tematu prezentu.
Zaciekawiony Peregrin podążył za kuzynką. Stanął za jej plecami, pochylił się i podparł ręką o bliższy skos tak, że zawisł nad siedzącą Moody i patrzył jej z góry na ręce. Powiedzieć, że była to pozycja stabilna, nie można. Wręcz przeciwnie, bujał się nieco z lewej do prawej, ale póki co dzielnie trzymał wciąż na nogach.
— Jeśli chciałaś usłyszeć samo miłe, trzeba było iść ulicznemu szalbierzowi zapłacić, żeby ci nakłamał za parę knutów — Zachwiał się, gdy nieco omsknęła mu się ręka oparta o skos, lecz zaraz wrócił do stabilniejszej pozycji. — Ale jak pokażesz mi, co tam dla mnie masz, to i ja ci nakłamię. Cokolwiek sobie zażyczysz.
Gdy więc wpatrywał się w tarota, tylko na tymże rozkładzie był w stanie się skoncentrować. Co przy Mildred Moody nie było łatwe.
— Daj ssspokój, Mills. — Podniósł na nią wzrok. — Ciebie nie da się ograniczyć żadną obrożą. Może i nic stałego ci nie wyjdzie, ale tę wędrówkę to odbędziesz do krainy rozkoszy cielesnej. — Sięgnął po Diabła i zamachał nim, aby podkreślić swoje słowa. — Chyba że trafisz na beznadziejnych kochanków. Powinnaś być mi wdzięczna, a nie się boczysz. Chciałaś ośmiu pał, a tu, sama widzisz, jeszcze dziewiąta. Tę ja ci stawiam. Czy też postawiłbym, gdybyś miała pałę.
Podobne żarty były zupełnie nie w jego stylu. Jeśli już czynił dwuznaczności, to dużo subtelniej i tak, żeby pod żadnym pozorem nie odnosiły się przypadkiem bezpośrednio do niego. Karmelówka skutecznie usunęła jednak zahamowania, a kuzynka o plugawym języku tym swoim ciągłym gadaniem o ruchaniu, niedoruchaniu i pałkach sama otworzyła temu tekstowi drzwi.
Gdy dziewczyna wstała, Trelawney zebrał karty i przymknął na chwilę oczy, aby uspokoić niespokojną, nietrzeźwą głowę. Przetasował talię, aby po losie Millie nie pozostał w niej ślad i schował z powrotem do pudełeczka.
Prezent, znów wróciła do tematu prezentu.
Zaciekawiony Peregrin podążył za kuzynką. Stanął za jej plecami, pochylił się i podparł ręką o bliższy skos tak, że zawisł nad siedzącą Moody i patrzył jej z góry na ręce. Powiedzieć, że była to pozycja stabilna, nie można. Wręcz przeciwnie, bujał się nieco z lewej do prawej, ale póki co dzielnie trzymał wciąż na nogach.
— Jeśli chciałaś usłyszeć samo miłe, trzeba było iść ulicznemu szalbierzowi zapłacić, żeby ci nakłamał za parę knutów — Zachwiał się, gdy nieco omsknęła mu się ręka oparta o skos, lecz zaraz wrócił do stabilniejszej pozycji. — Ale jak pokażesz mi, co tam dla mnie masz, to i ja ci nakłamię. Cokolwiek sobie zażyczysz.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie