13.05.2024, 00:07 ✶
Od kilku lat po alkohol sięgał raczej w towarzystwie, głównie gdy wychodził gdzieś ze znajomymi. Nigdy nie był jakimś szczególnym fanem procentów, szczególnie od momentu, gdy po pijaku nieco narozrabiał. Wstydliwe wspomnienia skutecznie odciągały go od kieliszka, ale dzisiejszego wieczoru drinki były dla niego istnym wybawieniem. Ledwo już wytrzymywał ze stresem, którego poziom normy przekroczył już kilka godzin temu. Miał jedynie nadzieję, że zadziała to na niego relaksująco bez efektów ubocznych. Naprawdę nie chciał się przed nią wygłupić.
Gdy zaczęła się przechwalać, na twarzy mimowolnie pojawił mu się lekki uśmiech. Nie było w nim jednak krztyny ironii, słuchaj jej z faktycznym zaciekawieniem. Już w szkole dała się poznać jako niezwykle rezolutna osoba, także uwierzenie w jej słowa nie było jakoś szczególnie trudne. Kusiło go podpytać o jakieś przykłady z teraźniejszości, ale postanowił odłożyć to pytanie w czasie. Nie chciał w końcu jej tak o wszystko wypytywać na początku rozmowy. To był przyjacielski wypad do baru, a nie przesłuchanie w Wizengamocie.
— Czuję się uprzedzony, aczkolwiek zdecydowanie nie chciałbym ci podpaść — odparł z lekkim zakłopotaniem, wspominając przy tym rozmowę, którą odbyli kilka dni wcześniej w Mungu. Nie chciał tego powtarzać, głównie dlatego, że wciąż było mu za to wszystko głupio. Poza tym jakoś nieszczególnie chciał, żeby źle o nim myślała. Tak po prostu, bo przecież nie było w tym żadnego większego sensu. Dlaczego więc wciąż czuł wyrzuty sumienia?
Na szczęście (chyba?) Vior potrafiła zaskakująco dobrze przeciągnąć jego uwagę na zupełnie inne, chociaż równe niewygodne tematy. Czy wierzył na słowo w to, że wyciągałaby go z gabinetu siłą, robiąc przy tym sceny? Znał jej matkę, trochę o siedzącej przy nim kobiecie słyszał, a przede wszystkim sam doświadczył charakteru, który drzemał w tej niewinnie wyglądającej kobiecie. Tak, wierzył jej na słowo. — Osobiście wolałbym tego uniknąć, ale reszta pracowników miałaby pewnie tematy do plotkowania na następny miesiąc. Mając na uwadze to oraz fakt, że wolałbym nie wyjść źle przed moimi pacjentami... zgadzam się na Twoją propozycję. Miej tylko na uwadze, że skazujesz się na częstsze przebywanie ze mną — Śmianie się z samego siebie nie było dla niego niczym nowym. Już w szkole zdarzało mu się w ten sposób umniejszać konfliktom, a czasem unikać także pobicia. Jak widać, stare nawyki wciąż dość mocno w nim siedziały.
Onieśmielała go. Jej otwartość, werwa, odwaga — po prostu czuł, że jest od niego lepsza. Jakim cudem postanowiła z nim gdzieś wyjść?
— Znaczy się — zaczął niepewnie, w duchu rozważając jej propozycję. — Jeśli chcesz, to możemy się założyć, ale masz coś konkretnego na myśli? — odparł, rozglądając się przy tym w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby posłużyć jako źródło zakładu. Normalnie raczej się w to nie bawił, ale w tym wieczorze chyba nic nie było na swoim miejscu, także co za różnica?
Gdy zaczęła mu wyjaśniać swoją ze znajomość z barmanem, który okazał się Ronaldem, przyjął to bez większego zastanowienia. Przecież nie miała żadnego powodu do kłamstwa, a i to, co powiedziała, miało całkiem sporo sensu. — Miło mi poznać — rzucił jeszcze w stronę mężczyzny stojącego za barem, wychodząc z założenia, że znajomi Vior są jego znajomymi. Niezwykle przyjemny człowiek, ewidentnie.
Naprawdę starał się podejść do tego wszystkiego z humorem, ale jej pewność siebie po prostu go peszyła. Nie zdziwiłby się, gdyby po tym wieczorze jego uszy na stałe przybrałyby czerwony odcień. — Jako lekarz i profesjonalista nie mogę mieć faworytów, także dyplomatycznie wstrzymam się z odpowiedzią. Poza tym nie chcę zrazić do siebie moich potencjalnych pacjentów — odparł, drugie zdanie dodając bez większego zastanowienia, bo tak, Vior była całkiem miłą odmianą od gromady starszych pań i kobiet z płaczącymi dziećmi. Gdy dotarło do niego, co właśnie powiedział, nieco się zakłopotał. Zapewne niepotrzebnie, bo nie był to jakoś szczególnie wyszukany komplement, ale jak na niego było to całkiem sporo.
