Im dłużej Sophie się nie pojawiała, tym bardziej niepokoiła się Selar. Może coś źle zrozumiała? Wreszcie skrzatka postanowiła kontrolnie zajrzeć do jadalni. Niby dyskretnie, ale jej pojawienie się - do tego z ciastkami! - nie umknęło uwadze Charlesa, który z miejsca podkradł jedno z ciastek przy pomocy magii. W reakcji na to Selar aż pisnęła! Zaskoczona, ale i nieco przestraszona.
- Iii! - padło z jej strony, po czym wycofała się z pomieszczenia. W zasadzie to teleportowała się z niego. Bo przecież panienka zakazała, a tutaj przez jej nieporadność, przez głupotę, znów coś poszło nie tak jak powinno. Niemądra Selar zawsze tylko pakowała się w problemy. A Sophie w ostatnim czasie i tak była jakaś taka... pochmurna? Skrzatka nawet nie wiedziała jak to określić. Była natomiast pewna tego, że bardzo chciała poprawić panience humor.
Zmarszczył brwi, widząc że Sophie nie zamierzała się posłusznie wycofać z gabinetu. W którym momencie to wszystko poszło nie tak, jeśli mowa o wychowaniu córki? Nie tylko zajmowała się nielegalną produkcją alkoholu, ale do tego kompletnie go nie słuchała. Wyglądało na to, że nie znała nawet swojego miejsca. Może to wina Hogwartu? Albo rodziców tej jej przyjaciółki... jak to jej było? Amelia? Anna? Amanda...? Tej, której rodzice zajmowali się produkcją alkoholu.
- Sophie, nie powinnaś tak naciskać na pana Borgina. - upomniał dziewczynę. Najpewniej nie pierwszy raz zdarzyło się, aby odnosił się do córki w ten sposób przy innych. Sam jednak niekoniecznie dostrzegał, że sam tym sposobem zachowywał się nie do końca we właściwy sposób. - To nie wypada. Zwłaszcza dziewczynie z dobrego domu. Takiej jak Ty. - kontynuował, przez moment w ogóle nie zwracając uwagi na Stanleya. W większym stopniu skupił się na córce, która w jego mniemaniu zachowywała się wręcz karygodnie. Nie tak ją wychowywał. Nie takie zasady starał się wpajać przez lata.
Czy musiał teraz zastanowić się nad pewnymi sprawami i może... wprowadzić w tym domu inne, nowe zasady? Kolejne wymagania? Nie mógł pozwolić na to, żeby jego myśli biegły w tym kierunku. Nie teraz. Aż potrząsnął głową, starając się ich pozbyć.
- Aczkolwiek co do rozmowy, dokończymy ją innym razem. Na ten moment wszystko jest jasne i zrozumiałe? - tym samym dał mu do zrozumienia, że powinien zbierać się do wyjścia. O ile chciał to zrobić. O ile tylko ciekawość nie popchnęłaby go do tego, żeby jednak przyjąć zaproszenie. Zostać na śniadaniu i udawać przed wszystkimi, że jest po prostu przyjacielem rodziny. W końcu czy kolejna taka szansa, szansa poznania własnych krewnych, mogła się trafić w najbliższym czasie? Tutaj pewności być nie mogło.