23.12.2022, 02:02 ✶
Tak naprawdę Daisy w tym momencie nie grała. Tak, sama nie wiedziała, czemu właściwie chciała stanąć oko w oko z kobietą, która stała się chwilową atrakcją na balu Longbottomów, ale do klubokawiarni przywiodła ją raczej ciekawość niż chęć dodatkowego poniżenia właścicielki.
Sięgnęła po portfel by wyciągnąć z niego pieniądze potrzebne do zapłacenia. Położyła je na blat a potem machnęła niedbałym gestem, jakby nie zależało jej na drobnej reszcie, którą powinna otrzymać. Pomyślała, że Darcy będzie zdziwiony, gdy otrzyma od niej muffinkę. Oczywiście mile zdziwiony, bo Daisy nie zakładała, że mógłby nie mieć ochoty na coś słodkiego, podarowanego mu przez siostrę.
Zmarszczyła brwi, gdy Nora wybuchła. Przewróciła oczami, jakby sam zarzut, że mogła przyjść tu dla pieniędzy nie zrobił na niej specjalnego wrażenia. Chociaż pewnie powinien zrobić. I uderzyć w te czulsze nuty jej miłości własnej.
- Czego ty nie zrozumiałaś w tym co powiedziałam? Oddaję ci to zdjęcie. Nie chcę za nie pieniędzy. Nie chcę też cię upokarzać w gazecie. I nie, nie dlatego, że liczę na obsypanie mnie galeonami. Gdybym na to liczyła, poszłabym do Brenny – zauważyła, siląc się na całkiem spokojny ton. O, Longbottomówna sprawiała wrażenie jakby gotowa była słono płacić za spokój Nory, jakby to była co najmniej jej wina, że jakiś nieuk zamienił Figg w bobra. I chociaż klubokawiarnia wyglądała uroczo i pewnie mogła przynosić spore zyski, Longbottomowie i tak byli bogatsi. A Daisy, chociaż nigdy jeszcze nie szantażowała nikogo dla pieniędzy, sądziła, że szantażować to trzeba było najbogatszych i najbardziej zdesperowanych by zachować sprawę w tajemnicy. Nora zaś nie była najbogatsza, a jej desperacja przybierała raczej formę agresji, zupełnie nieprzygotowanej do zamiatania czegokolwiek pod dywan. – Nie uważam byś tamtego wieczoru zrobiła cokolwiek, czym zasłużyłabyś sobie na poniżenie w gazecie. Ale wolałabym, byś wiedziała, że nikt o nim nie napisze, nie dlatego, że ktoś próbował nieudolnie przekupić całe biuro.
A dlatego, że Daisy miała swoje standardy dziennikarskie: obsmarowywała tych, których nie lubiła a wychwalała tych, których lubiła (lub z którymi łączyły ją aktualnie wspólne interesy). Członkowie obydwu grup zmieniali je regularnie w oczach dziennikarki, ale Nora nie należała do żadnej z nich.
Było też jeszcze coś, z czego sama sobie zdała sprawę poniewczasie. Irytowało ją, co spotkało Norę, bo podskórnie traktowała ją jako kogoś nie do końca należącego do kasty zdeprawowanych pieniędzmi czystokrwistych snobów. I to było jakieś takie bardzo wygodne, że przypadkowe zaklęcie trafiło akurat na nią a nie w kogoś z tamtych.
Ostatni raz sięgnęła ku swojemu skoroszytowi. Wyciągnęła z niego jeszcze jedno zdjęcie. Tym razem zwyczajnie magiczne - ruchome. Musiało zostać zrobione jakiś czas przed feralnym tańcem, Nora wyglądała na nim bardzo ładnie. Rozmawiała z Theseusem Fletcherem.
- Dla odmiany to zdjęcie jest w "Proroku Codziennym" - rzuciła, przesuwając je w stronę Nory. - Tylko dość małe. Obok wielu innych, podobnych z balu - opisała. - Za nie też nie chcę pieniędzy - zaznaczyła, a na jej ustach zadrgał cień uśmiechu. - Nie jestem twoim wrogiem.
