Nie dało się zaprzeczyć temu, że czasy się zmieniały; że zmieniała się rzeczywistość, w której przyszło im wszystkim funkcjonować. Człowiek musiał za tym nadążać. Człowiek musiał dostosować się do nowych wymagań. Potrzeb klientów. Dla Roberta jednak, pewne rozwiązania nadal były czymś nie do przyjęcia. Jednym z takich było wysługiwanie się skrzatem domowym w sprawach biznesowych. Nie chciał nawet o tym myśleć! Zastanawiać się nad potencjalnymi konsekwencjami, gdyby coś przypadkiem poszło nie tak. Dlatego też nawet się nie odzywał. Nawet nie próbował kolejny raz wszystkiego Charlesowi tłumaczyć. Po prostu na niego patrzył. Z tą samą dezaprobatą, co wcześniej. Albo może ciut większą?
Zareagował dopiero, kiedy ze strony chłopaka padły przeprosiny.
- Następnym razem przed podjęciem takiej decyzji, po prostu porozmawiaj - albo ze mną, albo ze swoim ojcem. - upomniał go. Raz jeszcze zwrócił mu uwagę na to, że nie powinien w ten sposób działać przede wszystkim za ich plecami. Bo to oni podejmowali decyzje. Przede wszystkim Robert, ale Richarda od tych spraw nigdy całkowicie nie odciął. Nie miała tutaj dla niego większego znaczenia ostatnia wola ich ojca.
Robert wiedział niewiele? Być może. Prawda była taka, że niezbyt uważnie zajmował się rodzinnym biznesem. Do pewnego stopnia nawet go zaniedbywał, co nagradzało ich wszystkich mniejszymi dochodami niż można było osiągnąć. Zarazem jednak siedział w tym wszystkim na tyle długo, żeby pewne rzeczy rozumieć. Rozumieć pewne zależności. Zajmował się handlem świecami i kadzidłami już prawie 10 lat!
- Tak, pojedziesz do Oslo. - potwierdził. Po części miała to być dla dzieciaka nauczka. Ale też cenna lekcja, skoro najwyraźniej chciał być częścią tego biznesu. Dostawał szanse na to, żeby pokazać się z dobrej strony. Udowodnić, że nie był smarkaczem, który miał wciąż mleko pod nosem. Tylko czy faktycznie był w stanie czemuś takiemu podołać. - Olibanum to sklep. Niewielka, nieoficjalna lokacja, aczkolwiek tutaj wszystkiego dowiesz się już na miejscu. - potwierdził jego przypuszczenia. Założenia. W tym przypadku okazały się trafione. Zaskakujące mogły natomiast okazać się kolejne kwestie wiążące się z tym miejscem, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Będzie odpowiednia pora. Robert tradycyjnie zamierzał dawkować informacje.
Chwilę przyglądał się dzieciakowi bez słowa, kiedy padła z jego strony prośba. Prośba o zachowanie pewnych rzeczy tylko pomiędzy ich dwójką. Zastanawiał się nad tym. Myślał w jaki sposób najlepiej byłoby tę sprawę załatwić. Wykorzystać na swoją korzyść?
- Za każdą przysługę trzeba odpowiednio zapłacić, Charlie. Będziesz miał u mnie dług. - uświadomił chłopaka. Nie odmówił mu, ale oczekiwał czegoś w zamian. I nie chodziło mu tutaj o to, żeby chłopak sam zaproponował sposób spłaty. Nie. On sam miał mieć możliwość skorzystania z tego w odpowiednim momencie. Oczywiście byłaby to przysługa na odpowiednim poziomie, adekwatnym do przewinienia.
Czyli odpowiednio od niego wyższym - inaczej by się nie opłacało.