Trójka mężczyzn zebrała się więc nad dowodami zbrodni, nad tajemnicą, która bardziej należała do przeszłości niż przyszłości, ale nie brzmiała też jako morderstwa dokonane z zimną krwią w sposób mugolski. Nawet Morpheus, niewprawny w pracy detektywistycznej, widział rozrzucone nici babiego lata, które odpowiednio złapane, miały tworzyć sieć pająka, ze sprawcą w centrum. Może zabrałby to do Departamentu Tajemnic, pobadał, jednakże sprawa miała się nieco inaczej, gdy w grę wchodziło to miejsce jako przyszła siedziba Klubu Czytelniczego.
— Może czytali ją po francusku? Wtedy brzmią zgoła inaczej. Myślę, że któraś z bliźniaczek była autorką tych bohomazów. Zastanawia mnie ta tańcząca kobieta. Nie pasuje do całości... — rozmyślał na głos Morpheus, widocznie podekscytowany całą eskapadą. Trochę było to groteskowe, biorąc pod uwagę, jak wiele młodych żyć zostało straconych w Księżycowym Stawie, jak wiele tragedii nosiły w swoich murowanych kościach te przestrzenie, ale nie mógł nic na to poradzić. Nie była to dziwna fascynacja śmiercią, chociaż ta też w nim istniała, chociaż Erik nie mógł pamiętać, jak ogłaszał wszem wobec, że umrze młodo. Coś mu nie wyszło, biorąc pod uwagę siwiznę. Zgodnie jednak z archetypem Niewymownego, interesowało go wszystko, co inne, co tajemnicze i niewyjaśnione.
— Nie wiem, kim ona jest, pojawia się jedynie w dzienniku Estelli. — Podzielił się z nimi fragmentami pamiętnika młodej kobiety, które wzbudziły jego zainteresowanie. — Córka służby? Przyjaciółka z domu? Z tego wynika, że Galahad Bulstrode był wieszczem i widział... czy raczej nie widział przyszłości Justine. To oznacza, że nie żyje, musiała zginąć niedługo po incydencie z dziennika. Nie widzimy przyszłości martwych. Niestety obawiam się, że zanim zaczniemy znosić tutaj swoje tajemnice, trzeba pozbyć się tych starych.
Popatrzył na Patricka i Erika. Czy mieli coś jeszcze, co uzupełni historię?