12.05.2024, 21:41 ✶
Dissuję kuzyna, tańczę z siostrą.
Chciał wyciągnąć papierosa, ostatecznie słysząc tę opowieść, napił się łyka wódki. Każdy miał swoje słabości. Słabością Alastora nie była wódka, słabością Alastora była jego siostra, z całym tym arsenałem pojebanych słów. Głęboka miłość i uznanie nie pomagały jednak w tym, że czasami za nią zwyczajnie nie nadążał.
- I dopiero te urodziny zrobiłaś w klimacie Alicji? - Parsknął. Nie było chuja we wsi, że by to przeczytał, pewnie by to tylko położył na biurku w biurze i poszedł na tym spać. Ale gdyby nagrali kiedyś wersję kinową, to poszedłby z nią na to do kina.
Kuzynowi zdołał odpowiedzieć na zaczepkę tylko dlatego, że Mills zapchała się żarciem. Czyli jednak coś ich wszystkich łączyło poza tym, że byli permanentnie smutni i niezbyt dobrze dogadywali się z rodzicami.
- Nazywasz urodziny mojej siostry stypą? Wezmę wolne w Yule tylko po to, żeby zapytać cię przy stole kiedy przyprowadzisz do domu dziewczynę.
Poprzepychałby się z nim jeszcze, chociaż niekoniecznie leżało to w jego naturze. Nie z baku sympatii, tylko ot tak, dla sportu, skoro się tu przypałętał i dźgał kijem akurat ją. Ostatnio coraz częściej odnajdywał w sobie skłonności do takiego zachowania, bo... cóż, coraz częściej (o czym Mills na szczęście nie wiedziała - to dopiero byłby najgorszy prezent na urodziny w życiu) myślał o Eden, a rozmowy z nią potrafiły przybrać różne formy - często tą formą była nieustanna walka. No, w każdym razie - przestrzeni na więcej słów tam nie było, bo najmłodsza Moody działała szybko. Alastor powiedziałby nawet, że za szybko, wszak gdyby nie obsesja na punkcie bycia na wszystko przygotowanym, pewnie by się z tym ceramicznym imbrykiem wypieprzył na twarz.
- Ej wiesz, że to zabrzmiało cholernie dwuznacznie? - Gdyby wiedział o tym minutę wcześniej, dopierdoliłby Cainowi tekstem, żeby wziął sobie ciasteczko. Nawet chciał coś o tym dodać, ale zamiast tego parsknął z tego, jak ją od tego jednego gryza pieprznął piorun. - Wyglądasz wspaniale, jakby ci uczniowie piątej klasy rzucili Erecto na włosy. - Nawet tafione - ciasteczko tematycznie. - Zapraszam piękną pannę. - Ukłonił się jej jak książę proszący do tańca najpiękniejszą damę tegoż balu (i była to prawda, ktokolwiek by temu dzisiaj zaprzeczył dostałby w gębę), po czym nie zważając na paskudne uwagi, z którymi być może zechce rozliczyć się za chwilę, zatańczył z nią.
Alastor nie tańczył dobrze. Był pijanym wujkiem tańczącym na twoim weselu - śmiesznym, podejrzanie w tym zdolnym jak na kogoś, kto prawie w ogóle nie wychodził z pracy, przyciągającym uwagę (hej, miał prawie dwa metry), ale jednocześnie depczącym partnerkom po piętach i czasami decydującym się na tak durne ruchy, aby zamaskować niedoświadczenie byciem wesołkiem. O jedno zakręcenie za dużo, o dwa podrzucenia partnerką do góry więcej niż się tego spodziewały - ale zawsze z szerokim uśmiechem i czystą intencją, jaką była zabawa. Piątkowe wieczory lubił spędzać w klubie, gdzie tańczyło się swing. Coraz częściej zamiast pić tam piwo, decydował się dołączać do reszty.
Chciał wyciągnąć papierosa, ostatecznie słysząc tę opowieść, napił się łyka wódki. Każdy miał swoje słabości. Słabością Alastora nie była wódka, słabością Alastora była jego siostra, z całym tym arsenałem pojebanych słów. Głęboka miłość i uznanie nie pomagały jednak w tym, że czasami za nią zwyczajnie nie nadążał.
- I dopiero te urodziny zrobiłaś w klimacie Alicji? - Parsknął. Nie było chuja we wsi, że by to przeczytał, pewnie by to tylko położył na biurku w biurze i poszedł na tym spać. Ale gdyby nagrali kiedyś wersję kinową, to poszedłby z nią na to do kina.
Kuzynowi zdołał odpowiedzieć na zaczepkę tylko dlatego, że Mills zapchała się żarciem. Czyli jednak coś ich wszystkich łączyło poza tym, że byli permanentnie smutni i niezbyt dobrze dogadywali się z rodzicami.
- Nazywasz urodziny mojej siostry stypą? Wezmę wolne w Yule tylko po to, żeby zapytać cię przy stole kiedy przyprowadzisz do domu dziewczynę.
Poprzepychałby się z nim jeszcze, chociaż niekoniecznie leżało to w jego naturze. Nie z baku sympatii, tylko ot tak, dla sportu, skoro się tu przypałętał i dźgał kijem akurat ją. Ostatnio coraz częściej odnajdywał w sobie skłonności do takiego zachowania, bo... cóż, coraz częściej (o czym Mills na szczęście nie wiedziała - to dopiero byłby najgorszy prezent na urodziny w życiu) myślał o Eden, a rozmowy z nią potrafiły przybrać różne formy - często tą formą była nieustanna walka. No, w każdym razie - przestrzeni na więcej słów tam nie było, bo najmłodsza Moody działała szybko. Alastor powiedziałby nawet, że za szybko, wszak gdyby nie obsesja na punkcie bycia na wszystko przygotowanym, pewnie by się z tym ceramicznym imbrykiem wypieprzył na twarz.
- Ej wiesz, że to zabrzmiało cholernie dwuznacznie? - Gdyby wiedział o tym minutę wcześniej, dopierdoliłby Cainowi tekstem, żeby wziął sobie ciasteczko. Nawet chciał coś o tym dodać, ale zamiast tego parsknął z tego, jak ją od tego jednego gryza pieprznął piorun. - Wyglądasz wspaniale, jakby ci uczniowie piątej klasy rzucili Erecto na włosy. - Nawet tafione - ciasteczko tematycznie. - Zapraszam piękną pannę. - Ukłonił się jej jak książę proszący do tańca najpiękniejszą damę tegoż balu (i była to prawda, ktokolwiek by temu dzisiaj zaprzeczył dostałby w gębę), po czym nie zważając na paskudne uwagi, z którymi być może zechce rozliczyć się za chwilę, zatańczył z nią.
Alastor nie tańczył dobrze. Był pijanym wujkiem tańczącym na twoim weselu - śmiesznym, podejrzanie w tym zdolnym jak na kogoś, kto prawie w ogóle nie wychodził z pracy, przyciągającym uwagę (hej, miał prawie dwa metry), ale jednocześnie depczącym partnerkom po piętach i czasami decydującym się na tak durne ruchy, aby zamaskować niedoświadczenie byciem wesołkiem. O jedno zakręcenie za dużo, o dwa podrzucenia partnerką do góry więcej niż się tego spodziewały - ale zawsze z szerokim uśmiechem i czystą intencją, jaką była zabawa. Piątkowe wieczory lubił spędzać w klubie, gdzie tańczyło się swing. Coraz częściej zamiast pić tam piwo, decydował się dołączać do reszty.
fear is the mind-killer.