Sięgnęła po swoje zamówienie, by zabrać je z blatu.
Sięgnęła po portfel by wyciągnąć z niego pieniądze potrzebne do zapłacenia. Położyła je na blat a potem machnęła niedbałym gestem, jakby nie zależało jej na drobnej reszcie, którą powinna otrzymać. Pomyślała, że Darcy będzie zdziwiony, gdy otrzyma od niej muffinkę. Oczywiście mile zdziwiony, bo Daisy nie zakładała, że mógłby nie mieć ochoty na coś słodkiego, podarowanego mu przez siostrę.
Zmarszczyła brwi, gdy Nora wybuchła. Przewróciła oczami, jakby sam zarzut, że mogła przyjść tu dla pieniędzy nie zrobił na niej specjalnego wrażenia. Chociaż pewnie powinien zrobić. I uderzyć w te czulsze nuty jej miłości własnej.
- Czego ty nie zrozumiałaś w tym co powiedziałam? Oddaję ci to zdjęcie. Nie chcę za nie pieniędzy. Nie chcę też cię upokarzać w gazecie. I nie, nie dlatego, że liczę na obsypanie mnie galeonami. Gdybym na to liczyła, poszłabym do Brenny – zauważyła, siląc się na całkiem spokojny ton. O, Longbottomówna sprawiała wrażenie jakby gotowa była słono płacić za spokój Nory, jakby to była co najmniej jej wina, że jakiś nieuk zamienił Figg w bobra. I chociaż klubokawiarnia wyglądała uroczo i pewnie mogła przynosić spore zyski, Longbottomowie i tak byli bogatsi. A Daisy, chociaż nigdy jeszcze nie szantażowała nikogo dla pieniędzy, sądziła, że szantażować to trzeba było najbogatszych i najbardziej zdesperowanych by zachować sprawę w tajemnicy. Nora zaś nie była najbogatsza, a jej desperacja przybierała raczej formę agresji, zupełnie nieprzygotowanej do zamiatania czegokolwiek pod dywan. – Nie uważam byś tamtego wieczoru zrobiła cokolwiek, czym zasłużyłabyś sobie na poniżenie w gazecie. Ale wolałabym, byś wiedziała, że nikt o nim nie napisze, nie dlatego, że ktoś próbował nieudolnie przekupić całe biuro.
A dlatego, że Daisy miała swoje standardy dziennikarskie: obsmarowywała tych, których nie lubiła a wychwalała tych, których lubiła (lub z którymi łączyły ją aktualnie wspólne interesy). Członkowie obydwu grup zmieniali je regularnie w oczach dziennikarki, ale Nora nie należała do żadnej z nich.
Było też jeszcze coś, z czego sama sobie zdała sprawę poniewczasie. Irytowało ją, co spotkało Norę, bo podskórnie traktowała ją jako kogoś nie do końca należącego do kasty zdeprawowanych pieniędzmi czystokrwistych snobów. I to było jakieś takie bardzo wygodne, że przypadkowe zaklęcie trafiło akurat na nią a nie w kogoś z tamtych.
Ostatni raz sięgnęła ku swojemu skoroszytowi. Wyciągnęła z niego jeszcze jedno zdjęcie. Tym razem zwyczajnie magiczne - ruchome. Musiało zostać zrobione jakiś czas przed feralnym tańcem, Nora wyglądała na nim bardzo ładnie. Rozmawiała z Theseusem Fletcherem.
- Dla odmiany to zdjęcie jest w "Proroku Codziennym" - rzuciła, przesuwając je w stronę Nory. - Tylko dość małe. Obok wielu innych, podobnych z balu - opisała. - Za nie też nie chcę pieniędzy - zaznaczyła, a na jej ustach zadrgał cień uśmiechu. - Nie jestem twoim wrogiem.
Sięgnęła po swoje zamówienie, by zabrać je z blatu.