Nie było tutaj typowego ogrodu. Nie było go już teraz. Na tyłach budynku przetrwało jednak kilka krzewów. Kwiatów. O te jednak, wydawało się, nikt już obecnie nie dbał. Przynajmniej - w wystarczającym stopniu. Być może właścicielka, wiekowa już, nie miała na to wystarczająco sił. Zdecydowała się więc zlikwidować to, co dawniej budziło podziw miejscowych. Przyciągało ich uwagę. Zachowała jedynie nieliczne, owocowe drzewa. Jeszcze trochę, a będzie można sięgnąć po rosnące na nich jabłka. Teraz jednak było na to zbyt wcześnie. Pozostawały wciąż zielone. Nie były dojrzałe. Jeśli natomiast mowa o altanie, Nicholas musiał się rozczarować. Takowej nie było.
Robert nie potrzebował wiele czasu na to, żeby namierzyć właściwy klucz. Choć tych otrzymał od Lorraine kilka, zidentyfikowanie właściwego, nie stanowiło dla niego większego wyzwania. A gdyby jednak, przypadkiem, tego rodzaju problem się pojawił - można było skorzystać z magii. Wszak nic nie stało temu na przeszkodzie.
Umieścił klucz w zamku. Przekręcił. Nacisnął klamkę, a następnie pociągnął drzwi do siebie. Te nie stawiały już oporu. Jedynie nieprzyjemnie zaskrzypiały, zdradzając tym samym, że warto byłoby zająć się zawiasami. Nie był to jednak ich problem. Nie było to coś, czym potrzebowali się zająć. Zwłaszcza, że przyciągnęły ich tutaj ważniejsze kwestie.
- Możesz się na spokojnie rozejrzeć po wnętrzu, wybrać dla siebie odpowiednie pomieszczenie. - poinformował, zapraszając Nicholasa do środka. Sam wszedł dopiero za nim. Zamknął na powrót drzwi. Dla pewności na klucz. Nie spodziewał się, żeby namierzyli ich tutaj jacyś inni czarodzieje, ale wścibscy mugole... tak, oni też potrafili niekiedy narobić zamieszania. Skomplikować proste sprawy. - Ja w tym czasie zająłbym się zabezpieczeniem budynku. I jego czasowym wyciszeniem. Sugerowałbym wybrać jakieś miejsce znajdujące się względnie blisko drzwi, ale zarazem bez okien wychodzących bezpośrednio na ulicę. - niczego nie narzucał, ograniczył się do sugestii. A przecież miał wystarczająco czasu aby zapoznać się z otrzymanymi planami. Poznać rozkład pomieszczeń. Mógł więc na spokojnie wybrać te, które jego zdaniem nada się najlepiej.
Nie uznał jednak, żeby było to coś, czym koniecznie musiał zająć się sam. Osobiście.
Jeśli Nicholas miał jakieś pytania, uwagi - poświęcił mu nieco czasu. Jeśli ich nie miał, obydwaj zajęli się swoimi zadaniami. Zeszło im na to nieco czasu. Nałożenie zaklęć zmęczyło też nieco Roberta, który chętnie sięgnąłby teraz po kubek herbaty. Usiadł w wygodnym fotelu. Zregenerował siły. Przestał odczuwać te cholerne zimno, które teraz dawało się znacznie bardziej we znaki. Zanim jednak będzie mógł sobie na to pozwolić, skupił się na odnalezieniu Nicholasa. Zostało im ustalić kilka końcowych kwestii.
- Wszystko jest w porządku? - zapytał, wchodząc do pomieszczenia. Do tego pomieszczenia, które Nicholas sam, osobiście wybrał. Zamierzał przygotować pod swoje potrzeby. Zatrzymał się w progu. Uważnie rozejrzał po otoczeniu. - Czyli tutaj? - upewnił się, po czym zajął pierwsze z brzegu miejsce. Jakieś krzesło. Fotel. Kanapę. Cokolwiek, co tylko się nadawało. - Musimy jeszcze ustalić co dalej. Ty potrzebujesz kogoś do pomocy, tutaj, na miejscu, a ja potrzebuje informacji o tym, że mogę wysłać swoich ludzi. - postawił sprawy najjaśniej jak tylko był w stanie. Potrafił.