Nic ponad, jak więzy krwi. Tak zawsze powtarzał mu ojciec, a on niczym misjonarz wiary w te słowa powtarzał je dalej światu. Chociaż Louvain bardziej starał przekazywać te maksymę w czynach, niż w samych słowach, tak jak zwykle robił to ojciec. Właściwie był wychowywany w atmosferze troski o własną bliźniaczkę, więc zarówno pochlebne słowa i gesty miał w naturze. Dlatego wcale nie musiał udawać ckliwie zachowawczego. Bez wskazywania palcem, ale kilka osób z bliskiej rodziny najchętniej wymieniłby na lepszy model, ale na pewno nie słodką Trixi. No bo umówmy się, śmierciożercza krówka była złotym dzieckiem ich pokolenia i gdyby miała tyle lat co on, to był pewien, że to Bellatrix byłaby na jego miejscu, po lewicy Czarnego Pana. Po prostu świat jeszcze nie zdążył się przekonać na co tak naprawdę stać młodą Blackównę.
Jednak odpuścił już z dalszych komplementów, co za dużo to niezdrowo. Tych jeszcze na pewno zdąży się jeszcze sporo nasłuchać w życiu. Bardzo go to cieszyło, kiedy bliscy z rodziny byli prawomyślni w tym znaczeniu, że byli przekonani o wyższości i wynikającej z niej własnej sprawczości. Dlatego zaśmiał się nad kieliszkiem wina, kiedy Bella zapewniła go, że przecież mogą wszystko. Było w tym coś podtrzymującego na duchu w tych słowach. Czasami rzeczywiście mógł o tym zapominać, zbyt często idąc z losem na kompromis. Pokiwał jedynie twierdząco głową, bo wytłumaczenie teraz kuzynce tego całego cyrku z jego siostrą i jej cygańskim narzeczonym było zbyt męczące. I tak prędzej, czy później znajdzie ostateczne rozwiązanie tej kwestii.
Za to mimowolny uśmieszek wkradł mu się na twarz, kiedy kątem oka przyglądał się ruchom i gestom swojej towarzyszki wieczoru. Znakomite maniery z dobrego domu cieszyły jego oko, a na dodatek wszystko okraszone wrodzoną gracją Trixi. Prawie mógłby się zakochać, gdyby nie nagła zmiana atmosfery. Zdecydowanie bardziej przejął się teraz tym co trapiło Bellę, niż własnymi problemami. Bolączki najbliższych zawsze były jego słabością.
Im bardziej wsłuchiwał się w jej słowa tym bardziej uśmiech zanikał na jego ustach. - Wiesz... Gdyby nie był to mój kuzyn, bez wahania doradziłbym Ci co powinnaś odpowiedzieć na zarzut słabości... - odpowiedział dość miękkim głosem z być może delikatnie sarkastycznym spojrzeniem. I faktycznie, ciężko było mu wprost powiedzieć, że najlepszą odpowiedzią na to kiedy ktoś nazwie cię słabym jest wpierdol. Mógł co najwyżej zasugerować. - Ale racja, nie miał prawa Cię tak nazywać. - dorzucił momentalnie. Mógł przypisać kuzynce przywarę, na upartego może z dwie, chociaż nigdy na głos, to nigdy nie powiedziałby, że jest słaba. Kiedy tylko widział, że panna Black upija łyk z kieliszka, on momentalnie uzupełniał zawartość, nie będzie jej przecież żałował wina. Z alkoholom zdecydowanie łatwiej rozmawiało się o takich sprawach. A skoro taka gęsta i czarna atmosfera zaczynała się tutaj powoli kreować, może warto było pójść w te nuty. Być może za chwilę znalazłby sposób jak przekonwertować te emocje, które widział na twarzy kuzynki. - Kiedy mnie ktoś tak nazywał, zawsze musiał to odszczekać. - z zadziornym uśmieszkiem zamierzał nieco sprowokować i podburzyć Trixi. Już dawno nie widział wkurzonej krówki.