Dodawanie otuchy? Wspieranie innych? Nie było to coś, w czym sobie radził. Tak po prawdzie, to nawet nie próbował sobie z tym poradzić. Nie uważał, aby było to potrzebne. Tak samo jemu, jak i Sophie. Córka miała przecież wszystko, co niezbędne. Jedzenie. Dach nad głową. Drobniaki na własne potrzeby. Udzielał jej nawet pomocy - choćby teraz, kiedy wpakowała się w pewne tarapaty. A przecież wcale nie musiał. Mógł zwrócić jej uwagę na to, że jest już dorosła. I jako dorosła, takimi sprawami powinna zająć się sama. Tak zapewne postąpiłby na jego miejscu Francis. Tyle tylko, że Robert ze wszystkich sił starał się nie zostać swoim własnym ojcem. Z jednej strony nie potrafił się od niego odciąć, a z drugiej - zwracał uwagę na to, aby nie działać w ten sam sposób. Nie popełniać tych samych błędów.
Kiwnął głową, kiedy córka poinformowała go o tym, że uda się do właściwego pomieszczenia, aby uiścić należną opłatę. Sam nie zamierzał ruszać się z miejsca. Nie widział takowej potrzeby. Poza tym nie miał też nic przeciwko temu, żeby przez chwilę z urzędniczką porozmawiać w cztery oczy. I podziękować jej za tą drobną pomoc.
- Upewnij się, że masz przy sobie czek. - upomniał jeszcze Sophie, nim ta zdecydowała się pędem wylecieć z biura. Posługiwanie się czekiem, w przypadku tak wysokiej sumy, było znacznie wygodniejsze. Bardziej komfortowe. Nie trzeba było czekać, aż urzędnik wszystko przeliczy. Potwierdzi, że suma zgadzała się co do jednego galeona. Tyle dobrego, że była okrągła i nie zawierała niczego po przecinku.
Poczekał aż dziewczyna naniesie poprawki na wskazanym wniosku. Spojrzał też kontrolnie czy wszystko zapisała w sposób poprawny. Nie chciał spędzić tutaj całego dnia. Kiedy zaś Sophie, wraz z czekiem i podanym formularzem udała się uiścić opłatę, został sam z urzędniczką. Mogli poprowadzić przez chwilę luźną rozmowę. Niezobowiązującą.
Wreszcie jednak zeszła ona na temat bardziej poważny.
- Naprawdę uważa pan, że nałożenie na córkę tak wysokiej kary, to dobre rozwiązanie? To taka młoda dziewczyna. - padło. I gdyby w tym momencie Sophie wracała, gdyby tylko okazała się wystarczająco ciekawska, mogłaby cokolwiek z tego usłyszeć. A może nawet zechcieć podsłuchać więcej? - Mogłaby przeznaczyć te pieniądze na rozwój firmy. Wydaje się mieć naprawdę dopracowany pomysł. Dobrze się do tego wszystkiego przy...
Długo to trwało, ale Robert wreszcie kobiecie przerwał. Musiał pierw przetrawić to, że babsko zdecydowało się wtykać nos w jego prywatne sprawy. W sprawy jego rodziny. Córki. Nie tego oczekiwał.
- To moja córka. I to nasze prywatne, rodzinne sprawy. Wiem co jest dla niej najlepsze. I wiem też w jaki sposób powinienem zająć się tą sprawą. Poza tym produkcja alkoholu? Najchętniej wybiłbym jej to z głowy. To nie jest odpowiednie zajęcie dla młodej dziewczyny. - odpowiedział, wyraźnie stawiając granice. I zarazem kończąc też coś, co do tej pory zdawało się nawet miłą rozmową. Przyjemną.
Nawet gdyby teraz próbowali ją kontynuować, słów które padły chwilę wcześniej nie dało się tak po prostu wymazać. Stworzyły pewien dystans. Wpłynęły na atmosferę panującą w pomieszczeniu. Wracająca Sophie, nawet jeśli fragmentu rozmowy nie usłyszała, mogła to nadal wyczuć.