Gęsia skórka pokryła okryte przedramiona czarodzieja, a włoski podniosły się, zarówno z zimna, jak i pewnego rodzaju przeczucia. Morpheus nie ignorował przeczuć. Ostrożnie schodząc po schodach, oświetlając sobie drogę różdżką i unikając poręczy, krocząc przy ścianie, Morpheus podważył tezę Mildred.
— Jeśli rzeczywiście sprawcą jest osobą... Swoją drogą ktoś nim musi być, klątwy nie rzucają się same, to nie będzie to Estella. Z jej dzienników wynika, że była w Hogwarcie w trakcie pierwszych tragedii. Nie sądzę, aby fałszowała coś takiego, jak pamiętniki, aby zostawić je do odnalezienia dla ewentualnych postronnych. Moim zdaniem było coś nie tak z drugą bliźniaczką. Niekoniecznie musiała być sprawczynią, ale w dzienniku Estelli ta poddawała pod wątpliwość, którą z sióstr pochowała.
Początkowo myślał, że to wiatr, przeciąg zrobiony aby wpuścić ciepłego, świeżego powietrza do domostwa, wygonić stęchliznę, ale prędko zorientował się, że to nie wiatr, a dokładniej wtedy, kiedy przeleciał przez ich twarze, sprawiając, że Niewymowny przez chwilę miał złudne wrażenie bezdechu i cofnął się o krok pod wpływem pędu powietrza.
— Mamy towarzystwo poltergeista — stwierdził bardzo zmęczonym tonem. Jeszcze tego im brakowało. Nie lubił duchów.