13.05.2024, 15:30 ✶
Chwila odpoczynku w urokliwych okolicznościach przyrody przed przekroczeniem granic miejsca nieznanego i potencjalnie niebezpiecznego była dobrym pomysłem. Szczególnie że oddech Peregrinusa wciąż był ciężki i urywany po wysiłku.
— Oczywiście. Myślisz, że ta licha trawa mu wystarczy? — Poklepał wymownie wierzchowca, prowadząc go ku strumieniowi.
Na wszelki wypadek zabrali ze stadniny niewielką podróżną torbę z sianem. Highlandy wywodziły się jednak z tych gór, a więc przodkowie ich gniadosza za podstawę diety mieli tę rzadką, miejscami uschniętą roślinność.
Trelawney pozostawił kuca przywiązanego do jednego z drzewek w zasięgu wody, po czym sam obmył ręce w lodowatym górskim strumieniu, wzdrygając się pod wpływem temperatury. Wytarł mokre dłonie w spodnie i poczęstował się pasztecikiem oferowanym przez kuzyna, któremu podziękował uśmiechem i skinieniem głowy. Pałaszując przekąskę, przysiadł na kamieniu i wyciągnął z plecaka notes.
— Zastanawiałem się jeszcze w drodze nad tymi runami — zaczął, wertując stronice notatek.
Nawiązywał do szkicu odwzorowującego inskrypcje wyryte w ścianie jaskini. Pokazywał go wcześniej Leonowi, ale nie potrafił tego od razu rozgryźć. Rysunek był dość ogólny, nie wszystkie znaki z groty zachowały się dobrze, czas zatarł je, a i szkicując w ciemnościach, Trelawney mógł niedokładnie je oddać.
— Założyłem, że sięgają czasów celtyckich. Pisma wskazywały, że druidzi mogli spotykać się w tych górach. Narady, rytuały, te tematy. — Schrupał w namyśle kęs pasztecika. — Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że są niezwiązane z żadnym rytuałem. Ktokolwiek je wydrapał, zrobił to bardzo krzywo. Obstawiłem niedbalstwo, a to mógł być pośpiech. Ta ostatnia runa — wskazał palcem jeden z symboli w swoim zeszycie — jest niekompletna. Próbowałem dopasować ją do starszego alfabetu, nic nie miało sensu. Lecz jeśli uzupełnić ją w symbol z późniejszego okresu i dodać jeden znak… o tak — dorysował ołówkiem kilka kreseczek. — Wychodzi wołanie o pomoc.
Peregrinus powiódł wzrokiem ku jaskini, marszcząc brwi.
— To oczywiście tylko teoria. Napis jest tak niewyraźny, że równie dobrze to mógł być zwykły nonsens lub zupełnie inne słowo — podsumował, wzruszając ramionami.
— Oczywiście. Myślisz, że ta licha trawa mu wystarczy? — Poklepał wymownie wierzchowca, prowadząc go ku strumieniowi.
Na wszelki wypadek zabrali ze stadniny niewielką podróżną torbę z sianem. Highlandy wywodziły się jednak z tych gór, a więc przodkowie ich gniadosza za podstawę diety mieli tę rzadką, miejscami uschniętą roślinność.
Trelawney pozostawił kuca przywiązanego do jednego z drzewek w zasięgu wody, po czym sam obmył ręce w lodowatym górskim strumieniu, wzdrygając się pod wpływem temperatury. Wytarł mokre dłonie w spodnie i poczęstował się pasztecikiem oferowanym przez kuzyna, któremu podziękował uśmiechem i skinieniem głowy. Pałaszując przekąskę, przysiadł na kamieniu i wyciągnął z plecaka notes.
— Zastanawiałem się jeszcze w drodze nad tymi runami — zaczął, wertując stronice notatek.
Nawiązywał do szkicu odwzorowującego inskrypcje wyryte w ścianie jaskini. Pokazywał go wcześniej Leonowi, ale nie potrafił tego od razu rozgryźć. Rysunek był dość ogólny, nie wszystkie znaki z groty zachowały się dobrze, czas zatarł je, a i szkicując w ciemnościach, Trelawney mógł niedokładnie je oddać.
— Założyłem, że sięgają czasów celtyckich. Pisma wskazywały, że druidzi mogli spotykać się w tych górach. Narady, rytuały, te tematy. — Schrupał w namyśle kęs pasztecika. — Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że są niezwiązane z żadnym rytuałem. Ktokolwiek je wydrapał, zrobił to bardzo krzywo. Obstawiłem niedbalstwo, a to mógł być pośpiech. Ta ostatnia runa — wskazał palcem jeden z symboli w swoim zeszycie — jest niekompletna. Próbowałem dopasować ją do starszego alfabetu, nic nie miało sensu. Lecz jeśli uzupełnić ją w symbol z późniejszego okresu i dodać jeden znak… o tak — dorysował ołówkiem kilka kreseczek. — Wychodzi wołanie o pomoc.
Peregrinus powiódł wzrokiem ku jaskini, marszcząc brwi.
— To oczywiście tylko teoria. Napis jest tak niewyraźny, że równie dobrze to mógł być zwykły nonsens lub zupełnie inne słowo — podsumował, wzruszając ramionami.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie