09.05.2024, 14:39 ✶
Ulysses go wkurzał.
Nikotyna zwykle wystarczała, aby stłumić irytację Cathala, ale teraz gniew wcale nie rozpłynął się w kłębach wydmuchiwanego dymu, kiedy Shafiq kierował się na molo nad jeziorem. Nie odpowiedział na tę przeklętą idiotkę, bo w ogóle nie miał ochoty rozmawiać z Rookwoodem – a poza tym, czy on naprawdę musiał tylko powtarzać słowa Cathala jak jakaś papuga?
Oczywiście, że chciał iść z Ginewrą i Nell. Jeśli pójdą z Ginewrą i Nell, będzie ich więcej, i może będzie mniej wkurwiać się na sam widok Ulyssesa. Entuzjazm Rookwooda wobec pobytu w Windermere jeszcze niedawno Shafiqa trochę bawił, a trochę wręcz cieszył - bo przecież Ulysses rzadko czymś się entuzjazmował - a teraz tylko go gniewał. Czym tu się w ogóle ekscytować, jakąś mugolską dziurą na końcu świata, przeklętymi kaczkami, które nikogo naprawdę nie interesowały, wyspą na środku jeziora, taką samą jak setki innych wysp w Brytanii? Zamek w Carlise mógł być interesującym miejscem do zobaczenia, ale Ulysses swoim zachowaniem na pewno zepsuje całe zwiedzanie, będzie nieznośnie sztywny…
– Masz czasem własne zdanie, Ulyssesie, czy tylko powtarzasz po ojcu albo po mnie? – spytał, kiedy ten najpierw zgodził się z tą przeklętą idiotką, potem że jeżeli Nell i Ginny się zgodzą, a wreszcie, że nie pojawili się tu, by łowić ryby.
W żadnym słowie Ulyssesa nie było niczego złego, a jednak podstawa Rookwooda tak rozgniewała Cathala, że ten nie mógł powściągnąć irytacji i wreszcie dał jej do pewnego stopnia wyraz. Chociaż normalnie przecież nie skierowałby takich słów do Ulyssesa: nie do niego. Ten był jego przyjacielem i Shafiq doskonale wiedział, jak pewne rzeczy bierze do siebie, i że ich nie zapomina (jak mógłby zapomnieć?), a analizuje, zastanawia się, co zrobił nie tak, ale teraz…
Teraz był po prostu zły.
Zacisnął się dymem po raz kolejny, już przy drewnianym pomoście, a potem wygasił i wyrzucił niedopałek. I odruchowo sięgnął znów po paczkę, bo czuł, że naprawdę cholernie potrzebuje nikotyny, jeśli ma się powstrzymać przed daniem Ulyssesowi w łeb.
Nie był pewien, skąd ta nagła chęć na rozkwaszenie Rookwoodowi nosa, ale myśl o tym na dobre rozgościła się w głowie Cathala.
– I wątpię, żebyśmy zdążyli zobaczyć wszystko – powiedział, chociaż pomyślał, że zwiedzanie tego wału to absolutnie niedorzeczna propozycja, równie wkurwiająca jak to całe karmienie kaczek. Zapatrzył się w dal, ku wyspie, ku temu „mitycznemu Avalonowi”, który w istocie jawił się w oczach Cathala absolutnie zwyczajnie.
Nikotyna zwykle wystarczała, aby stłumić irytację Cathala, ale teraz gniew wcale nie rozpłynął się w kłębach wydmuchiwanego dymu, kiedy Shafiq kierował się na molo nad jeziorem. Nie odpowiedział na tę przeklętą idiotkę, bo w ogóle nie miał ochoty rozmawiać z Rookwoodem – a poza tym, czy on naprawdę musiał tylko powtarzać słowa Cathala jak jakaś papuga?
Oczywiście, że chciał iść z Ginewrą i Nell. Jeśli pójdą z Ginewrą i Nell, będzie ich więcej, i może będzie mniej wkurwiać się na sam widok Ulyssesa. Entuzjazm Rookwooda wobec pobytu w Windermere jeszcze niedawno Shafiqa trochę bawił, a trochę wręcz cieszył - bo przecież Ulysses rzadko czymś się entuzjazmował - a teraz tylko go gniewał. Czym tu się w ogóle ekscytować, jakąś mugolską dziurą na końcu świata, przeklętymi kaczkami, które nikogo naprawdę nie interesowały, wyspą na środku jeziora, taką samą jak setki innych wysp w Brytanii? Zamek w Carlise mógł być interesującym miejscem do zobaczenia, ale Ulysses swoim zachowaniem na pewno zepsuje całe zwiedzanie, będzie nieznośnie sztywny…
– Masz czasem własne zdanie, Ulyssesie, czy tylko powtarzasz po ojcu albo po mnie? – spytał, kiedy ten najpierw zgodził się z tą przeklętą idiotką, potem że jeżeli Nell i Ginny się zgodzą, a wreszcie, że nie pojawili się tu, by łowić ryby.
W żadnym słowie Ulyssesa nie było niczego złego, a jednak podstawa Rookwooda tak rozgniewała Cathala, że ten nie mógł powściągnąć irytacji i wreszcie dał jej do pewnego stopnia wyraz. Chociaż normalnie przecież nie skierowałby takich słów do Ulyssesa: nie do niego. Ten był jego przyjacielem i Shafiq doskonale wiedział, jak pewne rzeczy bierze do siebie, i że ich nie zapomina (jak mógłby zapomnieć?), a analizuje, zastanawia się, co zrobił nie tak, ale teraz…
Teraz był po prostu zły.
Zacisnął się dymem po raz kolejny, już przy drewnianym pomoście, a potem wygasił i wyrzucił niedopałek. I odruchowo sięgnął znów po paczkę, bo czuł, że naprawdę cholernie potrzebuje nikotyny, jeśli ma się powstrzymać przed daniem Ulyssesowi w łeb.
Nie był pewien, skąd ta nagła chęć na rozkwaszenie Rookwoodowi nosa, ale myśl o tym na dobre rozgościła się w głowie Cathala.
– I wątpię, żebyśmy zdążyli zobaczyć wszystko – powiedział, chociaż pomyślał, że zwiedzanie tego wału to absolutnie niedorzeczna propozycja, równie wkurwiająca jak to całe karmienie kaczek. Zapatrzył się w dal, ku wyspie, ku temu „mitycznemu Avalonowi”, który w istocie jawił się w oczach Cathala absolutnie zwyczajnie.