Skrzat. Słysząc o tej opcji, po prostu przez dłuższą chwilę przyglądał się Charlesowi. Bez słowa. Jakby czekając aż ten swoje słowa cofnie. Przedstawi w tym miejscu inną, rozsądną propozycje. Bo kto to słyszał, żeby skrzaty domowe pomagały w sprawach biznesowych? Nawet w stopniu ograniczonym. Naprawdę niewielkim. Coś nie do pomyślenia. Część klientów zapewne uznałaby to z obrazę. Brak szacunku. Ewentualnie – profesjonalizmu.
Wreszcie pokręcił głową. Naprawdę musiał bratankowi tłumaczyć takie podstawy?
- Wiesz czym zajmują się skrzaty domowe? – wreszcie się odezwał. Rozczarowany podejściem chłopaka starał się zarazem zadbać o to, żeby nie wybrzmiało to w jego głosie. Robert zawsze był spokojny. Opanowany. Zależało mu na tym, aby nie okazywać na zewnątrz tego, co działo się w środku. O ile nie uznał tego z jakiś powodów za konieczne. – Dbaniem o dom. O porządek. Potrzeby swojej rodziny. Przygotowywaniem posiłków. To służba. I o ile służba rzeczywiście mogłaby odpowiadać za przekazywanie nam korespondencji, w tym przypadku nie wyobrażam sobie postawienie na takie rozwiązanie. W biznesie to tak nie działa. Czy na miejscu klienta chciałbyś utrzymywać kontakty z kimś, kto na miejscu pozostawił jedynie skrzata? Nie zdecydował się na żadnych przedstawicieli, posiadających stosowne uprawnienia? – tutaj dał mu chwilę na to, żeby w jakikolwiek sposób na to pytanie zareagował. Niezależnie od tego, co Charles zrobił, jak postąpił, czy w ogóle zabrał głos, po dłuższej chwili Robert kontynuował wcześniejszą wypowiedź. – Widzisz, Charlie, ja bym z takiej współpracy zrezygnował. Nigdy nie wiesz czy nie wydarzy się coś, co będzie wymagało szybszej reakcji. Działań podjętych już, zamiast jutro. To nie jest dobre rozwiązanie i gdybyś wcześniej zdecydował się omówić szczegóły wiążące się z waszą przeprowadzką, znaleźlibyśmy w porę inne rozwiązanie. Jestem naprawdę rozczarowany tym, w jaki sposób to wszystko się odbyło. Bo pokazuje mi jedno – nie jesteś wystarczająco dorosły, żeby zajmować się istotnymi kwestiami związanymi z rodzinnym biznesem.
Celowo w swojej wypowiedzi pominął kwestie tego, kto miał decydować o ewentualnym powrocie Charlesa do Oslo. Nie to, że w ogóle chciał go tam odsyłać. Po prostu wiedział, że to Richard był jego ojcem. Uważał, że sporą częścią kwestii tyczących się dzieciaka, jego brat powinien zająć się sam. Osobiście. On chciał tu jedynie omówić to, co wiązało się z rodzinnym biznesem i ich dotychczasową współpracą. Być może również ze współpracą późniejszą. O ile tylko takowa będzie kontynuowana. Nigdy wszak nie wiadomo, co przyniosą kolejne dni. Los potrafi człowieka zaskoczyć.
- Jakość wyrobów to tylko jedna z wielu kwestii. – zauważył. Przez chwilę milczał skupiony na ostatnich słowach chłopaka. Zrobi co będzie musiał. Tylko co zrobić teraz powinni? Wszyscy, praktycznie wszyscy znaleźli się w Londynie. Czy mogli pozwolić sobie na przekazanie części pieniędzy na… swego rodzaju rozwój biznesu? Było ich na to stać?
Przeciągał. Zastanawiał się nad tym wszystkim. Analizował dostępne opcje. Jedna, jedna z nich zdawała się mieć nieco sensu. Wydawała się być najmniej problematyczną – o ile tylko dopisze im odpowiednio dużo szczęścia. Wreszcie westchnął.
- Zwolnię pracownika zatrudnionego dotąd w naszym sklepie. Pozwoli mi to zwolnić środki niezbędne na zatrudnienie kogoś w Norwegii. Z racji na to, że sam doprowadziłeś do tego zamieszania, postarasz się w ciągu dwóch tygodni znaleźć w Oslo kilku kandydatów i umówisz ich na spotkanie ze mną lub Twoim ojcem. To jeszcze ustalę z Richardem. Wybierzemy spośród nich kogoś odpowiedniego. Natomiast Ty… - tu pokręcił lekko głową. Co to miało znaczyć. – Sam sobie na to zapracowałeś, dlatego zamiast mojego dotychczasowego człowieka, zajmiesz się Olibanum. Naszym sklepem. Nie zapłacę Ci pełnej dniówki, ale pozwolę się wykazać. Jeśli uda Ci się zwiększyć nasze dochody, to w pierwszej kolejności zwiększą się Twoje zarobki.
Czy to była propozycja? Niekoniecznie. Raczej zadanie. Zadanie, ale też i szansa na wykazania się. Tylko czym było Olibanum? Podobnie jak Twój brat czy Sophie, nie mogłeś mieć pojęcia o tym, że Twoja rodzina posiadała sklep. Ani też, gdzie konkretnie on się znajduje. Przecież praktycznie zawsze spotykali się ze wszystkimi w miejscach publicznych. Kawiarniach. Restauracjach. Ewentualnie w grę wchodził też gabinet Roberta. Najwyraźniej Londyn miał przed Tobą odkryć kilka tajemnic.