22.12.2022, 20:47 ✶
Zasady o tym, by na siłę wydawać kogoś za mąż były przestarzałe i nie powinny mieć miejsca. Cało to gonienie za czystością krwi... mało historia pokazała, że to nawet nie jest zdrowe? Że generuje to problemy, choroby? Lecz nie. Czarodzieje nie uczyli się na swoich błędach, a nawet wynosili na piedestał swoje przekonania, że nie ma nic lepszego poza błękitem krwi. Kiedy zaś poczuli, że ich ideały upadają, a grunt robi się grząski, postanowili zainwestować w największego wariata, w jakiego tylko mogli. Czarny Pan był u szczytu swoich możliwości, a na pewno nie pokazał jeszcze nawet ćwiartki tego, co mógł zrobić i czego mógł dokonać.
- Co za różnica? - Było to pół pytanie, pół stwierdzenie. Bo różnicy nie robiło żadnej. Autor to autor, a bycie czarodziejem czy nim nie bycie to żaden wyznacznik. Te dwa światy nigdy nie powinny zostać rozdzielone. Napędzało to jakiś wzajemny strach i nienawiść. Z drugiej strony nienawiść by jednak nie zniknęła sama w sobie. Nie było pewnie dobrych rozwiązań, można powiedzieć "zrobili, co w ich mocy" patrząc w przeszłość. Czarodzieje przecież doświadczyli tak samo wiele złego z rąk mugoli jak i w drugą stronę. - Fantastycznie. Cieszę się twoim szczęściem i ekscytującym życiem. - Każdy miał jakiś własny wyznacznik. Znów można było powiedzieć: spójrz w lustro. Co byś tam zobaczył? Jakie "ekscytacje"? Takie życie wybrała i takiego życia chciała. Od pracy do pracy, żeby tak mijał tydzień. Zajęcia potem w domu i znowu do pracy. W kółko. Powtórz. Maszyna wetknięta w szarość i nudę rzeczywistości. Przynajmniej była w nią wetknięta. Nie było tutaj jednak czego pozazdrości, a jednak ciężko było nie powiedzieć, że godne pozazdroszczenia było trzymanie się swojej ścieżki. Osiąganie tego, co naprawdę chciało się osiągnąć. Ona to robiła. Tak jej pasowało. Nie potrzebowała chleba i igrzysk, nie oczekiwała fajerwerków. Chciała mieć karierę. Jak każdy całkowicie normalny człowiek. Ale proszę bardzo, oto i wracamy do poprzedniego tonu. Chociaż nawet nie. Bo teraz w jego głosie słychać było rozdrażnienie. Chwyciła go mała irytacja, tak jak on teraz mocniej zacisnął palce na szklance i upomniał samego siebie, żeby jednak nie zaciskać tej ręki mocniej. Chociaż miał ochotę. Jednak żeby poleciało szkło, by zostało stłuczone. Nie lubił się hamować. Naprawdę tego nie lubił. Ale jak jej słuchał teraz to nóż mu się w kieszeni otwierał.
- Naprawdę? Będziesz mi musiała kiedyś o nich opowiedzieć. Umieram z ciekawości. - Haha, taki żarcik z tym umieraniem... Następne pytanie może i było spodziewane, ale jakoś wypłynęło naturalnie. Zaskoczyło tak czy siak. Troszeczkę. - Opryskliwy? Ja? Nigdy bym tak nie zrobił. - Ten wieczór płynął zdecydowanie za wolno. - Jaki mam być, jeśli nie opryskliwy? Przez jakąś minutę byłem i to było i tak za dużo. - Nawiązał do krótkiej wymiany zdań apropo książek i poezji. - Źle to odbierasz, Cukiereczku. Ja tego nie utrudniam. Wręcz przeciwnie. To jest moja sympatyczna strona. - A tej gorszej nawet nie chciał jej pokazywać, bo nie była niczemu winna.
- Co za różnica? - Było to pół pytanie, pół stwierdzenie. Bo różnicy nie robiło żadnej. Autor to autor, a bycie czarodziejem czy nim nie bycie to żaden wyznacznik. Te dwa światy nigdy nie powinny zostać rozdzielone. Napędzało to jakiś wzajemny strach i nienawiść. Z drugiej strony nienawiść by jednak nie zniknęła sama w sobie. Nie było pewnie dobrych rozwiązań, można powiedzieć "zrobili, co w ich mocy" patrząc w przeszłość. Czarodzieje przecież doświadczyli tak samo wiele złego z rąk mugoli jak i w drugą stronę. - Fantastycznie. Cieszę się twoim szczęściem i ekscytującym życiem. - Każdy miał jakiś własny wyznacznik. Znów można było powiedzieć: spójrz w lustro. Co byś tam zobaczył? Jakie "ekscytacje"? Takie życie wybrała i takiego życia chciała. Od pracy do pracy, żeby tak mijał tydzień. Zajęcia potem w domu i znowu do pracy. W kółko. Powtórz. Maszyna wetknięta w szarość i nudę rzeczywistości. Przynajmniej była w nią wetknięta. Nie było tutaj jednak czego pozazdrości, a jednak ciężko było nie powiedzieć, że godne pozazdroszczenia było trzymanie się swojej ścieżki. Osiąganie tego, co naprawdę chciało się osiągnąć. Ona to robiła. Tak jej pasowało. Nie potrzebowała chleba i igrzysk, nie oczekiwała fajerwerków. Chciała mieć karierę. Jak każdy całkowicie normalny człowiek. Ale proszę bardzo, oto i wracamy do poprzedniego tonu. Chociaż nawet nie. Bo teraz w jego głosie słychać było rozdrażnienie. Chwyciła go mała irytacja, tak jak on teraz mocniej zacisnął palce na szklance i upomniał samego siebie, żeby jednak nie zaciskać tej ręki mocniej. Chociaż miał ochotę. Jednak żeby poleciało szkło, by zostało stłuczone. Nie lubił się hamować. Naprawdę tego nie lubił. Ale jak jej słuchał teraz to nóż mu się w kieszeni otwierał.
- Naprawdę? Będziesz mi musiała kiedyś o nich opowiedzieć. Umieram z ciekawości. - Haha, taki żarcik z tym umieraniem... Następne pytanie może i było spodziewane, ale jakoś wypłynęło naturalnie. Zaskoczyło tak czy siak. Troszeczkę. - Opryskliwy? Ja? Nigdy bym tak nie zrobił. - Ten wieczór płynął zdecydowanie za wolno. - Jaki mam być, jeśli nie opryskliwy? Przez jakąś minutę byłem i to było i tak za dużo. - Nawiązał do krótkiej wymiany zdań apropo książek i poezji. - Źle to odbierasz, Cukiereczku. Ja tego nie utrudniam. Wręcz przeciwnie. To jest moja sympatyczna strona. - A tej gorszej nawet nie chciał jej pokazywać, bo nie była niczemu winna.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.