08.05.2024, 23:49 ✶
Chyba nie udało mu się powstrzymać tego złośliwie-przyjacielskiego uśmiechu na twarzy, który wywołała refleksja, że chyba właśnie nieco przestraszył swoją kuzynkę. No cóż. Nie zemdlała, więc mógł się z tego śmiać. Inaczej pewnie do śmiechu by mu nie było.
Podszedł do niej, udając, że przekręca niewidzialny zamek tuż przy ustach, a potem wyrzuca równie niewidzialny kluczyk za siebie.
– Spokojnie. Nawet gdyby jakimś cudem twoja matka się dowiedziała, to najwyżej przemycimy się w skrzyni z herbatą do Ameryki, abyś mogła uniknąć jakichkolwiek zaręczyn. Ewentualnie na twoje miejsce pod welonem podstawimy Laurenta – zapewnił ją rozbawiony, a potem sam odwzajemnił uścisk, mrucząc pod nosem krótkie Dobrze cię widzieć. – Przykro mi, ale tańczę tylko w ostateczności, a ty nie wydawałaś się być wystarczająco cierpiąca. – Szkoda było tracić energię, której tego dnia nie miał znowu, aż tak dużo (przyjęcia po dyżurze przy jego zdrowiu robiły swoje) na tańczenie na dość nudnym bankiecie. Zwłaszcza, że przecież musiał jeszcze kogoś odwiedzić. I pewnie udać się na przejażdżkę.
– Hm... Powiedzmy, że nie wiem, jak spojrzę Sylvaine'owi w oczy po tak długim czasie – stwierdził, chociaż oboje doskonale wiedzieli, jak łagodny i wyrozumiały był Sylvaine – abrakasan Basiliusa. – Zupełnie nie miałem ostatnio czasu, aby go odwiedzić i uznałem, że skoro już tu jestem to lepiej to wykorzystać. Poza tym z całym szacunkiem do ciotki i wuja, ale wyprawiali znacznie ciekawsze bankiety, niż ten. Byłaby szansa, byś pożyczyła mi jedno jabłko? – Zupełnie nie pomyślał, by samemu coś zabrać, a teraz nie za bardzo chciał wracać do środka i ryzykować, że ktoś jednak będzie czegoś od niego chciał. A Sylvaine'owi jednak należało się jabłko. – No dobrze, dwa jabłka.– Wiedział, że jego abrakasan był szalenie zakochany w jednej klaczy i będzie mu smutno, jeśli Basilius i jej nic nie przyniesie.
Podszedł do niej, udając, że przekręca niewidzialny zamek tuż przy ustach, a potem wyrzuca równie niewidzialny kluczyk za siebie.
– Spokojnie. Nawet gdyby jakimś cudem twoja matka się dowiedziała, to najwyżej przemycimy się w skrzyni z herbatą do Ameryki, abyś mogła uniknąć jakichkolwiek zaręczyn. Ewentualnie na twoje miejsce pod welonem podstawimy Laurenta – zapewnił ją rozbawiony, a potem sam odwzajemnił uścisk, mrucząc pod nosem krótkie Dobrze cię widzieć. – Przykro mi, ale tańczę tylko w ostateczności, a ty nie wydawałaś się być wystarczająco cierpiąca. – Szkoda było tracić energię, której tego dnia nie miał znowu, aż tak dużo (przyjęcia po dyżurze przy jego zdrowiu robiły swoje) na tańczenie na dość nudnym bankiecie. Zwłaszcza, że przecież musiał jeszcze kogoś odwiedzić. I pewnie udać się na przejażdżkę.
– Hm... Powiedzmy, że nie wiem, jak spojrzę Sylvaine'owi w oczy po tak długim czasie – stwierdził, chociaż oboje doskonale wiedzieli, jak łagodny i wyrozumiały był Sylvaine – abrakasan Basiliusa. – Zupełnie nie miałem ostatnio czasu, aby go odwiedzić i uznałem, że skoro już tu jestem to lepiej to wykorzystać. Poza tym z całym szacunkiem do ciotki i wuja, ale wyprawiali znacznie ciekawsze bankiety, niż ten. Byłaby szansa, byś pożyczyła mi jedno jabłko? – Zupełnie nie pomyślał, by samemu coś zabrać, a teraz nie za bardzo chciał wracać do środka i ryzykować, że ktoś jednak będzie czegoś od niego chciał. A Sylvaine'owi jednak należało się jabłko. – No dobrze, dwa jabłka.– Wiedział, że jego abrakasan był szalenie zakochany w jednej klaczy i będzie mu smutno, jeśli Basilius i jej nic nie przyniesie.