Na szczęście z ratunkiem znowu przybyło zakłopotanie, tym razem w obliczu kolejnego strofowania z jej strony. Przez chwilę czuł się, jak gdyby znowu stali na korytarzu w Mungu. — Niech będzie, zostawię za ladą łożko polowe, ale obiecuję, że następnym razem dojdę do łóżka, okey? ...czyli w sumie dzisiaj. Obiecuję grzecznie się położyć i przespać, hm, sześć godzin. Akurat mam wolny weekend — mówił nieco niepewnie, powoli dobierając słowa. Czuł się jak saper, który próbuje rozbroić pole minowe, którym w tym wypadku było dalsze rozczarowanie ze strony kobiety. Naprawdę nie chciał, żeby miała o nim negatywne zdanie.
Ucieszyło go, gdy usłyszał, że planowała dalej rozwijać swój biznes. Zdążył już pooglądać jej wyroby i był przekonany, że odniesie sukces. Taki talent rzadko kiedy się trafia. — Co prawda przykro mi słyszeć o tym szefie, ale cieszy mnie, że planujesz to dalej rozwijać. Jestem szczerze zachwycony Twoimi wyrobami i mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł znowu coś zakupić. O ile oczywiście będziesz miała coś, co nie jest jeszcze zarezerwowane — odparł ciepło, posyłając jej szeroki uśmiech. Był absolutnie poważny i szczerze wierzył w słowa, które właśnie wypowiadał. — Opowiedziałem o Twoich wyrobach mojemu ojcu i będzie chciał kupić coś na rocznicę dla mamy. Wspomniałem też znajomemu, ma się przejść do zakładu Twojego szefa — dodał jeszcze, nieco mniej pewnie. Miał nadzieję, że nie będzie miała mu tego za złe. W końcu reklamował ją bez pytania o zgodę.
— Wydaje mi się, że tak. W sensie, nie wiem, co innego miałbym robić. Chciałbym pomagać ludziom, a w Mungu jest ich zawsze najwięcej. Nie interesuje mnie kariera w Ministerstwie, niekoniecznie chcę zostać znanym i szanowanym profesorem, który tylko wykłada i nigdy nie zajmuje się chorymi. Marzy mi się wynalezienie leków na choroby, które wciąż męczą ludzi, ale póki co skutki są dość mizerne — Przy końcówce nieco się skrzywił, ale uśmiech zaraz powrócił na jego twarz. Upił nieco płynu z kieliszka zawierającego cosmopolitana, po czym skupił swój wzrok na Vior. — Jakie masz najmilsze wspomnienie ze szkoły? Nie brakuje ci czasem tamtych czasów? — rzucił, próbując znaleźć kolejne tematy do rozmowy. Naprawdę nie chciał, żeby zapadła między nimi niezręczna cisza.
Gdy zaczęła się przechwalać, na twarzy mimowolnie pojawił mu się lekki uśmiech. Nie było w nim jednak krztyny ironii, słuchaj jej z faktycznym zaciekawieniem. Już w szkole dała się poznać jako niezwykle rezolutna osoba, także uwierzenie w jej słowa nie było jakoś szczególnie trudne. Kusiło go podpytać o jakieś przykłady z teraźniejszości, ale postanowił odłożyć to pytanie w czasie. Nie chciał w końcu jej tak o wszystko wypytywać na początku rozmowy. To był przyjacielski wypad do baru, a nie przesłuchanie w Wizengamocie.
— Czuję się uprzedzony, aczkolwiek zdecydowanie nie chciałbym ci podpaść — odparł z lekkim zakłopotaniem, wspominając przy tym rozmowę, którą odbyli kilka dni wcześniej w Mungu. Nie chciał tego powtarzać, głównie dlatego, że wciąż było mu za to wszystko głupio. Poza tym jakoś nieszczególnie chciał, żeby źle o nim myślała. Tak po prostu, bo przecież nie było w tym żadnego większego sensu. Dlaczego więc wciąż czuł wyrzuty sumienia?
Na szczęście (chyba?) Vior potrafiła zaskakująco dobrze przeciągnąć jego uwagę na zupełnie inne, chociaż równe niewygodne tematy. Czy wierzył na słowo w to, że wyciągałaby go z gabinetu siłą, robiąc przy tym sceny? Znał jej matkę, trochę o siedzącej przy nim kobiecie słyszał, a przede wszystkim sam doświadczył charakteru, który drzemał w tej niewinnie wyglądającej kobiecie. Tak, wierzył jej na słowo. — Osobiście wolałbym tego uniknąć, ale reszta pracowników miałaby pewnie tematy do plotkowania na następny miesiąc. Mając na uwadze to oraz fakt, że wolałbym nie wyjść źle przed moimi pacjentami... zgadzam się na Twoją propozycję. Miej tylko na uwadze, że skazujesz się na częstsze przebywanie ze mną — Śmianie się z samego siebie nie było dla niego niczym nowym. Już w szkole zdarzało mu się w ten sposób umniejszać konfliktom, a czasem unikać także pobicia. Jak widać, stare nawyki wciąż dość mocno w nim siedziały.
Onieśmielała go. Jej otwartość, werwa, odwaga — po prostu czuł, że jest od niego lepsza. Jakim cudem postanowiła z nim gdzieś wyjść?
— Znaczy się — zaczął niepewnie, w duchu rozważając jej propozycję. — Jeśli chcesz, to możemy się założyć, ale masz coś konkretnego na myśli? — odparł, rozglądając się przy tym w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby posłużyć jako źródło zakładu. Normalnie raczej się w to nie bawił, ale w tym wieczorze chyba nic nie było na swoim miejscu, także co za różnica?
Gdy zaczęła mu wyjaśniać swoją ze znajomość z barmanem, który okazał się Ronaldem, przyjął to bez większego zastanowienia. Przecież nie miała żadnego powodu do kłamstwa, a i to, co powiedziała, miało całkiem sporo sensu. — Miło mi poznać — rzucił jeszcze w stronę mężczyzny stojącego za barem, wychodząc z założenia, że znajomi Vior są jego znajomymi. Niezwykle przyjemny człowiek, ewidentnie.
Naprawdę starał się podejść do tego wszystkiego z humorem, ale jej pewność siebie po prostu go peszyła. Nie zdziwiłby się, gdyby po tym wieczorze jego uszy na stałe przybrałyby czerwony odcień. — Jako lekarz i profesjonalista nie mogę mieć faworytów, także dyplomatycznie wstrzymam się z odpowiedzią. Poza tym nie chcę zrazić do siebie moich potencjalnych pacjentów — odparł, drugie zdanie dodając bez większego zastanowienia, bo tak, Vior była całkiem miłą odmianą od gromady starszych pań i kobiet z płaczącymi dziećmi. Gdy dotarło do niego, co właśnie powiedział, nieco się zakłopotał. Zapewne niepotrzebnie, bo nie był to jakoś szczególnie wyszukany komplement, ale jak na niego było to całkiem sporo.
Na szczęście z ratunkiem znowu przybyło zakłopotanie, tym razem w obliczu kolejnego strofowania z jej strony. Przez chwilę czuł się, jak gdyby znowu stali na korytarzu w Mungu. — Niech będzie, zostawię za ladą łożko polowe, ale obiecuję, że następnym razem dojdę do łóżka, okey? ...czyli w sumie dzisiaj. Obiecuję grzecznie się położyć i przespać, hm, sześć godzin. Akurat mam wolny weekend — mówił nieco niepewnie, powoli dobierając słowa. Czuł się jak saper, który próbuje rozbroić pole minowe, którym w tym wypadku było dalsze rozczarowanie ze strony kobiety. Naprawdę nie chciał, żeby miała o nim negatywne zdanie.
Ucieszyło go, gdy usłyszał, że planowała dalej rozwijać swój biznes. Zdążył już pooglądać jej wyroby i był przekonany, że odniesie sukces. Taki talent rzadko kiedy się trafia. — Co prawda przykro mi słyszeć o tym szefie, ale cieszy mnie, że planujesz to dalej rozwijać. Jestem szczerze zachwycony Twoimi wyrobami i mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł znowu coś zakupić. O ile oczywiście będziesz miała coś, co nie jest jeszcze zarezerwowane — odparł ciepło, posyłając jej szeroki uśmiech. Był absolutnie poważny i szczerze wierzył w słowa, które właśnie wypowiadał. — Opowiedziałem o Twoich wyrobach mojemu ojcu i będzie chciał kupić coś na rocznicę dla mamy. Wspomniałem też znajomemu, ma się przejść do zakładu Twojego szefa — dodał jeszcze, nieco mniej pewnie. Miał nadzieję, że nie będzie miała mu tego za złe. W końcu reklamował ją bez pytania o zgodę.
— Wydaje mi się, że tak. W sensie, nie wiem, co innego miałbym robić. Chciałbym pomagać ludziom, a w Mungu jest ich zawsze najwięcej. Nie interesuje mnie kariera w Ministerstwie, niekoniecznie chcę zostać znanym i szanowanym profesorem, który tylko wykłada i nigdy nie zajmuje się chorymi. Marzy mi się wynalezienie leków na choroby, które wciąż męczą ludzi, ale póki co skutki są dość mizerne — Przy końcówce nieco się skrzywił, ale uśmiech zaraz powrócił na jego twarz. Upił nieco płynu z kieliszka zawierającego cosmopolitana, po czym skupił swój wzrok na Vior. — Jakie masz najmilsze wspomnienie ze szkoły? Nie brakuje ci czasem tamtych czasów? — rzucił, próbując znaleźć kolejne tematy do rozmowy. Naprawdę nie chciał, żeby zapadła między nimi niezręczna cisza.